wtorek, 26 maja 2026

Eventy: Poznań Motor Show 2026

O tegorocznym Poznań Motor Show napisano już chyba wszystko. Najwyższa więc pora, żebym i ja dorzucił swoje dwa grosze do podsumowania tej specyficznej, przynajmniej w ostatnich latach imprezy. Po niezbyt pochlebnej opinii jaką wystawiłem temu wydarzeniu dwa lata temu (więcej tutaj), przełamałem się do powrotu do stolicy wielkopolski żeby sprawdzić, co w branży piszczy.

Jak się okazało, PMS (iście złowieszczy skrót) 2026 był kalką tego co pamiętam z roku 2024, tylko z udziałem chińskich wystawców podniesionym przynajmniej do kwadratu. Ja wiem, że przyrost logarytmiczny musi w końcu zwolnić, ale póki co ich ekspansja się rozrasta, a nowe marki pączkują niczym bakterie pod mikroskopem w Wuhan. Znamienne jest jednak to, że o niektórych markach prezentowanych przed dwoma latami mało kto już pamięta. Skłaniam się ku przewidywaniom, że po kilku kolejnych sezonach pozostaną u nas tylko najsilniejsi gracze, którym udało się kupić zaufanie klientów.

Podczas tegorocznej edycji targów w Poznaniu samochody nowe rozlokowano w dwóch dużych halach 3-3A i 5-5A, a wszelkiego rodzaju akcesoria i całą tematykę około motoryzacyjną w mniejszych budynkach oznaczonych numerami 4 i 5.

Producentów ze starej gwardii można było policzyć na palcach dwóch rąk, co wydaje mi się i tak dużą liczbą. Podczas dnia prasowego miało miejsce kilka polskich premier, wśród których wspomnę tylko o kapitalnym Alpine A390, kontrowersyjnej ze względu na korzenie Maździe CX-6e i całkiem przeciętnej, żeby nie powiedzieć nudnej KIA Seltos. Był jeszcze nowy elektryczny Mercedes ze świecącą tarczą, następca EQC, którego dla odmiany nazwano GLC... z EQ? Nie łapię jeszcze do końca tego, co namieszali w Stuttgarcie z nazewnictwem po ślepym zaułku, jakim okazał się oddzielny typoszereg EQ. Chińczycy też dużo pokazywali, ale jakoś ich auta nadal pozostają dla mnie jedną masą, a nazw ich marek i modeli w zasadzie nie warto się uczyć, bo nigdy nie wiadomo jak długo z nami zabawią. Zresztą niektórych nazw nawet sami przedstawiciele nie potrafili wymówić poprawnie.

Na tegorocznym Poznań Motor Show brakowało mi chyba najbardziej grupy Volkswagena (heloł, w końcu jesteśmy w Poznaniu) i Toyoty, ale może osoby decyzyjne w tych markach doszły do wniosku, że ich auta i tak sprzedają się same, a zabawa w salony w klasycznym wydaniu to zbędne koszty marketingowe.

Pora zatem na listę dobroci, które mogliśmy podziwiać w halach ekspozycyjnych, z krótkim opisem lub opinią co mi się podobało, a co nie. Lecimy więc w porządku alfabetycznym.

Alpine, a w zasadzie Alpine Pietrzak pokazało całą gamą swoich modeli, która składa się z trzech aut: klasycznej wręcz i powoli dogorywającej A110 (obecnej na rynku od 9 lat), nowej piątki na sterydach, czyli małego A290 i wspomnianej już premierowej A390, która w mojej ocenie okazała się najładniejszym autem tegorocznej wystawy.

Auto Fus w ramach swoich warszawskich przedstawicielstw Aston Martina i McLarena pokazał dwa różne Astony Vatage S oraz DBX-a i McLarena 750S wkomponowane w sporych rozmiarów sklep z godnie wycenionymi gadżetami sygnowanymi logo AM, McL i BMW. Aha, u Karlika vel. Positiveways mogliśmy jeszcze zobaczyć (zza taśmy, ale zawsze) bodajże pierwszą w Polsce Valhallę, 1 z 999 sztuk, jakie w ogóle powstaną.


A!W Forged tradycyjnie już wjechało z amcarami, gdzie wśród kilku Corvette, pick-upów Forda, RAMa i GMC błyszczały dwie perełki w postaci elektrycznego Chargera Daytona i „kompaktowego” RAMa Rampage „made in Brazil”.


Dacia pokazała swoje headlinery, ale prawdę mówiąc nawet nie zwróciłem uwagi na jej stoisko, Być może dlatego, że było małe i skromne oraz nie wzbudzało żadnych emocji i kontrowersji.

Honda zaprezentowała swoje kosiarki (sic!) i zupełnie nową Prelude, która na żywo zyskała bardzo dużo w porównaniu do pierwszego wrażenia, które wyrobiłem sobie z materiałów prasowych. No dobrze, Jazz, Civic, HR-V i CR-V też były, ale tak jak w przypadku Dacii, na nie również nie zwróciłem uwagi.

Hyundai i KIA zainwestowali najwięcej jeśli chodzi o ekspozycje z „nie chińskiej” ligi. Hyundai jako jedyny pokazał aż dwa modele koncepcyjne: kapitalnego Insteroida wystawionego celowo poza oficjalnym stoiskiem (dla zwrócenia dodatkowej uwagi), oraz Ioniqa Concept Three, będącego zapowiedzią zaprezentowanego niedawno w wersji produkcyjnej Ioniqa 3. Oprócz praktycznie całej gamy modeli spalinowych i elektrycznych, na „terenie” Hyundaia uwagę zwracał nowy Ioniq 6N w typowym dla eNek błękitnym kolorze.


Ineos też był. Przewinął mi się przed oczami, chyba z dwoma swoimi autami ulokowanymi, gdzieś pomiędzy reprezentacją Korei i... Chin.

Jeep (a w zasadzie Pol-Car) jako (nie do końca) jedyna marka kombinatu Stellantis pokazał całe dwa auta, w tym stosunkowo interesującego nowego Compassa w iście oczo... dajnym kolorze. Znamienite jednak było to, że oba Jeepy postawiono niejako w drugim rzędzie za autami Leapmotor, chińskiej marki częściowo należącej do Stellantisa właśnie.

KIA ze wsparciem lokalnych dealerów Marvel i Pol-Car pokazała kilka swoich nowości: uroczą jak na kurierskie standardy PV5, emerycką EV2 z ogromnym uchwytem do wysiadania do tyłu, kompaktowe K4 o urodzie rozdeptanej żaby i premierowo Seltosa, który jak już wspominałem niczym nie porywał.

KGM też było, ale nie wiem z czym dokładnie, bo jedyne co utkwiło mi w pamięci to hasła mocno podkreślające, że jest to marka z Korei, a nie z Chin zapewne.

Mazda pokazała pełną gamę swoich modeli w jednym i tym samym kolorze, czyli nieśmiertelnym Soul Red Crystal. Uwagę na siebie zwracała kompaktowa Mazda 3 z pakietem aero oraz fakt, że w obliczu chińskiej konkurencji Mazda zjechała z cenami zarówno trójki, jak i CX-30 do poziomu bliskiemu 100 kPLN, co prowadzący premierowe pokazy nie omieszkali pokreślić. Premierowe CX-6e było jedynym autem u Mazdy, które miało inny kolor. Ponieważ jest to „farbowany chińczyk” pominę rozpisywanie się tutaj na jej temat. Co ciekawe, w dni przewidziane dla szerokiej publiczności tablety, czyli ekrany dotykowe w konsolach środkowych pozaklejano grubymi foliami. Zapewne po to, żeby nikt się nimi nie bawił bo jeszcze nie daj boże coś popsuje.

Mercedes-Benz tradycyjnie ze wsparciem MB Motors pokazał całą serię nowych modeli zaprojektowanych w stylu zdziwionej lalki: CLA (także jako Shooting Brake) nowe GLB i oficjalnie odsłonięte GLC EQ (zastępujące EQC). Poza tym były jeszcze jakieś sportowe modele, ale ze względu na to, że wejście za taśmę kosztowałoby mnie moje dane osobowe (norma u nich, również w dzień prasowy), postanowiłem pooglądać sobie te gwiazdy niczym zza okna salonu. Prawdę mówiąc niewielka to strata.

Renault podobnie jak Dacia, było i pokazało chyba cztery swoje auta. Myślałem że jest ich pięć, ale niby Master okazał się jakimś chińczykiem stojącym zapewne zupełnie przypadkowo obok Renault. Przysiadłem sobie z ciekawości do nowego Clio, które jest dla mnie za ciasne i tyle. Poczekam sobie (nie) cierpliwie na nowe Twingo.

Tesla chwaliła się „ameliniowym” Cybertruckiem, którego panele naprawdę są wykonane ze stali nierdzewnej, a środek jakością materiałów i wykonania w moim przekonaniu odbiega nawet od chińskiej konkurencji. Odbiega w dół oczywiście. Mogę tak napisać ponieważ podczas dni prasowych osoba pilnująca tego „skarbu narodów” pozwalała wsiąść do jej środka. Podczas dni dla „plebsu”, jedyne co można było sobie zrobić (również pod nadzorem) to fotka przed tym drogowym czołgiem.

Volvo pokazało w zasadzie wszystko co produkuje w Europie i Chinach, ale wszystko to było i tak pozamykane na trzy spusty. Ech te marki premium.

Podczas dni dla szerokiej publiczności, na stoiskach Volvo, Mazdy i Hyundaia skrupulatnie nadzorowano ilość osób wpuszczanych pomiędzy auta, a wszystkie wymienione ekspozycje były w te dni dodatkowo otaśmowane. Może i wyglądało to trochę śmiesznie, ale wiedząc co Polak (i nie tylko) potrafi, przestało mnie to dziwić Jedynie patologiczne płacenie danymi za wstęp do Mercedesa uważam za praktykę poniżej krytyki.

Tyle jeśli chodzi o importerów i dealerów aut dla przeciętnego kowalskiego. Jeśli chodzi o egzotyki, to również w tym roku targi Poznań Motor Show nie zawiodły. Supersportowe i superluksusowe fury można było zobaczyć chociażby na ekspozycjach BidCars, Karlik Luxury Cars i S3lected, a także wśród licznej rzeszy wystawców akcesoriów, środków eksploatacyjnych i detailerów.

Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadły kapitalne restomody 911 z polskiego warsztatu RCR oraz kultowe żółte Lambo Diablo reklamujące jesienne Retro Motor Show, które odbywa się w tym samym miejscu co PMS.


Maxton Design przywiozło do Poznania kapitalnego Mercedesa-AMG GT z pełnym bodykitem wykonanym z karbonu, a na stoisku Monster Energy mogliśmy podziwiać utrzymaną w japońskich klimatach Silvię S14. Ogólnie drift-carów zbudowanych na bazie Silvii było chyba ze cztery.



Małą tajemnicą była ekspozycja, na której Huracan został zastąpiony w czasie trwania imprezy Suprą GR, a to wszystko pod nosem ulokowanej naprzeciwko policji. Tuż obok stały amerykańskie RAMy (te prawdziwe) z dużymi kartkami informującymi o zakazie ich dotykania. W tle powinien lecieć kawałek „U can't Touch This”?



No i na koniec TVN Turbo, które od lat lansuje się przy okazji targów poznańskich, co chyba dziwić nikogo nie powinno. Oprócz znanych twarzy, do których ustawiały się długie kolejki po plakaty i autografy, można było zobaczyć z bliska auta znane ze szklanego ekranu tejże stacji tv. Ja odnalazłem DeLoreana Przemka Szafrańskiego, Passata W8 od Stradale Classics, czy w końcu Volkswagena Avantura, kreskówkowego Lancera EVO, Warszawę Coupe, wyścigowe BMW 6 i Audi Sport Quattro, wszystkie zbudowane przez Grzegorza Dudę.

No dobrze, to jeszcze nie jest koniec mojej nieco zgryźliwej relacji z Poznań Motor Show 2026. Mamy jeszcze bowiem do wyjaśnienia sekcję chińską. W telegraficznym i alfabetycznym skrócie swoje auta zaprezentowały następujące marki.

B jak BAIC BiDżej (lub jak kto woli Biip... Job) i Bestune (sorry, ale nie zapamiętałem żadnego ich auta).

C jak Chery (nie lady) i Changan ze swoją interpretacją KIA Sportage nazwaną porywająco CS55.

D jak Deepal (baza techniczna nowych elektrycznych Mazd) i DFSK (cóż za urocza nazwa).

Aha, był jeszcze Dongfeng ze złotym kotkiem (symbol bogactwa i dobrobytu) machającym lewą łapką (symbolizującą zaproszenie do odwiedzin) i autami o buńczucznych nazwach: Shine (taka Elantra karłowata), Shine GS (ja tu widzę Ładę Vesta?), Mage (jak zmrużysz oczy to może ujrzysz Puga 3008) i Vigo (czy to jakiś odrzucony projekt któregoś iVi?).

E jak Exlantix, którego nazwa brzmi niczym środek na przeczyszczenie.

F jak Forthing z Urusem w domu.

H jak Hongqi z najdłuższymi tradycjami filozofii copy-paste.

G jak GAC (nie mylić z JAC) będący zapewne pod dużym wrażeniem produktów Renault i Volvo, a wyposażony w opony Chao Yang (znając Chińczyków tylko Lego i D...x produkują więcej gum rocznie).

J jak JAC (nie mylić z GAC) i ich rzucający się w oczy T9 (nie terminator, a bardziej taki Ram bez ram), wszystkim już chyba znane Jaecoo i Jetour, którego polubił Alan Walkera, za co my przestaliśmy lubić Alana Walkera, także w wersji z LPG (czyżby ukłon w stronę... klientów?).

L jak Leapmotor, częściowo należący do Stellantisa, z nowym B05, który jest kompaktowym EV za jedyne 40 900 PLN (z dopiskiem drobnym drukiem, że to rata 1 z 3) oraz Lepas z własną interpretacją Audi Q5.

M jak M-Hero i jak to pewien mężczyzna powiedział do swojej towarzyszki: „patrz! to są takie jakby Hummery”.

N jak Nextem z małymi elektrycznym dostawczakami o wyglądzie upośledzonej pandy, za którymi nawet ich doradcy się chowali (serio unikali nawet wzrokowego kontaktu).

O jak Omoda 7 z „Lexus inspired design” oraz Otomoto, u których można było popatrzeć na MG Cyberstera (tradycyjna brytyjska marka...) i GAC(k)a Hypteca SSR, czyli supercara niedopuszczonego do ruchu w EU (ojej).

X jak Xiaomi w wersji unofficial, który był schowany pod schodami niczym w schowku na szczotki (ten słynny żółty egzemplarz, który jest wystawiony na sprzedaż).

S jak SWM (hmm, w zasadzie to nwm).

V jak Voyah z nowymi modelami (już nie tylko Free, który miał chyba lifta): Passion, Courage i Cream (nie mam zielonego pojęcia, jak ze sobą zgrać ten nurt w ich nazewnictwie).

Jeśli dotrwaliście do tego momentu to mam dla was quiz związany z małymi autami z Państwa Środka. Wskażcie mi choćby trzy różnice między tymi autami: Dongfeng Box, GAC Aion UT i JAC E30X. Na zwycięzcę (wedle mojego uznania oczywiście) czeka nagroda w postaci miski ryżu. Z miską ryżu na pewno nie zostaniecie decydując się na finansowanie któregoś chińczyków ponieważ coraz częściej dogadują się oni z bankami, często oferując lepsze warunki kredytowe (patrz zdolność) niż ich odpowiedniki z Europy, Korei czy Japonii. Jaka będzie jednak wartość takiego chińczyka po spłacie kredytu lub zakończeniu najmu długoterminowego trudno jest przewidzieć. Czy zmierzamy w kierunku aut jednorazowych, wymienianych po 3-4 latach na nowe? Oby nie.

Jak to na PMS bywa, również i tym razem pomiędzy halami wystawienniczymi można było natrafić na ciekawe auta ludzi „z obsługi”. A to jakiś Maczek, a to jakiś Avek, a to 911 GT3 RS od KEBSa Pana Bogdana. Auta, których spotkanie na ulicach było kiedyś nie do pomyślenia, dzisiaj przestają robić furorę. Fajnie że są, ale nie wywołują już takiej sensacji wśród dzieci i młodzieży jak pokolenie temu.

Oprócz drifterów i palaczy gumy, na zewnętrznych terenach targowych Volvo rozstawiło swoje miasteczko bezpieczeństwa działające w dni przeznaczone dla szerokiej publiczności. Ze względu na kolejkę, rolki nie udało się nam zaliczyć, ale za to w konkursie wiedzy o marce udało mi się wygrać nagrodę gwarantowaną, którą były perfumy do auta. Idę więc wypsikać wnętrze moich dyliżansów zapachem sukcesu i widzimy się w Poznaniu za rok. Z chińskimi pozdrowieniami...

Więcej zdjęć z targów Poznań Motor Show 2026 znajdziecie na Instagramie, a relację z wybranych premier pojawi się wkrótce na kanale YouTube.

poniedziałek, 9 lutego 2026

Eventy: Ikony Motoryzacji na PGE Narodowym

Już piąty raz z rzędu, na terenie stadionu PGE Narodowy w Warszawie sen zimowy urządziły sobie prawdziwe auta marzeń. Nie zimują one jednak w zaciemnionych i zamkniętych halach, podłączone do kabli utrzymujące przy życiu ich akumulatory podczas miesięcy spędzonych w bezruchu. Spokojnie czekają na ciepłe dni w błysku fleszy, ciesząc oczy fanów motoryzacji, którzy mają okazję pobyć blisko i na spokojnie z tą bardziej fantazyjną motoryzacją.

Mam tu na myśli wystawę „Ikony Motoryzacji”, która pod patronatem Castrol Polska zgromadziła w tym roku (prawie) 100 aut o łącznej wartości 120 mln PLN. Nie będę ukrywał, że do odwiedzenia tej wystawy zbierałem się od trzech lat, żeby w końcu w ferie zimowe 2026 zabrać kilkoro nastoletnich fanów motoryzacji i pokazać im samochody, które mogli dotąd oglądać na YouTube, czy też podziwiać w mediach społecznościowych.

Wystawa otwarta będzie do 1 marca, więc jeśli moja relacja Was zachęci, to macie jeszcze trochę czasu, żeby zaplanować wycieczkę na Stadion Narodowy, będący notabene rówieśnikiem mojej córki, biorąc pod uwagę datę jego uroczystego otwarcia.

Ikony Motoryzacji” polecam odwiedzić w dzień roboczy, najlepiej tuż po otwarciu drzwi (godziny otwarcia to 11-19 w dni powszednie, a w weekendy do 20), chociażby ze względu na mniejszą ilość zwiedzających, co z pewnością docenią ludzie lubiący uwieczniać auta na zdjęciach. Poza weekendem bilety są również nieco tańsze, a podczas poniedziałkowych i wtorkowych happy hours upust sięga nawet 50% ceny wyjściowej. Bilety można kupić zarówno na miejscu, jak i online, wybierając wcześniej konkretny dzień i godzinę, ale z tego co wiem, ma to bardziej orientacyjny charakter i zakupione w ten sposób bilety wykorzystać można do końca trwania wystawy. W cenie biletu dzieci otrzymują planszę z zagadkami prowadzącymi je do hasła, które mogą na koniec wymienić na arkusz zabawnych naklejek Castrola. Bardzo fajny gest w stronę najmłodszych.

Poza tą swego rodzaju grą terenową dzieci i młodzież skorzystać mogła z symulatorów jazdy i zdalnie sterowanych aut RC, ale nie cieszyły się one szczególnym powodzeniem, przynajmniej podczas naszej wizyty. Nie sprawdzałem cen tych przyjemności, ale sądząc po tym, że za zdjęcie w Huracanie trzeba było wyłożyć 60 PLN od głowy (podczas gdy AI zrobi to nam za darmo), tanio zapewne również nie było. Na fali fascynacji prezentowanymi autami, rodzice mogli kupić swoim pociechom miniaturki ich samochodów marzeń. Niestety były to bardziej supermarketowe produkty niż poważniejsze modele. Owszem, bardziej profesjonalne modele byłyby droższe i nie pozwoliłyby na szarżowanie z marżą, ale ich obecność na półkach zaaranżowanego sklepiku z pewnością podniosły by jego rangę.

No dobrze, ale co można było zobaczyć na wystawie, jeśli chodzi o prawdziwe samochody?

Zacznijmy może od „trzech króli” z La Squadra, którymi były Pagani Utopia Roadster, Bugatti Chiron Pur Sport i AGTZ Twin Tail. Muszę przyznać, że znając dobrze portfolio La Squadry wielka szkoda, że nie pokuszono się o dorzucenie jeszcze jakiegoś Koenigsegga do tej galerii sław.

Pagani Utopia Roadster, wyceniona na bagatela 17 mln PLN, jest chyba headlinerem tegorocznej edycji wystawy „Ikony Motoryzacji”. Jako jedyna kręciła się ona na powoli na ekspozycyjnej karuzeli ulokowanej w centralnej części wystawy. Jest to pierwszy egzemplarz Utopii Roadster jaki trafił do Polski, bodajże szósty jaki kiedykolwiek powstał i jeden ze 160. jakie zostaną zbudowane. Pięknie skomponowany kolorystycznie egzemplarz (brązowy karbon i kremowe nadwozie) napędza silnik AMG 6.0 V12 bi-turbo rozwijający moc 864 KM. Prawdziwa Utopia.

All black był za to Bugatti Chiron Pur Sport, który okazał się jeszcze większym i zarazem droższym rarytasem. Jest to jeden z 60. powstałych aut, wyceniony na 20 mln PLN. Silnik to oczywiście 8.0 W16 o mocy 1500 KM. Prędkość maksymalna 350 km/h.

No i ostatnim z wielkiej trójcy od La Squadra to AGTZ Twin Tail powstały w kooperacji z Atelier Zagato i inspirowany Alpine A220 (La Squadra jest również przedstawicielem marki Alpine). Silnik to 1.8 turbo o mocy 300 KM, co w zupełności wystarcza żeby rozpędzić auto ważące skromne 1100 kg do prędkości maksymalnej 250 km/h, a do pierwszej setki dobić w 4,5 sekundy. Cena? Równe 3 mln PLN.

Bugatti Chiron i AGTZ Twin Tail zaparkowały w sekcji „dealerskiej”, gdzie można również zobaczyć elektrycznego Rolls-Royce'a Spectre (800 KM, 250 km/h, 4,5 sekundy do setki, cena 2,3 mln PLN), Astona Martina Vanquish od Aston Martin Warszawa, czy też Ferrari 12Cilindri GTS i Purosangue (6.5 V12, 725 KM, 310 km/h, 3,3 sek. do setki, cena 2,9 mln PLN).

W tej samej części wystawy w oczy rzucały się jeszcze supercary będące już w zasadzie youngtimerami, czyli Porsche Carrera GT i Mercedes-Benz SLR Roadster w lustrzanym nadwoziu od Petrol Toys, a także kiosk na kołach - oliwkowy Brabus G800 od 7.pl.


Wracając do głównej sali, zobaczyć tam mogliśmy między innymi dwa polskie RWB, w tym ostatnie jakie (póki co) powstało w naszym kraju, bazujące na 997 cabrio. Auto z ksywką „Zawiasowa” na progach powstała bowiem we wrześniu 2025 w 911 Garage Poland.

Tuż obok, w małej sekcji roadsterów ulokowały się unikatowe AC Cobra od Petrol Toys oraz nie mniej symboliczne Renault Spider i BMW Z1 z niezapomnianymi drzwiami chowającymi się w progach auta.

Kilka kroków dalej spotkało mnie niemałe zaskoczenie. Dwa egzemplarze nieco zapomnianej, a przez niektórych wręcz nieznanej brytyjskiej marki TVR. Tuscan Mk1 i Mk2 w swoich kultowych kształtach oraz charakterystycznym kolorze kameleon, niezwykle popularnym w owym czasie, skutecznie przypomniały mi motoryzacyjny vibe przełomu wieków. Każdy fan „Moto Magazynu” to lubi.

Obracamy się, a tam kolejne klasyki: Alfa Romeo Spider 2000, Lotus Esprit S2 JPS od Novanta Classics, którego widziałem już na ostatnim MotoClassic, DeTomaso Pantera od House of Classics, oraz zjawiskowe Ferrari 365 2+2 z 1967 roku.


Tuż za rogiem czaiła się replika Syreny Sport z kolekcji muzeum motoryzacji na Zamku Topacz oraz kilka ikon tej zdecydowanie mniej spektakularnej, ale wciąż kultowej motoryzacji. Volkswagen Garbus, BMW 1602 (E10), Alfa Romeo GT 1300 Junior, Peugeot 106 Rallye, Fiat Abarth 695 (ten pierwszy), czy w końcu Fiat Multipla (ta nowa). Butlonosa Multipla, obok Passata W8 od Stradale Classics, to zdecydowanie humorystyczne elementy wystawy. Trochę mniej zrozumiałe dla mnie było umieszczenie obok nich tuningowanej Łady „Żiguli” i „Kebina”, czyli Daihatsu Hijet 1000 napędzanego zabudowaną w jego środku Yamahą Fazer 600. Co prawda auto to wygrało w 2023 roku konkurs Hot Wheels Legends Poland, ale niestety na arenie międzynarodowej uległo popularniejszej konkurencji, tracąc możliwość odwzorowania w postaci małego Hot Wheelsa. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze i za rok Hot Wheelsem stanie się utrzymany w stylu aut rajdowej Grupy B Fiat 126 z Polski właśnie.



W tym momencie chciałbym wspomnieć o pierwszym z (niewielu) minusów, jakie w moim odczuciu napotkałem podczas zwiedzania wystawy „Ikony Motoryzacji”. Mam tu na myśli taśmy odgradzające publiczność od eksponowanych aut, które w niektórych przypadkach skutecznie utrudniały zrobienie sensownych zdjęć. Jak już kiedyś pisałem, doskonale rozumiem, że randomowi ludzie na tego typu imprezach to w dużej mierze trzoda (nie ujmując świnkom), ale może nie trzeba było upychać aut na aż tak małych powierzchniach i w każdych wnękach sal wystawienniczych. Zachowanie większego dystansu sprawiłby, że czarna taśma nie zasłaniałaby tego co najciekawsze.

Przykłady? McLaren 765LT (4.0 V8 Twin Turbo, 765 KM, 330 km/h, 2,8 sek. do setki, 2,2 mln PLN) i filmowa taksówka z Marsylii, czyli biały Peugeot 406 to mocnym tuningu optycznym (w oryginale 3.0 V6, 207 KM, 232 km/h, 9,6 sek.).

Z filmowych aut warto wspomnieć również o DMC DeLoreanie jak żywo wyjętym z „Powrotu do przyszłości” i o niebo lepiej zrobionym niż ten z niedawno zakończonego programu TVN Turbo, a także całej grupie aut z serii filmów „Szybcy i wściekli”...


...a konkretnie z pierwszych trzech części cyklu. Niektóre lepiej, niektóre gorzej odwzorowane. Na mnie największe wrażenie zrobił Volkswagen Touran Hulk z „Tokio Drift”, nawet jeśli pięści wystające z boków auta były jak na moje oko zbyt mocno wyeksponowane. Rozczarowaniem sekcji F&F okazało się przesunięcie na drugi plan Mazdy RX-7 VeilSide Hana, która stała w tle RX-8 VeilSide, którym jeździła w filmie Neela. Aha, no i na zielonym Mitsu Eclipse Briana zaczęła się powoli odklejać jedna z naklejek (ups).


Za ścianą „tuningowiska” znalazła się część wystawy poświęcona sportom motorowym, gdzie można zobaczyć między innymi kultowe rajdowe Audi Sport Quattro S1, DTM-owego Mercedesa klasy C, Renault Megane Trophy V6, czy w końcu Benettona B194 z F1, którym jeździł między innymi Michael Schumacher. Do Formułu 1 nawiązuje również czerwona Honda NSX z rejestracją Senna, która znalazła się na tym aucie z chyba wszystkim wiadomego powodu. Byłbym zapomniał jeszcze o wyścigach typu endurance (długodystansowych), których honoru broniły Ligier JS P217 i zwycięska Oreca O7 polskiego zespołu, nosząca wciąż ślady walki podczas 24 hrs w Le Mans z 2023 roku. Barw sponsora tytularnego wystawy, firmy Castrol, broniła rajdowa Toyota Celica.


Bardzo dobrym pomysłem było umieszczenie w znakomitej większości przypadków informacji o szacunkowej wartości prezentowanych na wystawie aut. Dzięki temu można było się przekonać, że cena Porsche 911 GT3 RS (auto marzeń mojej córki), wynosząca jakieś 1,5 mln PLN, to równowartość tego, ile może obecnie kosztować blisko 80-letnia Tatra T87 (prezentowany egzemplarz z kolekcji House of Classics), czy też niewiele młodszy Aston Martin DB2/4 lub DB2 Vantage (oba z kolekcji Perlage, ulubionej wody mojej córki).

Na obejrzenie wystawy „Ikony Motoryzacji” warto poświęcić 2, może 3 godziny. Co prawda nikt nam czasu wyliczać nie będzie, ale ilość aut tam zgromadzonych pozwoli nam spokojnie obejść ekspozycję we wspomnianym czasie. Wspomnę tu jeszcze o naszym wspólnym podsumowaniu wystawy, które można zawrzeć w krótkim zdaniu: „myślałem, że będzie tego więcej”. Co prawda organizatorzy szczycą się zgromadzeniem stu pojazdów, ale ostrożnie licząc do tej setki brakuje jeszcze kilkunastu sztuk, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę kilka motocykli i traktor Lamborghini witający nas na wejściu.

Czy uważam wyjazd na „Ikony Motoryzacji” za dobry pomysł? Owszem, warto samemu sprawdzić co jest nam w stanie zaoferować ta wystawa. Osobiści nie nastawiałbym się jednak na coś, czego w zainteresowanych kręgach nie da się zobaczyć na którymś z wielu innych wydarzeń, zwłaszcza tych organizowanych w typowym sezonie eventowym. Fajnie, że auta te nie zimują bezczynnie, ale po tak szeroko promowanej wystawie oczekiwałbym jednak czegoś więcej. Mocniejszego kopnięcia, chociaż nie twierdzę, że Utopia Roadster nie zostawi śladu w głowie każdego moto-psycho-fana.

Więcej zdjęć z wystawy „Ikony Motoryzacji” znajdziecie na Facebooku i Instagramie.