poniedziałek, 5 grudnia 2022

Miejsca: Muzeum Skody w Mladá Boleslav

Fabryka w mieście, czy miasto w fabryce?

Figury dwóch mężczyzn w zainscenizowanej rozmowie stoją na tle muralu z napisem „odkryj miasto pionierów i wizjonerów motoryzacji”. Na postumencie poświęconego im pomnika umieszczono nazwiska, które jednocześnie określają najbogatszą specyfikację samochodów produkowanych między innymi w tym właśnie mieście. Tak, ci panowie to Laurin & Klement. Obaj nosili imię Vaclav i byli założycielami fabryki samochodów, którą w 1925 roku przejął koncern zbrojeniowy Skoda i pod tą nazwą znamy te auta dzisiaj.

Jesteśmy w Mladá Boleslav, niespełna 50-tysięcznym mieście, które jest matecznikiem Skody i to tutaj znajduje się główna siedziba marki należącej od jakiegoś już czasu do koncernu Volkswagena. Wspomniany pomnik założycieli znajduje się w centrum miasta, na skwerze przed przyfabryczną wydawką i muzeum marki, które w piękny lipcowy dzień odwiedziliśmy w ramach testu nowej, w pełni elektrycznej Skody Enyaq iV 80 Founders Edition nr 1380 z 1895 (liczba ta to rok założenia firmy L&K) w kolorze Black Magic z miedzianymi dodatkami niczym w Cuprze. O naszej wyprawie i przygodach z nią związanych napiszę jednak w oddzielnym materiale, dzisiaj skupiając się na tym, co mogliśmy zobaczyć w murach Skoda Muzeum.

Miasto Mladá Boleslav leży nieco ponad 100 km i 1,5 godziny jazdy od Jeleniej Góry i jednocześnie jakiś 70 km i niespełna godzinę drogi od Pragi. Z jednej więc strony spokojnie może być celem jednodniowej wycieczki prawdziwego fana motoryzacji i marki Skoda, a z drugiej ciekawym przystankiem w drodze do pięknej Pragi, którą również tego dnia odwiedziliśmy.

Muzeum Skody czynne jest 7 dni w tygodniu od godziny 9 do 17, a wstęp dla jednej osoby bez zniżek kosztuje 80 koron (<20 PLN). Za 200 koron (<40 PLN) możemy również kupić bilet rodzinny, więc jak widać ceny nie są wcale wygórowane. Opisy eksponatów znajdujących się w muzeum są dostępne w języku czeskim, angielskim, niemieckim oraz w języku Braille'a. Po polsku dostępne są jedynie ulotki. Na miejscu znajdziemy również bogato wyposażony sklep firmowy z gadżetami, suwenirami, modelami i literaturą związaną z marką (sklep dostępny jest również w formie online) oraz restauracja, gdzie po trudach zwiedzania możemy coś zjeść i napić się czeskiego piwa.

Niedaleko miasta Skody znajduje się Liberec (jakieś 50 km od Mladá w kierunku polskiej Bogatyni), gdzie nie tylko swoją siedzibę miał producent ciężarówek LIAZ (Liberecké Automobilové Závody), ale znajduje się tam również dom rodzinny Ferdynanda Porsche (dokładnie w Vratislavicach nad Nisou, z niemieckiego Maffersdorf, które obecnie są częścią Liberca). Dom ten od 2011 roku jest własnością Skoda Auto, a w 2016 roku rozpoczęła się jego gruntowna rekonstrukcja mająca przywrócić go do stanu z 1875 roku, kiedy to ów genialny konstruktor się w nim urodził (wtedy były to tereny należące do Austro-Węgier).

Dom rodzinny Ferdynanda Porsche również możemy zwiedzać. Jest on otwarty od piątku do niedzieli w godzinach 9-17, a bilet indywidualny kosztuje 50 koron, łączony z muzeum 100 koron, bilet rodzinny to 120 koron, a łączony 250 koron. We wnętrzach domu Porsche przygotowano interaktywną prezentację historycznych dokonań tego inżyniera-odkrywcy, jak i prezentujących przyszłość, którą czeka motoryzacja. Naturalnym jest, że nasuwa się pytanie, czy Porsche zaprojektował coś dla Skody? Owszem, była to Skoda RSO aka Porsche Typ 175, czyli ciągnik artyleryjski na stalowych kołach z czasów II Wojny Światowej, którego niestety nie znalazłem w ekspozycji muzeum Skody.

Wracając do Mladá Boleslav, to warto jeszcze wspomnieć, że od poniedziałku do piątku w godzinach 9-17 możemy również wybrać się na wycieczkę po fabryce. Wycieczka taka trwa około 90 minut, a dopłata do biletu wstępu wynosi w takim wypadku 100 koron (z czeskim przewodnikiem) lub 160 koron (przewodnik ze znajomością języka obcego). To oczywiste, że bez przewodnika fabryki zwiedzać się nie da, ponieważ należy mieć na uwadze, że jest to wciąż działająca fabryka samochodów. Na wszystkie atrakcje dostępne są również bilety ulgowe ze zniżką 50% względem wyżej wymienionych cen.

W tym miejscu chciałbym nadmienić, iż nie była to dla mnie pierwsza wizyta w tym mieście i w obiektach Skody. Jakieś 18 lat temu mogłem być tu w związku z kierunkiem studiów które sobie wybrałem i oprócz zwiedzania muzeum oraz podziwiania pokazu umiejętności prowadzenia Skody Fabii WRC w wydaniu Armina Schwarza, mogliśmy również zwiedzić „od kuchni” fabrykę Skody, która wręcz wrasta w to czeskie, niepozorna na pierwszy rzut oka miasto.

Kamienie milowe

Wchodzących do muzeum wita okazała, ponad 5-metrowa limuzyna Skoda Typ 860 z 1932 roku. To jedyny ocalały egzemplarz tej napędzanej 8-cylindrowym silnikiem Skody, który należał swego czasu do premiera Czechosłowacji.

Za tym mocnym wstępniakiem natrafiamy na prototypową Skodę 935 Dynamic z 1935 roku. To również jedyny egzemplarz, który w rękach muzeum znajduje się od początku jego istnienia w 1968 roku, a odrestaurowany został w latach 2013-2017.

Tuż obok umieszczono niepozorną Skodę Rapid 1500 OHV Typ 922 z 1940 roku. To jeden z tych modeli, którego z nazwy kojarzyć może każdy z nas, bowiem Skoda konsekwentnie kontynuuje nazewnictwo swoich modeli od dobrych kilkudziesięciu już lat.

Idąc dalej natrafiamy na Skodę Superb Typ 913 z 1936, która w kolekcji muzeum znajduje się od 2010 roku, a odrestaurowana została w latach 2012-2020. Obok całego auta obejrzeć możemy z bliska jej podwozie pochodzące tym razem z roku 1934.

W ostatnim rzędzie głównej nawy muzeum znajdziemy dwa wyścigowe auta Skody, a jak wiadomo producent ten może poszczycić się wieloma tytułami zarówno w wyścigach, jak i rajdach samochodowych. Pierwszym autem jest Skoda 1000 MB B5 z lat 1967-1971, a drugim Skoda 130 RS Typ 735 z 1977, podwójna zwyciężczyni Monte Carlo w tymże roku właśnie. Napędza ją silnik o pojemności 1289 ccm i mocy 140 KM, a samochód jest w stanie osiągać prędkość rzędu 220 km/h.

Przemieszczając się do bocznej sali, oddzielonej regałem o którym napiszę więcej za chwilę, trafiamy na może i mniej efektowne, ale na pewno nie mniej ważne dla marki modele samochodów, rowerów i motocykli, od których to właśnie kariera Laurina i Klementa się zaczęła.

Pierwszym autem marki L&K było Voiturette Typ A z 1906 roku, które możemy z bliska zobaczyć w muzeum Skody właśnie. Jak wiele konkurencyjnych konstrukcji wciąż przypominało ono nieco dorożkę bez koni, a osłonę przed złymi warunkami atmosferycznymi zapewniał opcjonalnie montowany rozkładany materiałowy dach.

Drugim autem noszącym dumnie nazwę Laurin & Klement jest Typ SG z 1913 roku, już z zabudowanym nadwoziem i dachem sięgającym również nad kabinę szofera. Tuż obok mamy już „przejściówkę”, czyli samochód o podwójnej nazwie L&K - Skoda Typ 110 z 1929 roku. Jest to tak zwane „faux cabrio”, salonka udająca kabriolet.


Kolejnym eksponatem, na który natrafiamy jest masywne czarne auto przypominające amerykańskie i sowieckie konstrukcje tego okresu. To Skoda Superb 4000 Typ 919 z 1940 roku, która pod maską skrywała silnik V8 (wersja z V6 nosiła oznaczenie 3000).

Dalej natrafiamy na bliższe już naszym czasom Octavię pierwszej generacji (nie, to wciąż nie jest wersja z 1996 roku) i 1000 MB, którą humorystycznie określano mianem Skody „tysiąca małych błędów”.

Zwieńczeniem czasu demoludów jest bez wątpienia Skoda Favorit 136L Typ 781 z 1989, którą jeśli tego nie wiecie zaprojektował sam mistrz Bertone. Jeden z egzemplarzy w fabrycznie nowym stanie można podziwiać w muzeum Skody oczywiście.

Przyszłość czeskiej marki, która w ostatnich latach stała się jej rzeczywistością prezentują dwa koncepcyjne auta wystawiane w muzeum, a mianowicie Skoda Vision RS z 2018 roku, która była zapowiedzią wprowadzenia do produkcji modelu Scala oraz Vision S z 2016 roku, która zwiastowała największy jak dotąd model marki, Skodę Kodiaq. Szczególną uwagę w tym pojeździe koncepcyjnym zwracają brokatowe felgi, które mocno rzucały się w oczy odwiedzającym muzeum turystom.


No i właśnie pomiędzy opisanymi już dwiema salami muzeum umieszczono chyba najbardziej kontrowersyjną instalację tego miejsca. To regał z kolejną partią historycznych aut Skody, do których dostęp jest jednak nieco ograniczony, a oglądanie ich odbywa się z pomostu umieszczonego przy przeciwległej ścianie.

Czechosłowacka meblościanka

Na parterze wspomnianego regału, patrząc od końca zobaczyć możemy pożarniczego Laurina & Klementa Typ MF z 1919 roku.

Przed wozem strażackim umieszczono ambulans Skodę 1201 z 1957 roku (model ten produkowany był w latach 1956-1961). Samochód ten napędza silnik o pojemności 1221 ccm i mocy 40 KM, dzięki czemu prędkość maksymalna sięga 110 km/h.

Dalej trafiamy na Skodę120L w milicyjnym malowaniu VB, znaną bardziej z filmów, zarówno czechosłowackiej kinematografii, jak i szpiegowskich produkcjach „zgniłego zachodu”.

Drugim ambulansem w kolekcji muzeum, które wystawiono na ekspozycji jest Favorit Typ 788 z 1992 roku.

Serię „służbistów” kończy bliska czasom obecnym policyjna Felicję Kombi z pushbarem na przednim zderzaku.

Na pierwszym piętrze, patrząc również od końca mamy między innymi Skodę Popular OHV Typ 912 z 1938 roku (silnik 995 ccm, moc 27 KM, v-max 100 km/h), a przed nią Skodę Rapid II Cabrio DeLuxe Typ 914 z 1937 roku (produkowana w latach 1935-1938, silnik 1386 ccm, moc 31 KM, prędkość maksymalna 100 km/h).

Na drugim piętrze dojrzeć można, również patrząc od końca, prototypową Skodę 976 Karosa z 1956 roku (silnik 987,4 ccm, moc 35 KM, v-max 111 km/h), przed którą ustawiono zieloną Skodę 440 Spartak Typ 970 z 1958 roku (produkowana w latach 1955-1959, silnik 1089 ccm, moc 40 KM, prędkość maksymalna 110 km/h) i również zielone kombi - Skodę 1201 STW z 1956 roku.

Ostatnie, trzecie piętro to prawdziwe rarytasy. Druga od końca to terenowa Skoda Trekka z 1969 roku, która była produkowana w Nowej Zelandii i wzorowana była na Land Roverze. Lata jej produkcji to 1966-1972, pod maską znajduje się silnik 1221 ccm o mocy 47 KM, dzięki któremu auto rozpędzić się może nawet do 110 km/h.

Przed Trekką znajduje się Skoda 1101/1102 Tudor Typ 938 z 1948 roku (produkowana w latach 1946-1952, silnik 1089 ccm, moc 32 KM, prędkość maksymalna 100 km/h) i Skoda 966 Supersport z 1950 roku.

To najszybsze czechosłowackie auto lat 50-tych powstało w trzech egzemplarzach. Będący od 2007 roku w rękach muzeum napędzany jest silnikiem z kompresorem o mocy 120 KM.

Warto jeszcze wspomnieć, że dolna półka regału to ekspozycja okresowa, która co jakiś czas jest wymieniana. W czasie naszej wizyty w muzeum były to wspomniane już auta różnych służb, ale z tego co wiem obecnie ich miejsce zajmują modele Skody z rynków dalekich Europie. Prócz wspomnianej już Trekki można poznać bliżej tureckiego pickupa Skoda 1203 Kamyonetleri, chińskie Yeti i indyjskie Skody Kushaq i Slavia. Auta te będzie można zobaczyć w muzeum do lutego 2023 roku.

Po drugiej stronie

Mijając sklepik fana i salę widowiskową przechodzimy na drugą stronę muzeum, w której znajduje się sala prezentująca, w jaki sposób odrestaurowuje się zabytkowe samochody z kilkoma egzemplarzami w różnych etapach ich odbudowy.



Tuż obok możemy podziwiać kolejne perełki pod postacią zbudowanej w 2007 roku repliki motocykla L&K CCCC z 1904 roku oraz sportowy roadster z 1908 roku, czyli 120-konny L&K BSC, a także nadzwyczaj dobrze wyposażoną „favoritkę” stanowiącą pomost między tym właśnie modelem, a zastępującą ją Felicją, z którą to Skoda weszła do grupy Volkswagena.



Na piętrze tej części muzeum zgromadzono eksponaty podsumowujące techniczny rozwój motoryzacji spod znaku stylizowanej strzały, między innymi pod postacią historii silników górnozaworowych, czy też całego zespołu napędowego elektrycznego Enyaqa, którym to dotarliśmy dla Mladá Boleslav.


Swego rodzaju wisienką na torcie jest rajdowa Skoda Fabia R5, którą możemy podziwiać zarówno w wersji pełnej, jak i samego podwozia i układu napędowego. Dla fanów rajdów jest to bez wątpienia prawdziwa gratka.

Podsumowując odwiedziny w muzeum Skody w Mladá Boleslav podtrzymuję zdanie, że każdy miłośnik motoryzacji powinien zapisać je na liście miejsc, które odwiedzić trzeba. Żałuję tylko, że na ekspozycji zabrakło tym razem Skody 110 Super Sport „Ferat” z 1971 roku. Co prawda miałem możliwość obejrzenia tego czeskiego batmobila podczas mojej pierwszej wizyty w muzeum w 2004 roku, ale miałem cichą nadzieję, że uda mi się go zobaczyć raz jeszcze i zrobić dla Was kilka zdjęć tego bardzo interesującego auta, które w filmie „Wampir z Feratu” zagrało wehikuł napędzany ludzką krwią.

Opuszczając Mladá Boleslav udało nam się jeszcze spotkać i dokładnie obejrzeć najnowszy model Skody, a mianowicie Enyaqa Coupe iV RS w sztandarowym kolorze Mamba Green, która ładowała się na ładowarce Nikola pod Skoda Service Training Center. Co prawda wkrótce będzie ona miała swoją premierę również i u naszych dealerów, ale w centrali Skody auta te można było spotkać w normalnym ruchu ponad 4 miesiące wcześniej. Na wspomnianej na wstępie wydawce również widzieliśmy kilka egzemplarzy (niestety w sobotę miejsce to było zamknięte) ponieważ w Mlada elektryczne Skody są produkowane. Wrażenie robiły również całe połacie przyfabrycznych parkingów przyozdobione Enyaqami Coupe w kolorze Skittlesów.

Z całego serca zachęcam raz jeszcze do odwiedzenia muzeum Skody i wybrania się tam w dniu roboczym, żeby przy okazji odbyć rundkę po fabryce i móc zobaczyć „how car is born”.

Więcej zdjęć z Muzeum Skody w Mladá Boleslav znajdziecie na Facebooku.

wtorek, 15 listopada 2022

Nr 71: 2022 Renault Captur E-Tech 145 hybryda Intens

Czy hybryda w Intens ma sens?

Osoby śledzące mojego bloga mogą poczuć małe deja vu, bo przecież to auto zagościło już tutaj w ubiegłym roku (tutaj). Czy jednak mamy tu do czynienia z naprawdę identycznym autem? Niezupełnie, ponieważ rok temu miałem okazję wypróbować Captura drugiej generacji w podstawowym wariancie Zen, a dzisiaj chciałbym nieco przybliżyć ten sam model Renault, ale z hybrydowym napędem E-Tech i w średnim poziomie wyposażenia Intens. Gwoli wyjaśnienia, krótko po teście prezentowanego auta Renault zmodernizowało nieco nazewnictwo i Intens przemieniło się w Techno. Niemniej jednak na potrzeby tego materiału w dalszej części opisu pozostanę przy oryginalnej specyfikacji, ponieważ wspominane Techno w zasadzie niewiele różni się od swojego poprzedniego wcielenia.

1. Czym jest?

Captur zastąpił Clio Grandtour (czyli odmianę kombi) i był pierwszym crossoverem w ofercie Renault... No dobrze - drugim, jeśli weźmiemy pod uwagę Koleosa, który w swoim pierwszym wydaniu był w zasadzie kopią koreańskiego Samsunga. Tak, te dwie firmy od dłuższego już czasu produkują wspólnie auta różniące się detalami i oczywiście znaczkiem na masce. Pierwszy Captur był oferowany równolegle jako Samsung QM3 właśnie. Od niedawna jednak, również na rynku koreańskim Renault nosi dumnie swój herb w kształcie rombu. Tak przy okazji, stwierdzenie: „dzwonię do Ciebie z Samsunga” nabiera w tym przypadku całkiem nowego znaczenia.

Fala „crossoveryzacji” w Renault wcale nie zakończyła się na Koleosie i Capturze. Wkrótce po nich bowiem zaprezentowano pośredniego Kadjara, którego właśnie zastępuje Austral, a niedawno na rynek weszło elektryczne Megane E-Tech, które również stoi gdzieś ponad klasycznym segmentem kompaktów. Renault pokazało również prototypowego Scenica Vision Concept, który także jest... crossoverem. Przy okazji warto wspomnieć, że dotychczas znany nam minivan zniknął po cichu z oferty, podobnie zresztą jak Talisman w obu wersjach nadwoziowych. Znak czasów?


2. Jak wygląda?

Little Volvo, jak nazywam Captura drugiego, wciąż wygląda świeżo i tak naprawdę nie potrzebował jakiegokolwiek liftingu. Lekkie odświeżenie kolorów i wyposażenia, które zaserwowano autu w połowie roku było przysłowiową kropką nad „i”.

Renault Captur jest crossoverem, który swoim nadwoziem wciąż nawiązuje do nadwozia typu kombi, w przeciwieństwie do znacznej części konkurentów, którzy przybrali formę zbliżoną do hatchbacka, czy nawet szumnie propagowanego crossovera coupe. Muszę przyznać, że linia boczna Captura drugiej generacji może się podobać, nawet jeśli nie przypomina coupe. Francuscy designerzy naprawdę umieją w małe auta. Nauczyli się ponadto maksymalnie wykorzystywać rozstaw osi, co widać chociażby po bardzo małych zwisach prezentowanego auta.

Patrząc na profil Captura w oczy rzucają się małe trójkątne szybki w słupkach C, które są w zasadzie do niczego... no może poza potrzebą ich mycia. Równie dobrze mogłoby ich tam nie być i jedyne, co by na tym ucierpiało to styl, którego braku nie da się temu autu zarzucić.

Wariant Intens najłatwiej rozpoznać po chromowanych listwach biegnących wzdłuż dolnej linii bocznych okiem oraz takich samych wstawkach w zderzakach. Za kilkaset złotych możemy do Captura dokupić relingi dachowe, ale według mnie auto wygląda bez nich lepiej. Warto za to zastanowić się nad otwieranym dachem szklanym, którego co prawda w Intens nie oferowano, ale pojawił się on w Techno w cenie równych 3 000 PLN. Wiecie jak najłatwiej odróżnić z zewnątrz Intens od nowszego Techno? Po antenie w tylnej części dachu. Intens ma bacik, a Techno płetwę rekina. Et voilà!


W hybrydzie nie widać już końcówki układu wydechowego, która dumnie sterczała spod zderzaka testowanego rok temu Zena. Wciąż jednak znajdziemy w zderzakach matowoszare wstawki imitujące off-roadowe osłony podwozia. Terenówką Captur oczywiście nie jest, a wymiary jego nadwozia wyglądają następująco: długość 4227 mm, rozstaw osi 2639 mm, szerokość 1797 mm (2003 mm z lusterkami), wysokość 1576 mm. Prześwitu producent nie podaje.

Pomarańczowy kolor Atacama z czarnym dachem Etoile, na jaki pomalowano testowany egzemplarz niestety zniknął z palety po aktualizacji specyfikacji Captura. Wciąż jednak wszystkie kolory są ekstra płatne od 2 200 do 2 800 PLN plus 1 500 PLN za dwukolorowe malowanie.

Kończąc opis wyglądu zewnętrznego wspomnę tylko, że na 17-calowych alufelgach o wzorze nazwanym Bahamas znajdziemy opony Bridgestone Turanza o rozmiarze 215/60.

3. Jakie ma wnętrze?

Drzwi w Capturze otwierają się dosyć szeroko i dotyczy to również drugiej ich pary. Po zerknięciu do wnętrza w oczy od razu rzucają się jasne wstawki na boczkach przednich foteli, które zdecydowanie ożywiają wnętrze auta. Ciemną deskę rozdzielczą również urozmaicono szerokimi wstawkami imitującymi matowe aluminium. Niestety boczki drzwiowe, zwłaszcza te z tyłu, to wciąż duże powierzchnie twardego i czarnego plastiku. Wiem, że mamy tak naprawdę do czynienia z autem segmentu B, ale można było nad tym nieco bardziej popracować.


Captur Intens jest bardzo przyjemnie wyposażony. O komfort pasażerów dba automatyczna klimatyzacja z nawiewami również dla pasażerów tylnych miejsc. W konsoli centralnej znajdziemy dwa gniazda USB, jedno typu „jack” i jedno 12-voltowe, a dla pasażerów podróżujących z tyłu również przewidziano 2x USB i jedno gniazdo 12V. Niestety wszystkie porty USB są portami starego typu.


Oba wyświetlacze, które znajdziemy we wnętrzu auta mają rozmiar 7 cali. W opcji możemy zamówić zegary w postaci wyświetlacza o przekątnej 10,25” i główny ekran dotykowy w konsoli środkowej o wielkości 9,3” i pionowej orientacji. Możemy dzięki niemu sterować systemem Easy Link z nawigacją i radiem DAB. Samym audio możemy operować również przy pomocy typowego dla Renault dżojstika ukrytego za prawym ramieniem koła kierownicy.


Na kanapie z tyłu znajdziemy dwa mocowania fotelików systemu Isofix, które ukryto pod fajnymi zameczkami (Top Tethera również tam mamy). Z przodu niestety nie znajdziemy standaryzowanego sposobu mocowania fotelika dziecięcego i pozostaje nam posiłkowanie się normalnym pasem bezpieczeństwa.

Bagażnik ma zmienną pojemność w związku z możliwością przesuwania tylnej kanapy (zakres jej ruchu to 16 cm) i zawiera się w przedziale od 305 do 340 litrów. Po złożeniu dzielonej w proporcjach 1/3-2/3 tylnej kanapy jego objętość rośnie maksymalnie do jakichś 1200 litrów. Do tego należy wspomnieć jeszcze o 27 litrach łącznej pojemności wszystkich schowków rozmieszczonych we wnętrzu Captura. Pakowanie ciężkich walizek do bagażnika może nieco utrudniać wysoko położony próg załadunkowy. Plusem będzie to, że podłoga bagażnika znajduje się na identycznej wysokości co próg ponieważ możemy pod nią znaleźć dodatkowo płatne (700 PLN) dojazdowe koło zapasowe. Trzeba tylko pamiętać, żeby zadbać o ciasne poupychanie wszystkich „przydaśków” wożonych pod podłogą bagażnika, ponieważ ukryty pod nią schowek to tak naprawdę jedna wspólna kuweta, w której znajduje się również wspomniany wcześniej zapas. Jeśli wrzucimy tam jakieś rzeczy luzem, z całą pewnością będą nam one dzwonić lub stukać w trakcie jazdy (słychać to dobrze na filmie). Klapa bagażnika otwiera się ręcznie na wysokość 2041 mm, więc w 2-metrowych garażach lub miejscach parkingowych z niskim stropem trzeba o tym fakcie pamiętać.



4. Jak jeździ?

E-Tech 145 to klasyczna, chyba wciąż najbardziej popularna odmiana hybrydy. Dla odróżnienia wersja plug-in ma w nazwie liczbę 160. 145 wskazuje na moc uzyskiwaną z zespołu napędowego, w skład którego wchodzi 4-cylindrowa jednostka benzynowa o pojemności 1,6 litra (czyżby koniec z kontrowersyjnymi 3-cylindrowymi 900-kami?) i mocy 90 KM oraz E-Motor z HSG o mocy odpowiednio 36+15 kW, które zasilane są energią gromadzoną w litowo-jonowej baterii o pojemność 1,2 kW. Układ ten daje łącznie całe 143 konie mechaniczne mocy (tak, oznaczenie 145 to taka zmyłka), a maksymalny moment obrotowy osiąga 148 Nm z benzyny i 205+50 Nm z prądu. W hybrydzie tej możemy przyciskiem EV wymusić bezemisyjną formę przemieszczania się, ale gdy tylko mocniej dociśniemy pedał gazu automatycznie uruchomi się jednostka spalinowa. Przy odrobinie treningu możemy jednak poruszać się w trybie EV nawet z prędkością zbliżoną do 70 km/h. Sprawdzone!


Układ napędowy współpracuje z automatyczną przekładnią Multi-mode z funkcją rekuperacji. Co prawda nie jest to zdigitalizowana przekładnia EDC, której zarzuca się ospałość w działaniu, ale jeśli miałbym się jednak do czegoś przyczepić to brakowało mi podświetlenia literek przy dźwigni zmiany biegów. Owszem, widzimy wybrany tryb jazdy na wyświetlaczu pełniącym rolę zegarów, ale mimo wszystko wolałbym mieć jasną sytuację patrząc również na wspomnianą dźwignię.

W Capturze, jak to w Renault bywa, możemy wybrać trzy tryby jazdy: Eco, Sport i My Sense. Tutaj akurat nic nas nie zaskoczy, Eco naprawdę zamula, a Sport daje autu kopa (wspomaganego elektronami), co czuć zwłaszcza w ruchu pozamiejskim. Warto wspomnieć, że z trybu rekuperacji możemy korzystać również po wybraniu ustawienia sportowego.



Prędkość maksymalna auta to 170 km/h, a 100 km/h osiąga ono w 10,6 sekundy. Osiągi takie są wystarczające dla tego typu pojazdu, zwłaszcza w mieście niczego mu nie brakuje. W moim odczuciu, czas rozpędzania od zera do setki jest nawet krótszy niż wspomniane 10 sekund z kawałkiem. Biorąc pod uwagę masę własną „kapturka” wynoszącą 1363 kg i dopuszczalną masę całkowitą sięgającą blisko 1900 kg wyniki te naprawdę nie wydają się być aż takie słabe.

Jeśli chodzi o zawieszenie, to z przodu Captura znajdziemy klasycznego McPhersona, czyli amortyzator w parze ze sprężyną śrubową przy każdym kole. Z tyłu zaś zastosowano oś półsztywną, również ze sprężyną i amortyzatorem. Wraz z nieco balonowymi oponami daje ono całkiem przyjemny komfort podróżowania w mieście i poza nim. Co ciekawe hamulce tarczowe mamy tylko z przodu, bowiem za hamowanie tylnych kół odpowiadają wentylowane bębny.

Parkowanie Capturem ułatwi nam asystent parkowania z czujnikami z przodu i z tyłu oraz kamerą cofania. W Intens taki zestaw mogliśmy kupić w ramach pakietu City za 1 800 PLN, ale po aktualizacji konfiguracji system ten mamy już w cenie od poziomu Techno. Ponadto o bezpieczeństwo kierowcy i podróżujących autem dbają tacy asystenci, jak: system kontroli i utrzymania pasa ruchu, system rozpoznawania znaków drogowych i ostrzegania o nadmiernej prędkości, czy też system utrzymywania bezpiecznej odległości od poprzedzającego nas samochodu.


Według producenta średnie spalanie Captura E-Tech hybryda 145 to 4,8 l/100 km, a emisja CO2 107-109 g/km. W teorii więc zbiornik o pojemności 48 litrów powinien nam wystarczyć na przejechanie tysiąca kilometrów. Jak jest jednak naprawdę? Otóż na pokonanie dystansu 150 kilometrów potrzebowałem 11 litrów benzyny (tankowanie spod korka pod korek), co daje nam średnią na poziomie 7,3 l/100 km, czyli niezbyt blisko deklaracji producenta. Według komputera pokładowego spalanie oscylowało od 4,2 l/100 km w mieście do niespełna 6 l/100 km w szybko pokonywanej trasie. Jak to się ma do ponad 7 litrów, które wyszły mi po ponownym zatankowaniu auta do pełna trudno powiedzieć. Myślę, że wpływ na to może mieć stosunkowo krótki dystans jaki pokonałem w trakcie testu i to, że starałem się wypróbować auto w różnych warunkach i przy różnych ustawieniach. Może też samochód nie był jednak zatankowany do pełnego pełna. Zatem czy deklarowane przez producenta spalanie poniżej 5 l/100 km jest realne do osiągnięcia? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć, aczkolwiek oceniam, że przy w miarę normalnym użytkowaniu spokojnie urwalibyśmy z mojego wyniku jakiś litr na setkę.

5. Podsumowując:

Hybryda typu FHEV w aucie wielkości Captura ma według mnie więcej sensu niż identyczna w Arkanie (test tutaj). Do dyspozycji dano nam 143 KM, które zapewniają tej niedużej "renówce" całkiem przyzwoite osiągi okupione nie do końca skromnym apetytem na paliwo, co można zrzucić częściowo na barki nadwagi związanej z całą tą elektryczną "aparaturą". Tylko czy w tym wypadku taka właśnie hybryda ma sens? Odpowiedzieć musicie sobie sami.

Cena hybrydy E-Tech 145 w maju 2022 roku wynosiła wyjściowo 114 400 PLN. W tańszym Zen tej wersji napędowej nie mogliśmy wybrać w ogóle, zaś topowe R.S. Line było wycenione na przynajmniej 120 900 PLN. Wraz z aktualizacją poziomów wyposażenia na przełomie maja i czerwca podniesiono również ceny. Zen zamienił się w Equilibre, Intens w Techno, a R.S. Line został bez zmian (przynajmniej w nazwie). Klasyczna hybryda ostała się jednak tylko ze środkowym pakietem wyposażenia, którego cena podskoczyła o 3 400 PLN. Decydując się na jedną z ofert ratalnych proponowanych przez Renault (Easy Box lub Business Plan) trzeba było liczyć się ze wzrostem miesięcznej raty o jakieś kilkadziesiąt złotych. Takie czasy.

Mam nadzieję, że udało mi się udowodnić, że dwa „prawie identyczne” Captury testowane w odstępie jednego roku to wbrew pozorom (nie całkiem) inne auta, a wracając jeszcze do klonowania w przemyśle motoryzacyjnym, to nie tak dawno światło dzienne ujrzał „przenoszony bliźniak” Captura drugiej generacji, który po małej korekcie logo stał się nową odsłoną... Mitsubishi ASX, ale o tym napiszę więcej przy innej okazji.

Samochód został mi udostępniony przez Renault Nawrot z Długołęki pod Wrocławiem w ramach akcji „Twoje 24h z hybrydą Renault”. Więcej zdjęć znajdziecie na Facebooku i Instagramie, a filmową prezentację auta na YouTube.