Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 października 2025

50 000 km Kią cee'd 1,4 DOHC Optimum

Tym wpisem chciałbym z jednej strony zaproponować coś nowego, a z drugiej powrócić do opisu eksploatacyjnego auta, które przez dłuższy czas służyło mnie i mojej rodzinie w życiu codziennym. Co prawda Kia cee'd pierwszej generacji opuściła nasz garaż rodzinny ponad rok temu, ale w końcu zebrałem się za podsumowanie jej sześcioletniej służby. Jako drugie auto w domu dzielnie pomagała nam przez ten czas w życiu codziennym, logistyce dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym, czy w końcu w podobno najbardziej stresującym okresie w życiu każdego człowieka jakim jest przeprowadzka.


Dlaczego cee'd?

W sumie to nie wiem. Cee'd pozostał na placu boju do samego końca i tuż przed metą jedynym jej konkurentem był... bliźniaczy Hyundai i30. Nieco wcześniej z konkursu odpadła jeszcze Altea, ale w sumie to i nawet dobrze. Dwa SEATy w domu zakrawało już na jakieś zboczenie, a marki Kia tak naprawdę jeszcze nie znaliśmy. Owszem, jako miłośnik aut typu kombi, z uśmiechem spoglądałem w stronę odmiany SW, ale zdecydowana różnica w cenie oraz fakt, że auto w 90% miało być użytkowane w mieście (na wakacje mieliśmy Leona ST) sprawiły, że ostatecznie stanęło na równie funkcjonalnym hatchbacku. Od początku nie uległa zmianie decyzja o zakupie auta z silnikiem benzynowym, co więcej nieskażonym podtlenkiem LPG, a to z prostej przyczyny, o której już wspomniałem. Użytkowanie auta na krótkich, często kilkukilometrowych odcinkach i nocowanie go pod chmurką sprzyjały zasilaniu benzyną bezołowiową właśnie.

Październikowa tradycja

Nie wiem dlaczego, ale to w październiku kupiliśmy i sprzedaliśmy najwięcej z naszych dotychczasowych aut. Tak też było z Kią, która właśnie w październiku 2018 roku płynnie wypełniła lukę po Audi A4 B5 Avant, które w tym samym miesiącu odjechało do nowego właściciela. W chwili pożegnania było to już pełnoletnie auto z nalotem 380 000 km, z czego ja i po części moja żona odpowiadaliśmy za 187 000 km pokonane w 8,5 roku.

Wracając do historii naszego zmotoryzowanego życia, to w samym październiku kupiłem Fiata Punto i sprzedałem Audi A4, kupiłem i sprzedałem SEATa Leona, o którego ośmioletnim użytkowaniu napiszę Wam wkrótce. Żona zaś kupiła w październiku VW Jettę II i sprzedała swojego późniejszego Golfa IV, po którym kupiliśmy jej Kię cee'd właśnie, a potem przesiadła się do Lexusa LBX. Tak, to wszystko wydarzyło się tylko i wyłącznie w tym jednym, dziesiątym z dwunastu miesięcy w roku.


Cee'd był z nami prawie 6 lat, a dokładnie 71 miesięcy, w czasie których na liczniku przybyło mu 50 234 km (od 132 156 km do 182 390 km), co daje średnią 8 490 km rocznie lub jak kto woli 707,5 km miesięcznie. Kupiliśmy auto w 2018 roku za zawrotną kwotę 17 300 PLN, a sprzedaliśmy w roku 2024 za wciąż godne 12 000 PLN. Pozornie 5 300 PLN utraty wartości może wydawać się niewielką kwotą (ok. 31% ceny zakupu, 5% rocznie, odpowiednio 75 PLN miesięcznie lub 10,5 PLN / 100 km), ale należy wziąć pod uwagę całkiem sporą, bowiem dwucyfrową inflację i ostry wzrost cen aut nowych i używanych, które miały miejsce z początkiem lat 20.

Łapiemy się za portfele

Ile wydaliśmy na utrzymanie Kii cee'd w przeciągu tych 6 lat? Kwota może wydawać się na pierwszy rzut oka znacząca, bo w sumie to aż 40 120 PLN (oczywiście wliczając w to paliwo), czyli jakieś 565 PLN miesięcznie, albo jak kto woli 80 PLN / 100 km. Stosunkowo wysoki koszt przejechania 100 km wynika z tego, iż auto nie robiło rocznie zbyt dużych przebiegów (średnio było to niespełna 8 500 km), a jak wiadomo im większe auto robi przebiegi, tym stałe i te mniej spodziewane koszty rozkładają się w zdecydowanie lepszy sposób, zwłaszcza w przeliczeniu na przejechany dystans.

Doliczając jeszcze utratę wartości, nasza sześcioletnia przygoda z „siidem” kosztowała 45 420 PLN, czyli 640 PLN miesięcznie, albo inaczej 90,5 PLN / 100 km. Zapytacie pewnie skąd takie pieniądze, przecież to prawie trzykrotność kosztu zakupu tego auta.


Zatem po kolei

Postaram się rozłożyć wszystkie koszty w sposób malejący, ale ze względu na charakter części z nich, może się okazać, że w mniejszym lub większym stopniu zaburzę ten podział.

Oczywiście najdroższe było paliwo, które cee'd 1,4 „pijał” średnio 8,6 l/100 km. 197 tankowań na łączną kwotę 23 858 PLN to około 60% wszystkich poniesionych przez nas kosztów.

Na drugim miejscu są ubezpieczenia, które oprócz OC musiały zawierać NNW i Assistance bez ograniczeń ponieważ czasami wyjeżdżam daleko i na dłużej, więc potrzebne jest pewne wsparcie nawet, jeśli auto odmówi posłuszeństwa pod samym domem, o czym za chwilę. Przez te 6 lat ubezpieczalnie zainkasowały od nas 3 461 PLN, czyli średnio jakieś 577 PLN rocznie. Małe miasto i pełne zniżki robią swoje.


Skoro jesteśmy przy kosztach, których nie da się uniknąć, to wspomnieć muszę o opłatach administracyjnych (rejestracja i przeglądy), które łącznie wyniosły 752 PLN.

Niezbędna i nazwijmy to podstawowa obsługa techniczna auta to trzeci co do wysokości koszt utrzymania Kii. Na sumę 2 713 PLN złożyła się pięciokrotna wymiana oleju (Mobil 5W30, koszt samego oleju to 934 PLN) i kompletu filtrów (oleju, powietrza i kabiny) wraz z jednym kompletem świec zapłonowych (487 PLN za wszystko) oraz ogólnie pojęta robocizna i diagnostyka za którą warsztaty mechaniczne policzyły sobie 1 292 PLN.

Poniekąd częściami eksploatacyjnymi są również hamulce, o które rzadziej, ale również musimy zadbać. Obsługi wymagały jedynie te przy tylnych kołach, a konkretnie tarcze, klocki i linki ręcznego. Wszystko zamknęło się w kwocie 1 578 PLN.

Tuż po zakupie cee'd stanął na komplecie nowych opon całorocznych Matador MP62 All Weather 205/55R16. W 2018 roku 4 takie opony kosztowały 980 PLN i muszę przyznać, że przy naszym zastosowaniu było to wręcz idealne rozwiązanie, które pozwoliło zaoszczędzić kilkaset złotych na sezonowych wymianach.


Do wydatków poniesionych tuż po zakupie należały również dodatkowe akcesoria do wnętrza i brakujące elementy galanterii zewnętrznej (łącznie 383 PLN) oraz odrobina luksusu, a w zasadzie wygody, czyli przyciemnienie szyb folią Llumar 15% wykonane przez Wrapstera z Wrocławia, które w owym czasie kosztowało skromne z dzisiejszego punktu widzenia 500 PLN. Jakość folii i jej montażu nie pozostawiła cienia wątpliwości i po 6 latach wciąż wyglądało tak samo jak dzień po aplikacji. Polecam.

Następne w kolejce są pozostałe koszty eksploatacyjne, takie jak: mycie i odkurzanie 509 PLN, chemia, zapachy i żarówki 200 PLN, doraźne garaże i parkingi 122 PLN.

Co jednak z mniej lub bardziej nieprzewidzianymi kosztami, którymi obdarowała, czy może nawet nieco zaskoczyła nas Kia? Trochę tego było, ale w sumie tylko raz potrzebna była laweta, a skoro było assistance, to „why not”. Laweta spod domu do warsztatu oddalonego o jakieś 500 metrów...

Lista usterek, które wystąpiły w czasie sześciu lat użytkowania Kii cee'd pierwszej generacji wygląda następująco:

- zawieszenie (robione dwa razy) - 800 PLN,

- sprzęgło z wymianą - 750 PLN,

- rozrusznik - 600 PLN (tu właśnie była potrzebna laweta),

- układ wydechowy (wymiana plecionki i spawanie) - 530 PLN,

- naprawa skorodowanego rantu tylnego prawego nadkola - 477 PLN,

- akumulator - 358 PLN,

- układ kierowniczy - 340 PLN

- cewka zapłonowa z wymianą - 265 PLN,

- mikroprzełącznik klapy bagażnika z wymianą (bagażnik przestał się otwierać) - 257 PLN,

- kostka stacyjki z wymianą - 135 PLN

Na sam koniec pozostało już tylko przygotowanie auta do sprzedaży, w skład którego weszło mycie detailingowe, odświeżenie lakieru, pranie tapicerki i uzupełnianie ubytków w kokpicie. Dodając do tego koszt samego ogłoszenia w portalu internetowym wyszła nam dodatkowa kwota 552 PLN.

Podsumowując dało nam to 16 262 PLN, czyli jakieś 40% wszystkich kosztów poniesionych przez cały okres użytkowania auta. Przypomnę tylko, że wraz z pozostałymi 60%, które stanowiły koszty paliwa oraz z utratą wartości auta, całkowite poniesione koszty to 45 420 PLN, czyli 7 677 PLN rocznie.

Więc jeszcze raz, dlaczego Kia cee'd?

Bo z ciemnymi szybami wzbudzała swego czasu szacun na dzielni.

Bo to pierwszy projekt nad którego komponentami pracowałem w swojej karierze w automotivie.

Bo to samochód za rozsądną cenę, którym ścigali się celebryci na torze „Top Gear”.

Wystarczy?

środa, 13 grudnia 2023

Nr 85: 2022 Kia XCeed 1,5 T-GDI 160 KM 6MT

Smerfetka

Takie określenie przylgnęło do Kii XCeed, która przez trzy tygodnie pełniła rolę drugiego auta w domu w związku z niemocą Ceed-a, który normalnie pełni tą funkcję (pisałem o nim tutaj). Pseudonim ten został wybrany po części za sprawą uśmiechniętego oblicza, ale bardziej przez intensywny niebieski kolor, dzięki którym auto przypomina jedyną (przynajmniej na początku) dziewczynę z wioski Smerfów.

Kia Ceed to bardzo popularne u nas auto. Wystarczy wspomnieć, że przez wiele lat była ona podstawowym autem polskiej policji. Obecnie na rynku oferowana jest 3 generacja Ceed-a , która produkowana jest od 2019 w słowackiej Żylinie. Jednocześnie jest to pierwsza, z nazwy której zniknął wyśmiewany w „Top Gear” apostrof. W 2022 roku cała rodzina Ceed przeszła delikatny facelifting i nadal oferowana jest w czterech rodzajach nadwozia: jako 5-drzwiowy hatchback, klasyczne kombi, bardziej lifestylowy shooting brake ProCeed oraz crossover XCeed, na którym się teraz skupimy.

Czym tak właściwie jest XCeed? To reprezentant modnego w ostatnich latach segmentu kompaktowych crossoverów, takimi jak chociażby Volkswagen T-ROC (mój wczesny test tutaj), czy też Toyota C-HR (test pierwszej generacji znajdziecie tutaj).


Garbusek

Ceed od samego początku był autem zaprojektowanym w Europie i dla Europy. To przesłanie kryje się nawet w nazwie modelu, którą można rozwinąć jako skrót od „Community of Europe with European Design”. W designie trzeciej generacji Ceed-a wciąż widzimy mocny wpływ lansowanego jakiś czas temu języka stylistycznego nazwanego „Tiger Nose”, który wprowadził do Kii Peter Schreyer, zaraz po swoim przejściu do Kii z Volkswagena. Jeśli nie wiecie, o co chodzi z tym nosem tygrysa, to spójrzcie tylko na jej grill i powiedzcie, czy nie przypomina on nosa dużego kota właśnie?




Świetnie narysowano dynamiczną sylwetkę XCeed-a, która ewidentnie przypomina Porsche Macana, zwłaszcza wysoko umieszczonymi światłami tylnymi i LED-owymi światłami przednimi z 4 punktami świetlnymi jak żyw wyjętymi z Porsche właśnie. Garbaty tył może przypominać niektórym, zwłaszcza starszym fanom motoryzacji, nieśmiertelną Warszawę. Ja jednak wolę pozostać przy bardziej nobilitowanym porównaniu tej kompaktowej Kii do najmniejszego SUV-a od Porsche.


Przeprowadzony w ubiegłym roku facelifting rozpoznamy po wcięciach przednich reflektorów lepiej dopasowanych do bocznych linii grilla. Zmodernizowano również zderzak, ale tą zmianę pozostawiam do indywidualnej oceny. Według mnie ten przed liftem wyglądał po prostu lepiej, a nowy jest trochę przekombinowany. Wracając do atrapy chłodnicy, to zastosowano w niej ciekawe wstawki z matowego aluminium, a oba główne otwory wlotowe do komory silnika fajnie ze sobą współgrają. Po bokach przedniego zderzaka mamy jeszcze skrzela łączące się z centralnym otworem listwami, które również wykończono w aluminium.

Wspomniany na wstępie niebieski kolor nazywa się Blue Flame i tuż obok zgniłej zieleni jest kolorem, który według mnie najlepiej leży na „eksajdzie”. Co prawda wymaga on dopłaty w wysokości 2 500 PLN, ale jest to kwota warta wydania. Podstawowym (czytaj darmowym) kolorem jest biały i chociaż w nim XCeed również nie wygląda źle to jednak niebieski robi na tym aucie robotę. Do tego mamy ładne duże koła o średnicy 18 cali z oponami 235/45. Fajnie wypełniają one nadkola, których krawędź otacza czarne obramowanie zabezpieczające przed otarciami i obtłuczeniami. To lubię.


Wymiary nadwozia przedliftowej Kii XCeed są następujące: długość 4394 mm, szerokość 1826 mm, wysokość 1495 mm, a rozstaw osi 2650 mm. Jej masa własna waha się w zakresie od 1300 do 1340 kg, a ładowność odpowiednio od 535 do 570 kg.

Sam plastik

Każdy kto choć raz miał do czynienia z Kią, a zwłaszcza wcześniejszymi Ceed-ami, ten bez problemu odnajdzie się również w tym crossoverze. Mimo iż początkowo może się wydawać, że po otwarciu drzwi będzie na nas czekać morze czarnego plastiku, to po bliższym poznaniu okazuje się, że wcale nie jest tak źle, a pseudo aluminiowe wstawki skutecznie ożywiają, czy wręcz podnoszą prestiż deski rozdzielczej XCeed-a. Z drugiej jednak strony nadal znajdziemy w desce rozdzielczej i boczkach drzwiowych powierzchnie czarnego tworzywa sztucznego bez jakiejkolwiek faktury znane z aut o dwie generacje starszych. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby przewidzieć iż są one podatne na zarysowania i po kilku latach użytkowania będą drażnić osoby o większym poczuciu estetyki wnętrza.

Po dłuższym czasie spędzonym we wnętrzu XCeed-a muszę przyznać, że jeśli chodzi o użyte materiały to nie odczułem jakiegoś szczególnego postępu w porównaniu do wcześniejszych generacji, z pierwszym Ceed-em włącznie. Wiem co mówię bo jak już wspominałem od dobrych kilku lat „tajniacka kijanka” pełni rolę drugiego auta w domu.

Owszem, we wnętrzu widzimy postęp technologiczny, zwłaszcza jeśli chodzi o elektronikę i multimedia, ale materiały nadal są co najwyżej poprawne i mogą być tłumaczone ceną auta, o której jednak napiszę nieco później. We wnętrzu mamy do dyspozycji między innymi dwustrefową klimatyzację z fajnymi wyświetlaczami temperatury ulokowanymi w pokrętłach, ogrzewaną przednią szybę, czy w końcu małe zaskoczenie w postaci kamery cofania. Na tym tle nieco archaicznym rozwiązaniem wydaje się klasyczna dźwignia hamulca pomocniczego, ale przynajmniej XCeed-em można się wciąż poślizgać na śniegu w starym dobrym stylu.


W typowych dla Kii tubach zegarów znajdziemy analogowe wskaźniki połączone ekranem o przekątnej 4,2 cala. Drugi ekran, dotykowy o przekątnej 8 cali znajdziemy w konsoli środkowej. Z tego co wiem może on mieć również rozmiar 10,25 cala i nadal zachować dwa tradycyjne pokrętła. Muszę przyznać, że w tym wypadku nawet ten mniejszy ekran został zgrabnie wkomponowany w „tableta” przyklejonego u szczytu konsoli środkowej. Plusem jest to, że jest wraz z całą konsolą środkową jest on skierowany w stronę kierowcy, co w moim przekonaniu znacząco podnosi ergonomię obsługi. Jeśli chodzi o współpracę ze smartfonami, to XCeed posiada oba szeroko stosowane rozwiązania, czyli Apple CarPlay i Android Auto.


Przednie fotele w XCeed są stosunkowo wygodne i bardzo schludnie wykonane. Materiały mogą się podobać zarówno pod kątem ich wyglądu, faktury i zapewne wytrzymałości, co we wcześniejszych Ceed-ach nie było wcale takie oczywiste.


Przez swoją garbatą sylwetkę nadwozia z tyłu znajdziemy zdecydowanie mniej miejsca i zaryzykuję stwierdzenie, że jest go nawet mniej niż w zwykłym hatchbacku. Mam nieodparte wrażenie, że tył Ceed-a nawet pierwszej generacji oferuje więcej przestrzeni niż zdecydowanie większy wymiarowo XCeed. Generalnie wsiada się do niego wyżej, ale dach nie jest aż tak podniesiony względem klasycznego odpowiednika przez co otwory drzwiowe wydają się być po prostu ciaśniejsze i tyczy się to również drzwi przednich.


Bagażnik jest stosunkowo duży jak na kompaktowego crossovera i jego objętość sięga 426 litrów. Maksymalnie zmieścimy w nim 1378 litrów, a oparcie tylnej kanapy możemy składać w proporcjach 60:40. W jej czeluściach znajdziemy gniazda do mocowania fotelików systemu Isofix i Top Tether.


Sprinter, czy długodystansowiec?

Raczej to drugie, bo mimo iż pod maską znajdziemy silnik 1,5 T-GDI o mocy 160 KM i maksymalnym momencie obrotowym 253 Nm to nie spodziewajmy się po XCeed-zie nadzwyczajnych osiągów. Owszem, są one wystarczające do sprawnego przyspieszania i przemieszczania się, ale nic więcej.

Napęd na przednie koła przekazuje 6-biegowa manualna przekładnia. Prędkość maksymalna tego auta to 208 km/h, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h trwa 9 sekund. W podróżach autostradowych pomocny okazać się może aktywny tempomat, który znajdziemy na pokładzie tego kompaktowego crossovera od Kii.

Zawieszenie to tak zwana klasyka. Z przodu kolumny MacPhersona, a z tyłu układ wielowahaczowy. Częściowo dzięki charakterystyce, a częściowo w związku z zastosowanymi oponami o obniżonym profilu, XCeed kontynuuje tradycję nieco twardszych aut z Korei. Może i nie jest to aż nadto irytujące, ale dla kogoś, kto nie miał z takimi autami wcześniej do czynienia, może wymagać to nieco przyzwyczajenia.

Zbiornik paliwa w XCeed ma pojemność 50 litrów. Według WLTP wersja z silnikiem 1,5 T-GDI powinna w trybie mieszanym zużywać 6,4 l/100 km i emitować około 140 g CO2 na każdy przejechany kilometr. Jaka była rzeczywistość? Otóż auto pokonało w okresie użytkowania ponad 700 km i wskazanie komputera pokładowego z tego dystansu wskazało średnie zużycie na poziomie 6,7 l / 100 km. W rzeczywistości w ruchu mieszanym z przewagą miejskiego zużycie paliwa było wyższe o jakiś 1 litr. Czy to dużo? Jeśli tak, to warto się zastanowić nad wersją PHEV, która gwarantuje do 60 kilometrów w trybie EV dzięki baterii o pojemności 8,9 kWh, ale kosztuje blisko połowę więcej od podstawowego wariantu wyłącznie benzynowego XCeed-a.

Podsumowując:

No właśnie, ceny. XCeed w wersji po liftingu startuje od 107 500 PLN za podstawowy model oznaczony M, przez 122 500 PLN za wersję L, 132 500 POLN za Business Line i kończy ze 142 500 PLN za GT Line. Najdroższe jest Business Line PHEV 1,6 GDI, który kosztuje 160 000 PLN. Trzeba przyznać, że są to dosyć atrakcyjne ceny, bo dostać obecnie nowe kompaktowe auto za 100 000 PLN to jest niezłe wyzwanie, a tu mamy jeszcze crossovera. Ponadto Kia wciąż oferuje 7-letnią gwarancję (do 150 000 km) na główne podzespoły auta oraz 5-letnią na lakier (z tym samym limitem przebiegu). Normalnie nic tylko brać.

Pomimo iż XCeed to crossover, wciąż jest normalną kompaktową Kią. Każdy użytkownik Ceed-a obojętnie której generacji spokojnie się tu odnajdzie bo w zasadzie wciąż mamy takie same rozwiązania i jakość materiałów użytych we wnętrzu. Patrząc na ceny można z całą pewnością powiedzieć, że jest to auto warte pieniędzy, które trzeba za nie wyłożyć.

Więcej zdjęć prezentowanego auta znajdziecie na Facebooku i Instagramie, a filmową prezentację na YouTube.


czwartek, 3 września 2020

Nr 38: 2007 Kia cee'd 1,4 DOHC Optimum

1. Czym jest?

Cee'd był zapowiadany jako prawdziwa rewolucja i był pierwszym modelem koreańskiej marki, który został zaprojektowany w Europie z myślą o europejskich rynkach. Europejskie centrum rozwojowe Kia zlokalizowano w Rüsselsheim nieopodal Frankfurtu nad Menem, czyli w macierzystym mieście Opla. Bliźniaczą konstrukcją do cee'd jest Hyundai i30. Co ciekawe to on w zamyśle producenta miał pełnić funkcję „prestiżową”, a cee'd miał być bardziej „plebejskim” autem. Cee'd był i nadal jest produkowany w słowackiej Żylinie, czyli naprawdę jest to auto zaprojektowane, produkowane i przeznaczone na rynki Starego Kontynentu.

Aha, no i swego czasu Kia cee'd pierwszej generacji (po liftingu) była nawet samochodem za rozsądną cenę w kultowym już programie „Top Gear”, gdzie na torze testowym dosiadały jej zapraszane gwiazdy showbiznesu.

2. Jak wygląda?

Nijak. To auto po prostu ginie w tłumie, co wbrew pozorom może być jego zaletą. Z drugiej jednak strony cee'd jest zaprojektowany schludnie, a jego linie są miłe dla oka. W porównaniu do innych przedstawicieli segmentu C z tego okresu (początek pierwszej dekady XXI wieku) wyróżnia się ona spójnością designu i swego rodzaju gładkością poprowadzenia linii nadwozia bez żadnych specjalnych, często na siłę dodawanych udziwnień i załamań.


Stosunkowo duża wysokość auta była w owym czasie popularna wśród kompaktów (patrz Fiat Stilo 5d, czy Honda Civic siódmej generacji, również w wersji 5d). O ile pierwszy cee'd możę nieco przegrywać z ówczesnymi konkurentami jeśli chodzi o długość nadwozia (4235 mm), to nadrabia wspomnianą wcześniej wysokością i szerokością, przez co jej wnętrze cee'd naprawdę obszerne. Warto również wspomnieć, że Kia wzorem konkurentów również wybrała „usportowienie” wersji 3d swojego kompaktowego auta, plasując ją gdzieś pomiędzy hatchbackiem i małym coupe, a ponadto odróżniając nazwą pro_cee'd.


Wyposażenie Optimum, z którym skonfigurowano nasz egzemplarz można rozpoznać z zewnątrz między innymi po klamkach i lusterkach lakierowanych w kolorze nadwozia, halogenach w zderzaku przednim, czy też 16 calowych alufelgach. Nota bene wspomniane lusterka boczne są bardzo duże, co zdecydowanie ułatwia kierującemu obserwację otoczenia za samochodem. Niestety wraz z faceliftingiem lusterka te wysmuklały i zapewne straciły nieco ze swej funkcjonalności.

3. Jakie ma wnętrze?

Optimum to trzeci z czterech poziomów wyposażenia (wyżej było tylko Optimum Plus). Jeśli chodzi o to w jego skład wchodzą między innymi: centralny zamek sterowany pilotem, wszystkie szyby i lusterka boczne sterowane elektrycznie, całkiem fajne audio z wejściem AUX i USB, komputer pokładowy, sterowanie radiem i komputerem w kierownicy, sześć poduszek powietrznych, czy też manualnie sterowana klimatyzacja.



Miłym elementem konfiguracji naszego auta jest dwukolorowa deska rozdzielcza. Jej dolna jasna część rozświetla wnętrze i sprawia wrażenie, że jest ono jeszcze większe niż w rzeczywistości. Jasnoszary kolor zastosowano również w boczkach drzwiowych i wykończeniu słupków, co razem sprawia wrażenie dużej spójności w stylistyce wnętrza. Dodatkowym smaczkiem jest wykończenie konsoli środkowej ze srebrnymi wstawkami i jej delikatne zwrócenie w stronę kierowcy. To lubię. Natomiast wyświetlacze w zegarach i na szczycie konsoli środkowej mające pomarańczowe tło mogą w nocy nieco męczyć niektórych kierowców.


Bagażnik może i nie zachwyca swoją pojemnością, ma bowiem tylko 340 litrów, ale za to nadrabia swoją ustawnością i tym, że bardzo łatwo możemy go powiększyć składając dzielone oparcie tylnej kanapy. Pomiędzy oparciem i siedziskiem kanapy znajdziemy także dwa rygle do mocowania fotelików z systemem Isofix.

4. Jak jeździ?

16-zaworowy silnik 1,4 DOHC o mocy 109 KM osiąga maksymalny moment obrotowy 137 Nm. Dane fabryczne mówią o nieco ponad 11,5 sekundy, które auto potrzebuje do osiągnięcia prędkości 100 km/h i maksymalnej prędkości na poziomie blisko 190 km/h. Może gdyby auto miało sześciobiegową skrzynię biegów byłoby to bardziej realne, ale z „piątką” nawet nie próbowałbym zbliżać się do tej granicy. Oczywiście na autostradzie cee'd spokojnie utrzyma „prawilne” 140 km/h, jednak powyżej tej prędkości jazda może stać się mniej komfortowa, zwłaszcza dla uszu podróżujących autem ludzi.

Co ciekawe przy przebiegu 136 tysięcy kilometrów wymiany wymagało sprzęgło. Z tego co wyczytałem w internecie jest to jedna z przypadłości tego auta, a egzemplarze używane głównie w mieście mogą wymagać wymiany sprzęgła już przy 100 000 kilometrów przebiegu. Drugim TTTM (ten typ tak ma) to szarpanie przy powolnej jeździe (tak zwanym pełzaniu) na przykład w korku, co w tym wypadku niekoniecznie musi świadczyć o słabych umiejętnościach kierowcy.

Należy się również przyzwyczaić do tego, że cee'd na 16 calowych alufelgach jest stosunkowo twardo zawieszony. Być może standardowe koła stalowe o średnicy 15 cali z bardziej „balonowymi” oponami nieco poprawiają sytuację, ale ogólnie jest twardo. Oczywiście nie znaczy to, że auto całe trzeszczy pokonując progi zwalniające, ale na nagłych poprzecznych nierównościach drogi zamiast przyjemnego bujania da się wyczuć twarde dobicie.

5. Bonus, czyli koszta:

Kią cee'd w 22,5 miesiąca pokonaliśmy dokładnie 14 650 kilometrów, czyli jakieś 650 kilometrów miesięcznie. W tym czasie tankowaliśmy ją 75 razy (jak to bywa głównie za 50 lub 100 zł) i uzyskaliśmy średnie spalanie 8,8 lita benzyny na sto kilometrów. Wydawać by się mogło, że to stosunkowo dużo, ale biorąc pod uwagę, że większość przebiegu to kilkukilometrowe odcinki pokonywane w czasie porannego i popołudniowego szczytu komunikacyjnego wynik ten nie wydaje się już taki dziwny.

Średni koszt paliwa z wymienionego wyżej okresu to 4,94 PLN za litr, więc całkowity koszt paliwa to 5 570 PLN, co daje 49% wszystkich kosztów utrzymania auta.

Na drugim miejscu są koszty, które trzeba ponieść bez względu na to, czy auto używamy, czy też nie. Dwa pakiety ubezpieczenia OC / NNW / Assistance i jeden przegląd rejestracyjny kosztowały 1 370 PLN (12% kosztów utrzymania).

Dalej mamy już typowo koszty mechanicznych ingerencji w auto. 1 120 PLN (10%) to koszt części mechanicznych i płynów eksploatacyjnych: zestaw sprzęgła wraz z dwoma łącznikami stabilizatora, komplet filtrów i świec oraz 10 litrów oleju (2 wymiany).

Ponieważ obecnie koszty pracy ludzkiej są przynajmniej takie same jak materiałów, to na czwartym miejscu mamy 1 010 PLN (9%), które za swoją pracę zainkasowali mechanicy (i wcale nie mam tu na myśli naprawy w ASO, ale nie byli to również tak zwani „grzebkowie garażowi”).

980 PLN kosztował komplet nowych opon całorocznych Matador MP62 All Weather 205/55R16. To również jakieś 9% całkowitych kosztów użytkowania opisywanego auta.


Do nie do końca potrzebnych kosztów doliczam przyciemnienie tylnych szyb. Widoczne na zdjęciu przyciemnienie na poziomie 25% zostało wykonane w profesjonalnym zakładzie i kosztowało równe 500 PLN (4%).

450 PLN (4%) to koszt naprawy blacharskiej tylnego prawego progu. Progi te są niestety bardzo narażone na korozję w związku z ich obstukiwaniem przez wypadające spod kół. Dlatego też niezwykle ważne jest wyklejenie tych profili przeźroczystą folią zabezpieczającą.

Na tak zwaną drobnicę wydano 325 zł (3%): zimowe dywaniki gumowe, wykładzina bagażnika z tworzywa sztucznego z rantem, żarówki, zapachy, gaśnica i kamizelka odblaskowa oraz ramię tylnej wycieraczki i zaślepki rynienek dachowych (bo komuś się „przydały”).

Na pielęgnację, czyli mycie i odkurzanie wydaliśmy w tym czasie 120 PLN (1%).

Wszystkie wymienione wyżej składniki dają w sumie kwotę 11 435 PLN i to bez utraty wartości. Czyli średnio miesięcznie Kia cee'd kosztowała nas jak dotąd 510 PLN (wraz z paliwem), a każde przejechane 100 kilometrów to koszt 78 PLN. Z przewidywaną utratą wartości na poziomie 6 000 PLN dałoby nam to 777 PLN miesięcznie lub 119 PLN za 100 km.

6. Podsumowując:

Dlaczego kupiliśmy cee'd'a szukając drugiego auta do domu? W sumie to nie wiem, bo na początku nie braliśmy żadnej konkretnej marki i modelu pod uwagę. Stawialiśmy bowiem na konkretne wymagania: pięcioro drzwi, przestronne wnętrze przy stosunkowo kompaktowych wymiarach (wiadomo, auto do miasta), klimatyzacja, silnik benzynowy i manualna skrzynia biegów (to akurat nie mój wybór). No i moc miała oscylować w okolicach 100 koni mechanicznych, żeby „to” jakoś spod świateł ruszało.

Zanim skupiliśmy się na cee'd oglądaliśmy różne wynalazki, jak na przykład Skodę Roomster (za słabe silnik do wielkości auta) czy chociażby Toyotę Urban Cruiser (spotkanie drugiej takiej na ulicy to jak wygranie piątki w totka). Koniec końców trafiliśmy jednak na Kię cee'd i okazało się, że to było to auto. Po obejrzeniu kilku egzemplarzy (także w wersji SW) trafiliśmy w końcu na nasze „sreberko” i póki co raczej nie narzekamy. Jest i spełnia swoje funkcje, a do tego nie razi w oczy topornością nadwozia i wnętrza, więc chyba o to w tym wszystkim chodziło.