poniedziałek, 23 października 2023

Premiera: Nowa Toyota C-HR i Ikony Toyoty w Toyota Centrum Wrocław

Toyota C-HR to kompaktowy crossover Toyoty produkowany od 2016 roku. Mój test pierwszej generacji tego auta, ale już po liftingu, który został przeprowadzony w 2019 roku znajdziecie tutaj. C-HR na europejskie rynki produkowany jest w tureckiej fabryce Toyoty, skąd pochodzą również Corolle w wersji sedan. Druga, zupełnie nowa generacja C-HR również powstaje w tym samym miejscu i już wkrótce trafi do pierwszych klientów w naszym kraju.

Dostawy pierwszych aut demonstracyjnych, które powinny pojawić się u dealerów jeszcze w tym roku Toyota poprzedziła cyklem eventów promujących nową generację C-HR. Model ten był głównym bohaterem trasy realizowanej pod hasłem "Ikony Toyoty", podczas której obecni i potencjalni klienci mogli również poznać wielką trójkę ekologicznych aut japońskiego producenta. Za każdym razem premierowej prezentacji C-HR towarzyszyły: zupełnie nowy Prius piątej już generacji (hybryda plug-in), bZ4X czyli pierwsze globalne auto elektryczne Toyoty i naprawdę ikoniczny, wodorowy i dostępny w ogólnej sprzedaży Mirai.

Wspomniane bZ4X i Mirai pojawiły się już rok temu, podczas roadshow Toyoty pod tytułem "Beyond Zero", dlatego tym razem skupię się na głównej bohaterce, czyli nowej generacji C-HR oraz w mniejszym stopniu przeuroczym i zrywającym nieco ze swoim dotychczasowym image Priusie w piątej już odsłonie.

Premiera: C-HR 2. generacji

Toyocie z nową generacją C-HR udało się odnowić oblicze dobrze znanego, charakterystycznego modelu, nie tracąc jednocześnie identyfikacji wizualnej z poprzednikiem. Z jednej strony znajdziemy tu odniesienia do nowych modeli Toyoty, a z drugiej wciąż rozpoznamy w tym aucie Toyotę C-HR. Z przodu znajdziemy ostro narysowane światła znane chociażby z nowego Priusa oraz „bokobrody” przechodzące w dolną część zderzaka i oplatające niżej położoną atrapę chłodnicy.


Sylwetka nowej Toyoty C-HR może się to podobać, jest świeża i atrakcyjna. Co ciekawe niewiele odbiega od prototypu C-HR Prologue Concept pokazanego rok temu. Atrakcyjności autu dodaje dwukolorowe malowanie z czarnym dachem, które w odmianie Premiere Edition (Executive i GR Sport) obejmuje również cały tył wraz z tylnymi błotnikami. Muszę przyznać, że wygląda to bardzo efektownie, zwłaszcza w premierowym kolorze Sulphur. Standardowo dach przyjmuje kolor całego nadwozia lub co najwyżej jego płaska powierzchnia może być pomalowana we wspomnianą czerń Night Sky Black.


Wracając do tylnej partii nadwozia to znajdziemy tu wysoko zadarty... zadartą linię tylnych świateł, które biegną praktycznie przez całą szerokość nadwozia, a dzieli je podświetlany na czerwono napis Toyota C-HR. Trzeba przyznać, że stylistyka całego auta jest spójna i sprawia wrażenie dobrze przemyślanej. Wizualnie jest to naprawdę atrakcyjny samochód, który po prostu może się podobać.


Generalnie Toyota stawia w C-HR na personalizację. Standardowych kolorów mamy 8, ale bi-kolorów z czarnym dachem już 12. Do tego 5 wzorów alufelg w rozmiarach od 17 do 20 cal i 5 rodzajów obić foteli.

Skoro jesteśmy przy wnętrzu, to widać w nim ewolucję stylu, do którego zdążyła już nas przyzwyczaić pierwsza generacja C-HR. Może trochę dziwić fakt, że nie zastosowano tu rozwiązania znanego z bZ4X i nowego Priusa, a mianowicie ekranu przekazującego informacje kierowcy wycofanego daleko pod przednią szybę. Czyżby Toyota stawiała w tym względzie na kierowców ceniących bardziej tradycyjne rozwiązania?


W zawiązku z zachowaniem praktycznie identycznych wymiarów nadwozia nowej generacji Toyoty C-HR, również pojemność jej bagażnika nie uległa znaczącej zmianie i w zależności od zastosowanego napędu waha się w zakresie od 350 do 390 litrów. A jakie opcje napędowe oferuje nam nowa „Ce-Ha-eRka”?

Jeśli chodzi o technikę, to nowa Toyota C-HR występuje tylko i wyłącznie jako hybryda. Wyjściowo będzie to silnik 1,8 o mocy 140 KM z bezstopniową przekładną e-CVT. Drugim wariantem jest nowe 2,0 Hybrid Dynamic Force o mocy 197 KM, również z przekładnią e-CVT, ale oprócz napędu na przednie koła dostępna jest również wersja AWD, czyli z napędem na cztery koła.

Ceny? Podstawowy Comfort z silnikiem 1,8 startuje od 139 900 PLN, a topowe 2,0 AWD Premiere Edition to przynajmniej 212 900 PLN. To jeszcze nie koniec, bowiem wraz z rokiem 2024 do oferty dojdzie jeszcze hybryda plug-in, której cena wahać się będzie od 189 900 PLN za wersję Style do 226 900 za Premiere Edition. PHEV będzie miał taki sam układ napędowy jak...

Ikona #1: Prius 5. generacji

Trzeba przyznać, że tworząc piątą generacją Priusa Toyota zrobiła kawał naprawdę dobrej roboty. O ile wcześniejsze generacje wyglądały zachowawczo, żeby nie powiedzieć nudno, a poprzednia przypominała mi jakiegoś pozaziemskiego owada, to najnowsze wcielenie Priusa wygląda wręcz rasowo. Osiągnięto to zmniejszając wysokość auta przy jednoczesnym poszerzeniu nadwozia. Może i ucierpiała na tym funkcjonalność i komfort (zwłaszcza wsiadania i wysiadania), ale nie można mieć przecież wszystkiego.


Ceny nowego Priusa startują od... niespełna 200 000 PLN. Dużo, ale to zapewne dlatego, że auto oferowane jest tylko i wyłącznie z hybrydą typu plug-in o mocy 223 KM. Cena ta dotyczy podstawowej odmiany Comfort, najbogatsze Executive to koszt przynajmniej 239 900 PLN.

Pod maską nowego Priusa znajdziemy dwulitrowy silnik spalinowy Hybrid Dynamic Force i bezstopniową przekładnię e-CVT. Oprócz tego mamy również baterię o pojemności 13,6 kWh, dzięki której auto może pokonać około 80 kilometrów nie zużywając ani kropelki benzyny. Baterię możemy podładować w każdej chwili na stacji ładowania w kilka, góra kilkanaście minut, lub w trochę dłuższym czasie korzystając ze zwykłego gniazdka domowego. Co więcej, w topowym wariancie Executive mamy czarny dach, który tak naprawdę pokrywają panele fotowoltaiczne. Dzięki energii wytworzonej przy ich pomocy możemy rocznie pokonać do 1250 kilometrów za darmo. Owszem, w naszym klimacie pewnie będzie to połowa z tego dystansu, ale nawet jeśli, to i tak jest dostać coś za nic. Do tego wspomniany czarny dach ładnie kontrastuje ze sztandarowym kolorem nowego Priusa, który nazwano Mustard. Może to wywoływać uśmiech pod nosem, ale Prius w tym kolorze wygląda po prostu dobrze.


Toyota Prius piątej generacji oferowana jest i będzie tylko jako hybryda plug-in. Dlaczego tak? Myślę że po wprowadzeniu hybrydowych napędów w praktycznie każdym modelu istnienie Priusa, przynajmniej w teorii zaczęło tracić sens. Niejako więc ratunkiem było zrobienie z niego PHEV-a i nadanie kształtów, które spowodują mocniejsze bicie serca u tych, którzy raczej niechętnie spoglądali dotychczas w stronę tego modelu Toyoty.

Ikona #2: bZ4X

Jeśli chodzi o elektryczną Toyotę bZ4X to niedawno miałem okazję ją przetestować, o czym możecie przeczytać tutaj. Dlatego w tym miejscu chciałbym tylko napisać, że "be-Zetka" również w bieli wygląda bardzo atrakcyjnie. Ten kolor to perłowe Platinum White Pearl i w zestawieniu z czarnym dachem Astral Black naprawdę może się podobać. Niestety takie zestawienie dostępne jest jedynie w topowym poziomie Executive, którego cena startuje od 284 900 PLN.


Ikona #3: Mirai 2. generacji

Trzecią ikoną Toyoty prezentowaną tego dnia było wodorowe Mirai, o którym pisałem więcej rok temu. Co się zmieniło w tym czasie? Oprócz cen, które podniosły się o mniej niż 1% (+4 000 PLN względem cen ubiegłorocznych), to od niedawna działa w Warszawie pierwsza ogólnodostępna komercyjna stacja tankowania wodoru sieci NESO. Sieci ponieważ w założeniach już w 2024 roku mają pojawić się kolejne stacje w większych miastach naszego kraju.

Co prawda zasięg Mirai na pełnych zbiornikach (ma je trzy) to nawet 650 kilometrów, ale umówmy się, że do stolicy nikt tego auta tankować nie będzie. Póki co brak sieci stacji z wodorem skutecznie hamował popularność tego typu pojazdów. Drugim hamulcem może okazać się cena wodoru, która obecnie (jesień 2023) sięga 69 zł / kg. Jeśli wierzyć danym producenta (a Toyocie raczej można wierzyć w tych sprawach, o czym sam nie raz się przekonałem), to średnie zużycie wodoru waha się w granicach 0,8 – 0,9 kg / 100 km. Pokonanie 100 km kosztować nas zatem będzie 55 – 62 PLN, czyli tyle ile kosztuje obecnie jakieś 9 litrów benzyny. Owszem, Mirai jest autem bezemisyjnym, którego produktem „spalania” jest woda, ale musimy pamiętać, że produkcja wodoru również jest energochłonna i żeby być czysta sama powinna korzystać z odnawialnych źródeł energii.


Toyota Mirai to auto wielkości, czy nawet nieco przewyższające wymiarami limuzynę Camry. Prezentowana topowa specyfikacja Executive z pakietem VIP White (białe wnętrze) kosztuje 373 900 PLN plus 1 500 PLN za specjalny lakier Force Blue, który wygląda kapitalnie w zestawieniu z białym wnętrzem. Dla porównania Camry Executive wyceniono na niewiele ponad 200 000 PLN, a na przykład Lexus ES 300h nawet w topowej wersji Omotenashi zrównuje się cenowo z podstawowym Mirai Prestige właśnie (mówimy tu o kwocie około 330 000 PLN). To porównanie z Lexusem nie jest przypadkowe, ponieważ Mirai drugiej generacji zbudowany jest na platformie TNGA GA-L, na której Lexusy LS i LC właśnie oraz nieznana u nas Toyota Crown.


Podsumowując:

Toyota jest na tyle dużym i rozsądnym producentem, że nie musi deklarować pełnego przejścia na elektromobilność i może sobie pozwolić na poszukiwania nowych dróg pozyskiwania energii, jaką bez wątpienia jest wodór. Mnogość rozwiązań technicznych pozwala dostosować się do potrzeb rynkowych i ustawodawstwa, które jak wiemy potrafią znacznie się od siebie różnić zarówno pod kątem potrzeb jak i restrykcyjności. Między innymi to właśnie kryje się za sukcesem Toyoty, która pomimo swojej globalności potrafi dostosować ofertę do wybranych rynków i skutecznie wykrawać dla siebie spory kawałek tortu wszędzie tam, gdzie tylko się pojawi.

Jak tylko nowe C-HR pojawi się na naszych drogach mam nadzieję, że uda mi się ją przetestować i podzielić z Wami swoją opinią, a tymczasem zapraszam do odwiedzania salonów Toyoty ponieważ roadshow „Ikony Toyoty” trwa jeszcze do końca listopada tego roku. Szczegóły znajdziecie tutaj.

Więcej zdjęć z premiery nowej Toyoty C-HR i pozostałych trzech ikon Toyoty w salonie Toyota Centrum Wrocław znajdziecie na Facebooku.

niedziela, 15 października 2023

Eventy: V Zlot EV Klub Polska

W ostatnią sobotę września wybraliśmy się w kolejny wspólny wypad z Bartkiem z portalu Na Prąd. Tym razem celem naszej “wyprawy” była Łódź i odbywający się tam piąty już zlot EV Klub Polska.

Oczywiście nie mogliśmy wybrać się na taką imprezę autem emitującym spaliny, więc padło na samochód, którego wyjątkowość dała nam pewność, że nie natrafimy na drugie takie nie tylko na samym zlocie, ale również na trasie do Łodzi i z powrotem. Konkretnie było to Subaru Solterra, pierwsze elektryczne auto z sześcioma gwiazdkami w logo. Jest to konstrukcja (nawet bardzo) bliźniacza do Toyoty bZ4X i patrząc na jej wygląd doszedłem do wniosku, że Subaru bardzo chciało zrobić z Toyoty Mustanga Mach-E. Jak im to wyszło oceńcie sami.

33 egzemplarze Solterry mają trafić wkrótce do “służby” w Polskich Parkach Narodowych. Jak się tam sprawdzą trudno powiedzieć, ale nie sądzę żeby służyły do jazdy w trudnym terenie i raczej skończą jako wozidła dla kierownictwa tychże organizacji.

Wracając do naszej podróży z Wrocławia (i okolic) do miasta Łodzi w centralnej Polsce, to odbyliśmy ją w trójkącie z Kią EV6 i Nissanem Leaf drugiej generacji. Jeśli oglądaliście najnowszy odcinek “Automaniaka” z Kornackim w Ioniqu 6, Mikiciukiem w Avengerze EV i Paczesiem w Megane E-Tech to mniej więcej podobnie wyglądała nasza droga. Jako że Leaf pokonał największy dystans to pierwsze ładowanie i miejsce zbiórki wypadło na “creepy chargerze” koło stacji Circle K w Słupi pod Bralinem. Ten punkt ładowania sieci GreenWay słynie z tego, że po zmroku jest tam ciemno jak w..., ale czas ładowania można sobie uprzyjemnić korzystając ze znajdującego się w zasięgu wzroku miejsca uciech cielesnych.

Po przywitaniu, krótkiej pogawędce i potwierdzeniu, że Leafowi wystarczy już prądu do Łodzi wyruszyliśmy w kierunku tego miasta, oczywiście korzystają z trasy S8, na której staliśmy się pogromcami ciężarówek. Dlaczego? Bo to jedyne auta, które udawało nam się wyprzedzić tak, żeby nie stracić szyku. W pewnym momencie zastanawiałem się nawet, czy jadącego w środku “liścia” nie wziąć na sztywny hol pomiędzy Subaru i EV6, tworząc w ten sposób 12-kołową EV-stonogę. Tak wiem, w czasie leniwego przemieszczania się po bezkresach wielkopolski i województwa łódzkiego przychodziły człowiekowi do głowy różne dziwne pomysły.

Kolejne przegrupowanie oraz doładowanie baterii i żołądków miało miejsce na ulicy Rokicińskiej przy wlocie do Łodzi od strony autostrady A1. Stacja ładowania znajduje się tam obok KFC, więc jest to miejsce często odwiedzane przez EV-podróżników. Tego dnia dało się zauważyć zwiększony ruch w tym miejscu, związany ze zlotem aut elektrycznych, na który właśnie podążaliśmy.

Pierwsza część zlotu miała miejsce na słynnej ulicy Piotrowskiej. Tego dnia zamieniła się ona w galerię elektryków, które skutecznie zapełniły obie strony tej ulicy pełniącej normalnie rolę deptaka. Ruch tego dnia regulowała straż miejska i policja, którzy dbali o porządek i względny ład w niecodziennym jak na to miejsce ruchu samochodowym.


Optymistyczne szacunki mówiły, że w zlocie wzięło udział około 200 samochodów elektrycznych. Te bardziej ostrożne wspominały o 100 takich autach, ale według moich kalkulacji na ulicy Piotrkowskiej pojawiło się i przez Łódź przejechało około 110 samochodów, a kolejne 10-12 czekało na zlotowiczów terenie Manufaktury, na zaaranżowanych stoiskach kilku partnerów wydarzenia: BMW Premium Arena, Cupra Zimny, Ford, Hyundai, Nio, Volvo, DPD i GreenWay.



Jeśli chodzi o przegląd marek elektryków biorących udział w zlocie to na łączną sumę (powtarzam, to tylko moje szacunki) 120 samochodów, jakieś 47 było Teslami we wszystkich ich odmianach (poza Roadsterem i Cybertruckiem oczywiście), z mocarnym Modelem S Plaid sterowanym wolantem, czy sześcioosobowej odmianie Modelu X włącznie.


Poza Teslą mogliśmy w Łodzi spotkać praktycznie cały przegląd naszego rynku samochodów elektrycznych: Audi Q4 e-tron i zupełnie nowy Q8 e-tron (demo od Audi Wrocław), BMW i4 i iX, Citroen e-C4, Cupra Born, Dacia Spring, Ford Mach-e i E-Transit, Hyndai Kona EV obu generacji, Ioniq 5 i Ioniq 6, Kia EV6 i Niro EV obu generacji, Lexus RZ (demo od Lexus Łódź), Mazda MX-30, Mercedes EQA, EQV (Adam on EVs) i eVito (DPD), Nissany Leaf obu generacji i Ariya, Opel Corsa-E i Mokka-E, Peugeot e-208, Porsche Taycan, Renault Zoe, “nasze” Subaru Solterra z bliźniaczą Toyotą bZ4X, Volkswagen ID.3 i ID.4 oraz 10 sztuk ID. Buzza, z czego osiem fantazyjnie oklejonych podstawiło Volkswagen Financial Services, czy w końcu Volvo XC40 Recharge od Volvo Cars Polska będące również w dziennikarskich rękach.



Z ciekawostek pojawiły się bliźniaki Mitsubishi i-MiEV / Peugeot iOn, Mercedes B-klasy W246 Electric Drive oraz “chińszczyzna” pod postacią Bayk-a, MG4 zza morza oraz premierowo Nio ET5 i EL7.



Czego zabrakło? Z pewnością elektrycznego Renault Megane E-Tech, premierowego Jeepa Avengera EV i względnie popularnych Fiatów 500e. Przydałby się jeszcze jakiś elektryczny Smart i może nieco większa reprezentacja rodziny EQ od Mercedesa. Sądziłem też, że poza Nio, spotkamy na rynku Manufaktury więcej ekspozycji chińskiej elektromobilności: Seresa, Maxusa, czy chociaż debiutującego w tym samym czasie luksusowego Hongqui.

Tuż po godzinie 12 kawalkada elektryków zgromadzona na ulicy Piotrkowskiej została wypuszczona na miasto, a celem “parady” stała się łódzka Manufaktura. O ile wjazd na ulicę Piotrkowską i pierwsza część statyczna zlotu były asekurowane przez służby porządkowe, o tyle w miasto zostaliśmy wypuszczeni na własne ryzyko. Nie ma się tutaj czemu dziwić bo prawdę powiedziawszy wypuszczenie w sobotnie południe skumulowanej kawalkady składającej się z setki pojazdów z zielonymi tablicami mogło skutecznie zniechęcić łodzian do elektrycznych wehikułów.

Organizatorzy przygotowali w miarę dokładną mapkę naszego przejazdu, ale mimo to i tak samozwańcze grupy elektryków rozpierzchły się nie tylko po samej trasie, ale i na bocznych ulicach, często podpowiadanych przez nawigacje jako skróty. Zadziałało tutaj stadne zachowanie lemingów mówiące, że jedziemy za liderem bez znaczenia czy obrał on właściwą drogę, czy raczej sprowadza nas na manowce. My na ten przykład zwiedziliśmy część łódzkich Bałut (w sumie Manufaktura leży na ich pograniczu), a dzięki obecności na pokładzie lokalnego przewodnika mogliśmy posłuchać kilku historii o tej części Łodzi i nie tylko.


Pomimo tego naszego “cruisingu” po gęsto zabudowanym blokowisku, po powrocie na właściwy trakt okazało się, że nie tylko my pomyliliśmy drogę i w zasadzie wylądowaliśmy w peletonie naszej kawalkady. Drugą “skuchę” zaliczyliśmy wjeżdżając na teren Manufaktury. Jak się okazało brama wjazdowa ma znaczenie i człowiek z ochrony strzeżący nie tego szlabanu dobitnie nas o tym poinformował. No cóż, nie pozostało nam nic innego jak objechać parking i przyatakować raz jeszcze, tym razem już właściwy wjazd na teren Manufaktury. O fakcie rozciągnięcia kolumny elektryków może świadczyć fakt, że do celu wciąż dotarliśmy jako jedni z pierwszych, a lokowanie zlotowiczów na głównym dziedzińcu tego rozległego centrum handlowego trwało jeszcze długo po tym, gdy ”nasze” Subaru zaparkowało pod koroną.



Wjazd na teren Manufaktury pilotowany był przez ochroniarza na Segwayu, który to brał pod swoje skrzydła po pięć aut i prowadził je wśród klienteli licznie odwiedzającej tego dnia to popularne w Łodzi miejsce. Tutaj mała uwaga do organizatorów, żeby przy kolejnej edycji wytyczyć barierkami specjalną drogę dla samochodów, bo przemieszczanie się autem wśród setek piechurów, którzy raczej nie spodziewają się tam aut, zwłaszcza takich, które przemieszczają się w bezszelestny sposób nie należało ani do przyjemnych, ani do bezpiecznych.

Jak już wspominałem, na zlocie pojawił się szeroki wachlarz samochodów o napędzie elektrycznym. W chwili obecnej praktycznie w każdym segmencie znajdziemy auta EV, a dobrym przykładem różnorodności mogło być postawienie obok siebie filigranowej Dacii Spring i monumentalnej Tesli Model X, czy “pojenie” baterii starego Leafa przez zupełną nowość, jaką jest Ioniq 6 od Hyundaia.




Sprytny zabieg zrobił Hyundai, zostawiając na samym środku przeznaczonego dla zlotowiczów miejsca nową Konę EV. Skutkowało to tym, że każdy zlotowicz po zaparkowaniu swojego auta, odruchowo spoglądał na tą nowość, a wiele osób pokusiło się o mały "walkaround" wokół tego Robocopa, co i ja uczyniłem.

Najczęściej odwiedzaną ekspozycją była prezentacja dwóch świeżo sprowadzonych przez Moje Nio modeli ET5 i EL7 wciąż mało znanej marki Nio, które dołączyły do prezentowanego już wcześniej w kręgach EV topowego ET7. Mam nadzieję napisać więcej o tych autach przy okazji relacji z trwającego właśnie Tour de Nio, więc tutaj pozostawię Wam tylko dwa zdjęcia tych bardzo ciekawych pojazdów z dalekich Chin.


Jeśli chodzi o przegląd pozostałych ekspozycji to Zimny zadbał o halloweenowe klimaty, prezentując swoją Cuprę Born w otoczeniu dyń, a Volvo Trucks zaskoczyło wielu pokazując w pełni elektryczny ciągnik siodłowy FH Electric z wyeksponowanym tym, co kryje się pod jego kabiną.




Wewnątrz galerii handlowej, tuż przy jej głównym wejściu zainstalowano scenę z miejscem dla publiczności, na której odbywały się panele dyskusyjne zaproszonych gości, a w rolę konferansjerki wcieliła się niezwodna Dagmara Kowalska, mocno związana z motoryzacją i jej elektrycznym obliczem.

O czym rozmawiano? W ciągu 4 godzin dyskusji poruszono takie tematy jak: najczęstsze usterki w samochodach elektrycznych, jak ładować auto elektryczne, czy auta elektryczne palą się częściej, czy dojadę elektrykiem na wakacje, po ilu latach trzeba wymienić baterię, czy w końcu e-rowery jako drugie auto. W związku z tym iż na zewnątrz czekało na nas całkiem sporo atrakcji i ciekawych aut do obejrzenia, a także była możliwość porozmawiania z ciekawymi ludźmi ze świata EV udało nam się wysłuchać tylko dwóch z wyżej wymienionych rozmów. Zlot EV Klub Polska relacjonowała telewizja TVN Turbo, a przygotowany materiał można było zobaczyć tuż po evencie w codziennym “Raporcie” tej stacji.

Podsumowując, czy warto było wybrać się na ten zlot? Na pewno był to miło spędzony dzień w fajnym towarzystwie. Myślę, że właśnie z tego względu lepiej było pojechać tam jako pasażer. Na miejscu miałem również spotkania kilku wcześniej poznanych osób oraz dalszego zgłębienia wiedzy o elektromobliności. Przynajmniej tej szerzonej przez użytkowników i fanów tego rodzaju transportu, a ci jak wiadomo potrafią być... ciekawymi osobami.

Więcej zdjęć z V Zlotu EV Klub Polska znajdziecie na Facebooku.