wtorek, 26 maja 2026

Eventy: Poznań Motor Show 2026

O tegorocznym Poznań Motor Show napisano już chyba wszystko. Najwyższa więc pora, żebym i ja dorzucił swoje dwa grosze do podsumowania tej specyficznej, przynajmniej w ostatnich latach imprezy. Po niezbyt pochlebnej opinii jaką wystawiłem temu wydarzeniu dwa lata temu (więcej tutaj), przełamałem się do powrotu do stolicy wielkopolski żeby sprawdzić, co w branży piszczy.

Jak się okazało, PMS (iście złowieszczy skrót) 2026 był kalką tego co pamiętam z roku 2024, tylko z udziałem chińskich wystawców podniesionym przynajmniej do kwadratu. Ja wiem, że przyrost logarytmiczny musi w końcu zwolnić, ale póki co ich ekspansja się rozrasta, a nowe marki pączkują niczym bakterie pod mikroskopem w Wuhan. Znamienne jest jednak to, że o niektórych markach prezentowanych przed dwoma latami mało kto już pamięta. Skłaniam się ku przewidywaniom, że po kilku kolejnych sezonach pozostaną u nas tylko najsilniejsi gracze, którym udało się kupić zaufanie klientów.

Podczas tegorocznej edycji targów w Poznaniu samochody nowe rozlokowano w dwóch dużych halach 3-3A i 5-5A, a wszelkiego rodzaju akcesoria i całą tematykę około motoryzacyjną w mniejszych budynkach oznaczonych numerami 4 i 5.

Producentów ze starej gwardii można było policzyć na palcach dwóch rąk, co wydaje mi się i tak dużą liczbą. Podczas dnia prasowego miało miejsce kilka polskich premier, wśród których wspomnę tylko o kapitalnym Alpine A390, kontrowersyjnej ze względu na korzenie Maździe CX-6e i całkiem przeciętnej, żeby nie powiedzieć nudnej KIA Seltos. Był jeszcze nowy elektryczny Mercedes ze świecącą tarczą, następca EQC, którego dla odmiany nazwano GLC... z EQ? Nie łapię jeszcze do końca tego, co namieszali w Stuttgarcie z nazewnictwem po ślepym zaułku, jakim okazał się oddzielny typoszereg EQ. Chińczycy też dużo pokazywali, ale jakoś ich auta nadal pozostają dla mnie jedną masą, a nazw ich marek i modeli w zasadzie nie warto się uczyć, bo nigdy nie wiadomo jak długo z nami zabawią. Zresztą niektórych nazw nawet sami przedstawiciele nie potrafili wymówić poprawnie.

Na tegorocznym Poznań Motor Show brakowało mi chyba najbardziej grupy Volkswagena (heloł, w końcu jesteśmy w Poznaniu) i Toyoty, ale może osoby decyzyjne w tych markach doszły do wniosku, że ich auta i tak sprzedają się same, a zabawa w salony w klasycznym wydaniu to zbędne koszty marketingowe.

Pora zatem na listę dobroci, które mogliśmy podziwiać w halach ekspozycyjnych, z krótkim opisem lub opinią co mi się podobało, a co nie. Lecimy więc w porządku alfabetycznym.

Alpine, a w zasadzie Alpine Pietrzak pokazało całą gamą swoich modeli, która składa się z trzech aut: klasycznej wręcz i powoli dogorywającej A110 (obecnej na rynku od 9 lat), nowej piątki na sterydach, czyli małego A290 i wspomnianej już premierowej A390, która w mojej ocenie okazała się najładniejszym autem tegorocznej wystawy.

Auto Fus w ramach swoich warszawskich przedstawicielstw Aston Martina i McLarena pokazał dwa różne Astony Vatage S oraz DBX-a i McLarena 750S wkomponowane w sporych rozmiarów sklep z godnie wycenionymi gadżetami sygnowanymi logo AM, McL i BMW. Aha, u Karlika vel. Positiveways mogliśmy jeszcze zobaczyć (zza taśmy, ale zawsze) bodajże pierwszą w Polsce Valhallę, 1 z 999 sztuk, jakie w ogóle powstaną.


A!W Forged tradycyjnie już wjechało z amcarami, gdzie wśród kilku Corvette, pick-upów Forda, RAMa i GMC błyszczały dwie perełki w postaci elektrycznego Chargera Daytona i „kompaktowego” RAMa Rampage „made in Brazil”.


Dacia pokazała swoje headlinery, ale prawdę mówiąc nawet nie zwróciłem uwagi na jej stoisko, Być może dlatego, że było małe i skromne oraz nie wzbudzało żadnych emocji i kontrowersji.

Honda zaprezentowała swoje kosiarki (sic!) i zupełnie nową Prelude, która na żywo zyskała bardzo dużo w porównaniu do pierwszego wrażenia, które wyrobiłem sobie z materiałów prasowych. No dobrze, Jazz, Civic, HR-V i CR-V też były, ale tak jak w przypadku Dacii, na nie również nie zwróciłem uwagi.

Hyundai i KIA zainwestowali najwięcej jeśli chodzi o ekspozycje z „nie chińskiej” ligi. Hyundai jako jedyny pokazał aż dwa modele koncepcyjne: kapitalnego Insteroida wystawionego celowo poza oficjalnym stoiskiem (dla zwrócenia dodatkowej uwagi), oraz Ioniqa Concept Three, będącego zapowiedzią zaprezentowanego niedawno w wersji produkcyjnej Ioniqa 3. Oprócz praktycznie całej gamy modeli spalinowych i elektrycznych, na „terenie” Hyundaia uwagę zwracał nowy Ioniq 6N w typowym dla eNek błękitnym kolorze.


Ineos też był. Przewinął mi się przed oczami, chyba z dwoma swoimi autami ulokowanymi, gdzieś pomiędzy reprezentacją Korei i... Chin.

Jeep (a w zasadzie Pol-Car) jako (nie do końca) jedyna marka kombinatu Stellantis pokazał całe dwa auta, w tym stosunkowo interesującego nowego Compassa w iście oczo... dajnym kolorze. Znamienite jednak było to, że oba Jeepy postawiono niejako w drugim rzędzie za autami Leapmotor, chińskiej marki częściowo należącej do Stellantisa właśnie.

KIA ze wsparciem lokalnych dealerów Marvel i Pol-Car pokazała kilka swoich nowości: uroczą jak na kurierskie standardy PV5, emerycką EV2 z ogromnym uchwytem do wysiadania do tyłu, kompaktowe K4 o urodzie rozdeptanej żaby i premierowo Seltosa, który jak już wspominałem niczym nie porywał.

KGM też było, ale nie wiem z czym dokładnie, bo jedyne co utkwiło mi w pamięci to hasła mocno podkreślające, że jest to marka z Korei, a nie z Chin zapewne.

Mazda pokazała pełną gamę swoich modeli w jednym i tym samym kolorze, czyli nieśmiertelnym Soul Red Crystal. Uwagę na siebie zwracała kompaktowa Mazda 3 z pakietem aero oraz fakt, że w obliczu chińskiej konkurencji Mazda zjechała z cenami zarówno trójki, jak i CX-30 do poziomu bliskiemu 100 kPLN, co prowadzący premierowe pokazy nie omieszkali pokreślić. Premierowe CX-6e było jedynym autem u Mazdy, które miało inny kolor. Ponieważ jest to „farbowany chińczyk” pominę rozpisywanie się tutaj na jej temat. Co ciekawe, w dni przewidziane dla szerokiej publiczności tablety, czyli ekrany dotykowe w konsolach środkowych pozaklejano grubymi foliami. Zapewne po to, żeby nikt się nimi nie bawił bo jeszcze nie daj boże coś popsuje.

Mercedes-Benz tradycyjnie ze wsparciem MB Motors pokazał całą serię nowych modeli zaprojektowanych w stylu zdziwionej lalki: CLA (także jako Shooting Brake) nowe GLB i oficjalnie odsłonięte GLC EQ (zastępujące EQC). Poza tym były jeszcze jakieś sportowe modele, ale ze względu na to, że wejście za taśmę kosztowałoby mnie moje dane osobowe (norma u nich, również w dzień prasowy), postanowiłem pooglądać sobie te gwiazdy niczym zza okna salonu. Prawdę mówiąc niewielka to strata.

Renault podobnie jak Dacia, było i pokazało chyba cztery swoje auta. Myślałem że jest ich pięć, ale niby Master okazał się jakimś chińczykiem stojącym zapewne zupełnie przypadkowo obok Renault. Przysiadłem sobie z ciekawości do nowego Clio, które jest dla mnie za ciasne i tyle. Poczekam sobie (nie) cierpliwie na nowe Twingo.

Tesla chwaliła się „ameliniowym” Cybertruckiem, którego panele naprawdę są wykonane ze stali nierdzewnej, a środek jakością materiałów i wykonania w moim przekonaniu odbiega nawet od chińskiej konkurencji. Odbiega w dół oczywiście. Mogę tak napisać ponieważ podczas dni prasowych osoba pilnująca tego „skarbu narodów” pozwalała wsiąść do jej środka. Podczas dni dla „plebsu”, jedyne co można było sobie zrobić (również pod nadzorem) to fotka przed tym drogowym czołgiem.

Volvo pokazało w zasadzie wszystko co produkuje w Europie i Chinach, ale wszystko to było i tak pozamykane na trzy spusty. Ech te marki premium.

Podczas dni dla szerokiej publiczności, na stoiskach Volvo, Mazdy i Hyundaia skrupulatnie nadzorowano ilość osób wpuszczanych pomiędzy auta, a wszystkie wymienione ekspozycje były w te dni dodatkowo otaśmowane. Może i wyglądało to trochę śmiesznie, ale wiedząc co Polak (i nie tylko) potrafi, przestało mnie to dziwić Jedynie patologiczne płacenie danymi za wstęp do Mercedesa uważam za praktykę poniżej krytyki.

Tyle jeśli chodzi o importerów i dealerów aut dla przeciętnego kowalskiego. Jeśli chodzi o egzotyki, to również w tym roku targi Poznań Motor Show nie zawiodły. Supersportowe i superluksusowe fury można było zobaczyć chociażby na ekspozycjach BidCars, Karlik Luxury Cars i S3lected, a także wśród licznej rzeszy wystawców akcesoriów, środków eksploatacyjnych i detailerów.

Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadły kapitalne restomody 911 z polskiego warsztatu RCR oraz kultowe żółte Lambo Diablo reklamujące jesienne Retro Motor Show, które odbywa się w tym samym miejscu co PMS.


Maxton Design przywiozło do Poznania kapitalnego Mercedesa-AMG GT z pełnym bodykitem wykonanym z karbonu, a na stoisku Monster Energy mogliśmy podziwiać utrzymaną w japońskich klimatach Silvię S14. Ogólnie drift-carów zbudowanych na bazie Silvii było chyba ze cztery.



Małą tajemnicą była ekspozycja, na której Huracan został zastąpiony w czasie trwania imprezy Suprą GR, a to wszystko pod nosem ulokowanej naprzeciwko policji. Tuż obok stały amerykańskie RAMy (te prawdziwe) z dużymi kartkami informującymi o zakazie ich dotykania. W tle powinien lecieć kawałek „U can't Touch This”?



No i na koniec TVN Turbo, które od lat lansuje się przy okazji targów poznańskich, co chyba dziwić nikogo nie powinno. Oprócz znanych twarzy, do których ustawiały się długie kolejki po plakaty i autografy, można było zobaczyć z bliska auta znane ze szklanego ekranu tejże stacji tv. Ja odnalazłem DeLoreana Przemka Szafrańskiego, Passata W8 od Stradale Classics, czy w końcu Volkswagena Avantura, kreskówkowego Lancera EVO, Warszawę Coupe, wyścigowe BMW 6 i Audi Sport Quattro, wszystkie zbudowane przez Grzegorza Dudę.

No dobrze, to jeszcze nie jest koniec mojej nieco zgryźliwej relacji z Poznań Motor Show 2026. Mamy jeszcze bowiem do wyjaśnienia sekcję chińską. W telegraficznym i alfabetycznym skrócie swoje auta zaprezentowały następujące marki.

B jak BAIC BiDżej (lub jak kto woli Biip... Job) i Bestune (sorry, ale nie zapamiętałem żadnego ich auta).

C jak Chery (nie lady) i Changan ze swoją interpretacją KIA Sportage nazwaną porywająco CS55.

D jak Deepal (baza techniczna nowych elektrycznych Mazd) i DFSK (cóż za urocza nazwa).

Aha, był jeszcze Dongfeng ze złotym kotkiem (symbol bogactwa i dobrobytu) machającym lewą łapką (symbolizującą zaproszenie do odwiedzin) i autami o buńczucznych nazwach: Shine (taka Elantra karłowata), Shine GS (ja tu widzę Ładę Vesta?), Mage (jak zmrużysz oczy to może ujrzysz Puga 3008) i Vigo (czy to jakiś odrzucony projekt któregoś iVi?).

E jak Exlantix, którego nazwa brzmi niczym środek na przeczyszczenie.

F jak Forthing z Urusem w domu.

H jak Hongqi z najdłuższymi tradycjami filozofii copy-paste.

G jak GAC (nie mylić z JAC) będący zapewne pod dużym wrażeniem produktów Renault i Volvo, a wyposażony w opony Chao Yang (znając Chińczyków tylko Lego i D...x produkują więcej gum rocznie).

J jak JAC (nie mylić z GAC) i ich rzucający się w oczy T9 (nie terminator, a bardziej taki Ram bez ram), wszystkim już chyba znane Jaecoo i Jetour, którego polubił Alan Walkera, za co my przestaliśmy lubić Alana Walkera, także w wersji z LPG (czyżby ukłon w stronę... klientów?).

L jak Leapmotor, częściowo należący do Stellantisa, z nowym B05, który jest kompaktowym EV za jedyne 40 900 PLN (z dopiskiem drobnym drukiem, że to rata 1 z 3) oraz Lepas z własną interpretacją Audi Q5.

M jak M-Hero i jak to pewien mężczyzna powiedział do swojej towarzyszki: „patrz! to są takie jakby Hummery”.

N jak Nextem z małymi elektrycznym dostawczakami o wyglądzie upośledzonej pandy, za którymi nawet ich doradcy się chowali (serio unikali nawet wzrokowego kontaktu).

O jak Omoda 7 z „Lexus inspired design” oraz Otomoto, u których można było popatrzeć na MG Cyberstera (tradycyjna brytyjska marka...) i GAC(k)a Hypteca SSR, czyli supercara niedopuszczonego do ruchu w EU (ojej).

X jak Xiaomi w wersji unofficial, który był schowany pod schodami niczym w schowku na szczotki (ten słynny żółty egzemplarz, który jest wystawiony na sprzedaż).

S jak SWM (hmm, w zasadzie to nwm).

V jak Voyah z nowymi modelami (już nie tylko Free, który miał chyba lifta): Passion, Courage i Cream (nie mam zielonego pojęcia, jak ze sobą zgrać ten nurt w ich nazewnictwie).

Jeśli dotrwaliście do tego momentu to mam dla was quiz związany z małymi autami z Państwa Środka. Wskażcie mi choćby trzy różnice między tymi autami: Dongfeng Box, GAC Aion UT i JAC E30X. Na zwycięzcę (wedle mojego uznania oczywiście) czeka nagroda w postaci miski ryżu. Z miską ryżu na pewno nie zostaniecie decydując się na finansowanie któregoś chińczyków ponieważ coraz częściej dogadują się oni z bankami, często oferując lepsze warunki kredytowe (patrz zdolność) niż ich odpowiedniki z Europy, Korei czy Japonii. Jaka będzie jednak wartość takiego chińczyka po spłacie kredytu lub zakończeniu najmu długoterminowego trudno jest przewidzieć. Czy zmierzamy w kierunku aut jednorazowych, wymienianych po 3-4 latach na nowe? Oby nie.

Jak to na PMS bywa, również i tym razem pomiędzy halami wystawienniczymi można było natrafić na ciekawe auta ludzi „z obsługi”. A to jakiś Maczek, a to jakiś Avek, a to 911 GT3 RS od KEBSa Pana Bogdana. Auta, których spotkanie na ulicach było kiedyś nie do pomyślenia, dzisiaj przestają robić furorę. Fajnie że są, ale nie wywołują już takiej sensacji wśród dzieci i młodzieży jak pokolenie temu.

Oprócz drifterów i palaczy gumy, na zewnętrznych terenach targowych Volvo rozstawiło swoje miasteczko bezpieczeństwa działające w dni przeznaczone dla szerokiej publiczności. Ze względu na kolejkę, rolki nie udało się nam zaliczyć, ale za to w konkursie wiedzy o marce udało mi się wygrać nagrodę gwarantowaną, którą były perfumy do auta. Idę więc wypsikać wnętrze moich dyliżansów zapachem sukcesu i widzimy się w Poznaniu za rok. Z chińskimi pozdrowieniami...

Więcej zdjęć z targów Poznań Motor Show 2026 znajdziecie na Instagramie, a relację z wybranych premier pojawi się wkrótce na kanale YouTube.