czwartek, 28 grudnia 2023

Nr 86: 2023 Toyota Prius 2,0 Hybrid Dynamic Force PHEV 223 KM e-CVT Prestige

Do pięciu razy sztuka

Prius po łacinie oznacza pierwszy, ten wcześniejszy i jest to chyba idealna nazwa dla pierwszego auta hybrydowego produkowanego na masową skalę. O ile idea połączenia napędu spalinowego z elektrycznym wcale nie jest nowa (patrz Lohner-Porsche z 1900 roku), o tyle to Toyota właśnie spopularyzowała tego typu rozwiązanie. Dzisiaj w zasadzie każdy producent oferuje hybrydowe warianty praktycznie każdego ze swoich modeli. Mamy też całą grupę łączonych napędów: hybrydę klasyczną (HEV), miękką (MHEV), plug-in (PHEV), szeregową (EREV) i wodorową (FCEV). Tak, opisywany wcześniej na blogu Mirai jest również hybrydą, w której prąd napędzający koła powstaje w wyniku reakcji wodoru z tlenem.

Wracając jednak do Priusa, to jego pierwszy prototyp zaprezentowano już w 1995 roku. Dwa lata później seryjnie produkowane auto trafiło do sprzedaży w rodzimej Japonii, a do Europy Prius zawitał oficjalnie dopiero w 2000 roku. Co ciekawe konstrukcyjnie pierwszy Prius spokrewniony był z Toyotą Echo, czyli popularną zwłaszcza w USA odmianą sedan pierwszej generacji Yarisa. Napędzał go układ składający się z silnika spalinowego o pojemności 1,5 litra i mocy 58 KM, wspomaganego przez silnik elektryczny, który generował dodatkowe 40 koni mechanicznych.


Wraz z końcem 2022 roku Toyota pokazała piątą już generację ekologicznego Priusa, którą oznaczono wewnętrznym kodem XW60. Zbudowana na platformie TNGA wariant GA-C, spokrewniona jest z crossoverem C-HR, kultową Corollą, czy też kompaktowym Lexusem UX.

Toyota tym razem na nowo rozdała karty proponując swoim klientom rasowy wygląd w miejsce zachowawczych linii znanych z pierwszych generacji Priusa, czy też aż nazbyt ekstrawaganckich form z dotychczas oferowanej, czwartej odsłony tego modelu. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy jest to rewolucja, czy może bardziej dobrze przemyślana ewolucja. Na pewno jednak nowy Prius całkowicie zerwał z charakterem swoich poprzedników, nadal jednak pozostając autem tego samego segmentu i tej samej formy nadwozia. Czyżby więc Prius został wymyślony na nowo? Sprawdźmy to.


Rekin młot

Nie wiem czy wiecie, ale stylistyka przodu Priusa wzorowana była na głowie rekina młota. Tą płaską powierzchnię wcinającą się w reflektory i dzielącą je na dwa poziomy znamy już chociażby z elektrycznego bZ4X i nowej C-HR oraz niestety niedostępnej u nas Toyoty Crown SUV, a także pokazanych niedawno w USA zupełnej nowej Crown Signia i kolejnego wcielenia dobrze wszystkim znanej limuzyny Camry.

Dobrze pamiętam, jak ponad 20 lat temu, na zakończenie technikum samochodowego, pisałem pracę dyplomową na temat rozwoju technologii oświetlenia w autach i ówczesne przewidywania mówiły, że światła stosowane w autach z lat 90. XX wieku wkrótce odejdą w zapomnienie. No i proszę bardzo, żywy przykład na to mamy właśnie w nowym Priusie, którego przednie światła są, ale tak jakby ich tam nie było. W tym konkretnym wypadku funkcje oświetleniowe pełnią LED-owe reflektory z automatycznymi światłami drogowymi wyposażone w dynamiczną korektę wiązki światła.

Nadwozie Priusa piątej generacji to wciąż klasyczny liftback, ale przez ukrycie klamek drugiej pary drzwi w słupku C może on śmiało pretendować do miana 4-drzwiowego coupe (wielkością nowy Prius odpowiada na przykład Mercedesowi CLA, czy też BMW serii 2 Gran Coupe). Dokładne wymiary nadwozia testowanego auta są następujące: długość 4,60 m, rozstaw osi 2,75 m, szerokość 1,78 m, wysokość 1,42 m. Może po samych liczbach tego nie widać, ale jest on nieco krótszy, ale zarazem szerszy i niższy od swojego poprzednika, co bez wątpienia wpłynęło na bardziej przysadzistą, a co za tym idzie rasową bryłę nadwozia. Masa własna w zależności od wyposażenia waha się nieznacznie i nie przekracza 1600 kg, a dopuszczalna masa całkowita sięga blisko 2000 kg.

Patrząc z profilu widzimy mocno pochylony słupek A, który tworzy praktycznie jedną linię z krawędzią maski. Dach dosyć mocno zaczyna opadać już nad tylną kanapą, co przywołało we mnie skojarzenie z linią dachu... Tesli Cybertruck. Niestety w związku z takim poprowadzeniem górnej linii nadwozia, również w środku dach przebiega stosunkowo nisko o czym napiszę więcej za chwilę. Nie od dziś wiadomo, że uroda wymaga wyrzeczeń.

Widoczny na zdjęciach kolor to bez wątpienia najbardziej rozpoznawalna barwa nowego Priusa. Nazywa się Mustard i wymaga dopłaty w kwocie 2 500 PLN. Prócz niego możemy kupić Priusa w 6 innych, bardziej spokojnych kolorach. Trzeba przyznać, że w tej ciemnej żółci auto bardzo dobrze maskuje się jesienną porą, w jakiej przyszło mi je przetestować. Prezentowany egzemplarz to środkowy poziom wyposażenie nazwany Prestige i od podstawowego Comforta odróżnimy go z zewnątrz po listwie LED-owej biegnącej przez całą szerokość tyłu nadwozia oraz po ramkach nadkoli i czarnych elementach w zderzaku lakierowanych na wysoki połysk, podczas gdy w podstawie jest to zwykły czarny plastik.


Prestige stoi na ładnych 19-calowych alufelgach (Comfort ma tylko 17-ki), które obuto w dosyć specyficzny rozmiar opon, a mianowicie 195/50. Myślę, że głównym względem była redukcja oporów toczenia, które jak wiemy mają niemały wpływ na uzyskiwane przez auto wyniki zużycia, czy to energii elektrycznej, czy też spalania paliwa kopalnego.

Coś za coś

Nisko poprowadzona linia dachu oraz mocno pochylony i sięgający daleko w tył słupek A zmuszają nas do zachowania szczególnej uwagi podczas wsiadania do nowego Priusa. Mam 180 cm wzrostu i pomimo ustawienia fotela kierowcy w skrajnym dolnym położeniu wciąż musiałem uważać na głowę. Po zajęciu miejsca za kierownicą nowego Priusa, przy takim właśnie ustawieniu fotela zostawało mi nad głową jakieś 5-7 cm przestrzeni. Sytuację może nieco poprawić dach panoramiczny z ręcznie sterowaną roletą, który kosztuje dodatkowe 3 500 PLN, a testowany testowany egzemplarz akurat nie posiadał.

Fotele w Priusie piątej generacji są bardzo wygodne, a do tego ładnie wyglądają. Elektryczną regulację ma tylko fotel kierowcy, ale oba miejsca z przodu są podgrzewane. Mamy również dwustrefową klimatyzację i aż 5 gniazd USB (3 z przodu i 2 z tyłu), wszystkie typu C. Do tego w konsoli znajdziemy gniazdo 12 V, a w bagażniku 230 V.


Generalnie środek najnowszego wcielenia Priusa czerpie dużo pomysłów z bZ4X. Zegary w formie 7-calowego ekranu TFT także tutaj umieszczono daleko na podszybiu, z konsoli zerka na nas oko identycznego, bardzo czułego system monitorowania kierowcy (trzeba się przyzwyczaić, że w czasie jazdy ciągle coś na nas pika), a w konsoli środkowej znajdziemy centralnie osadzony i ulokowany prostopadle do osi pojazdu 12,3” ekran dotykowy.



Jakość materiałów we wnętrzu Priusa PHEV prezentuje więcej niż przyzwoity poziom. Oczywiście materiały klasy premium znajdziemy w Lexusie, ale i Toyota nie ma się czego wstydzić w tym temacie. W prezentowanym aucie mamy obicia materiałowe, wegańska skóra występuje tylko w topowym standardzie Executive. Cieszyć może fakt zastosowania ograniczonej ilości elementów wykończonych w połyskującym kolorze piano black (w bZ4X znajdziemy ich zdecydowanie więcej). Uwagę przykuwa niebieski pasek LED biegnący w poprzek całej deski rozdzielczej. Próbowałem zmienić jego kolor, ale niestety nie znalazłem odpowiedniej opcji w menu więc zakładam, że się tego zrobić nie da.

Wspominałem już o wsiadaniu na przednie fotele, więc pora najwyższa napisać coś o tylnej kanapie. Jeśli chodzi o tył to przestrzeń nad głową również nie rozpieszcza. Musimy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z liftbackiem o sportowych liniach (tak, to wciąż opis Priusa od Toyoty). Uważać też musimy z długimi skrzydłami drugiej pary drzwi, którymi bardzo łatwo przyłożyć w auto stojące obok, czy też ścianę garażu. W ich boczkach znalazło się miejsce jedynie na wnękę pasującą pod małą butelkę wody.


Prius w średnim poziomie wyposażenia Prestige posiada kamerę cofania wraz z czujnikami z przodu i z tyłu. W topowym Executive jest jeszcze system kamer 360 stopni i asystent parkowania. Poza tym w aucie znajdziemy szeroki pakiet systemów bezpieczeństwa Toyota T-Mate, a dzięki aplikacji MyT możemy zdalnie uruchomić klimatyzację, włączyć światła awaryjne i odryglować zamki, na przykład żeby kurier mógł włożyć nam paczkę do bagażnika (tak, takie rzeczy się na tym świecie już dzieją).


Skoro doszliśmy do bagażnika, to ma on dosyć skromną jak na gabaryty auta objętość 284 litrów. Składaną na pół miękką półkę znamy już z innych modeli Toyoty i Lexusa, a elektryczna pokrywa bagażnika jest (jak to w liftbacku bywa) połączona z tylnym oknem, którego nie wyposażono w wycieraczkę (w zasadzie mało który liftback ją ma). Prawdę mówiąc i tak nie będzie nam to przeszkadzać bo w związku z mocnym pochyleniem tylnej szyby i tak widoczność do tyłu jest stosunkowo ograniczona. Wysoki próg załadunkowy łączy się z wysoko położoną podłogą pod którą znajdziemy zasobnik na wszystkie potrzebne nam akcesoria, w tym kabel do ładowania. Musimy mieć świadomość, że pod podłogą tylnej części Priusa znajduje się zarówno bateria jak i zbiornik paliwa o pojemności 40 litrów, które nie są aż tak skromne, na jakie mogłyby się wydawać. Po bokach głównej przestrzeni ładunkowej ulokowano dodatkowe wnęki, które idealnie mieszczą drobne sprawunki w tak zwanych zrywkach.


Hybrid reborn

Takie dumnie brzmiące hasło wyryte na plastikowej osłonie znajdziemy pod maską nowego Priusa. Ulokowano tam 2-litrowy turbodoładowany hybrydowy silnik spalinowy Hybrid Dynamic Force z bezstopniową przekładnią e-CVT. Nawiasem mówiąc jej dźwignia bardzo dobrze leży w dłoni i jest umieszczona idealnie pod ręką, dokładnie tam gdzie byśmy się jej spodziewali. Moc jednostki spalinowej to 152 KM, a jej maksymalny moment obrotowy wynosi 190 Nm. Z elektrycznym wspomaganiem łączna moc układu napędowego sięga 223 koni mechanicznych. Wkrótce takie samo rozwiązanie spotkamy również w nowej Toyocie C-HR PHEV.

W Priusie mamy do wyboru tryby jazdy Eco i Sport oraz wymuszony EV. Oczywiście na prądzie przejedziemy tyle, na ile wystarczy nam energii zgromadzonej w małym akumulatorze. Litowo-jonowa bateria o pojemności 13,6 kWh pozwala autu bezemisyjnie pokonać do 86 km w podstawowej odmianie i do 72 km w wyższych poziomach wyposażenia. W topowym Executive możemy dodatkowo zamówić fotowoltaikę na dachu, która w teorii w ciągu roku jest nam w stanie dać do 1250 kilometrów za darmo. Jeśli jednak ktoś takiego Priusa będzie sobie garażował przez większość czasu, to opcję tą może sobie spokojnie odpuścić.


Osiągi Priusa PHEV są następujące: czas rozpędzania od 0 do 100 km/h to 6,7 sekundy, prędkość maksymalna 177 km/h. O ile prędkości maksymalnej nie sprawdzałem (na drogach publicznych w naszym kraju zrobić się tego nie da), o tyle niezły czas przyspieszania owszem i okazuje się on być kolejną zaletą nowego Priusa. To auto jest naprawdę żwawe i potrafi szybko oddalić się z miejsca, w którym z jakiegoś powodu nie chcemy już przebywać. W razie potrzeby nagłego przyspieszenia wspomniane 223 konie mechaniczne naprawdę dają z siebie wszystko.

Oczywiście agresywniejsza jazda negatywnie wpływa na zużycie paliwa. Toyota mówi o średnim spalaniu na poziomie 05 - 07 l/100 km, ale oczywiście przy maksymalnym wykorzystaniu energii zgromadzonej w baterii. W nazwijmy to klasycznym trybie hybrydowym jest to już bardziej realne 4,1 - 4,6 l/100 km. Muszę przyznać, że są to wartości jak najbardziej możliwe do osiągnięcia ponieważ w zaimprowizowanej próbie stabilnej jazdy na drodze ekspresowej z prędkością oscylującą w granicach 120 km/h udało mi się osiągnąć spalanie na poziomie 4,2 l/100 km. To chyba całkiem niezły wynik jak na kompaktowego liftbacka o wadze przekraczającej 1,5 tony. Owszem, podczas ostrej jazdy możemy osiągnąć nawet 8 l/100 km, ale w ciągu całego weekendu udało mi się uzyskać średnie spalanie równe 5 l/100 km i nie będę ukrywał, że na bycie eko wcale nie musiałem się jakoś specjalnie silić. Wydaje mi się, że ten wynik to wciąż całkiem niezłe osiągnięcie.

Podsumowując:

Wiesz, że dobrze wybrałeś, gdy na osiedlu podbiega do ciebie grupa 10-latków i woła: „fajne ma Pan auto”. W czasach gdy BMW kończy z produkcją silników spalinowych w Niemczech, Volvo przypływa do nas z Chin, a Tesla wyprzedziła w sprzedaży Fiata, to właśnie Prius zaczął powodować szybsze bicie serca fanów motoryzacji. Kto by pomyślał w ten sposób jeszcze kilka lat temu.

Nowy Prius dostępny jest u nas tylko jako PHEV. Wydaje mi się, że Toyota zdecydowała się na taki ruch ponieważ praktycznie wszystkie jej modele występują już jako hybrydy HEV. Rodzina PHEV powoli również rośnie w siłę. Znamy już przecież RAV4 w plug-inie, a za chwilę pojawi się także nowa C-HR z takim samym rozwiązaniem napędu. Cieszyć może fakt, że Toyota wciąż stawia na różne rodzaje napędów i nie deklaruje, że przejdzie w pełni na elektryfikację, która wciąż w wielu miejscach nie ma po prostu racji bytu.


Na sam koniec zostawiłem sobie ceny nowej i naprawdę dobrze wyglądające Toyoty Prius. Cennik otwiera wersja Comfort za jakieś 200 000 PLN (obecnie odzyskamy z tego 11 000 PLN w promocji na koniec roku). Później mamy Prestige startujący z cenami od 212 000 PLN (również minus 11 000 PLN na Mikołaja), a stawkę zamyka Executive kosztujący od 240 000 PLN (i tutaj będziemy mieć tylko 3 000 PLN w bonusie). Z dodatków, które warto dokupić wymienię tylko 7,5-metrowy kabel w etui ze złączem Typ 2 za 1 600 PLN oraz Wallbox 22 kW do garażowego ładowania baterii, którego wyceniono na przynajmniej 4 000 PLN.

Za możliwość bliższego poznania nowego Priusa dziękuję Toyota Centrum z Wrocławia, autoryzowanemu przedstawicielowi marki Toyota. Więcej zdjęć prezentowanego auta znajdziecie na Instagramie, a filmową prezentację na YouTube.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz