Bez wątpienia Ferinand Piëch był geniuszem. Może nie takim jak jego dziadek, którym był słynny Ferdynand Porsche, ale w przez całą karierę zawodową, w tym przez ponad 20 lat kierowania koncernem Volkswagena, Piëch miał tyle odwagi i samozaparcia, że wprowadził w życie wiele, wydawać by się mogło szalonych pomysłów i spełniał swoje marzenie o byciu naj w każdej z dziedzin, którym się poświęcił.
Jego matką była Louise z domu Porsche, siostra Ferry'ego Porsche, twórcy kultowej 911. Sam Piëch zasłynął już w latach 60. ubiegłego wieku odpowiadając za projekt 917, ikonę sportów motorowych, która wygrała 24-godzinny wyścig Le Mans. Potem zaś kierując Audi dał światu napęd quattro, silniki TDI, model V8, który rzucił rękawicę Mercedesowi klasy S, czy w końcu aluminiowe nadwozia modeli A8 i A2.
Przejmując w latach 90. stery Volkswagena, Piëch wyciągnął koncern z zapaści i doprowadził do akwizycji kolejnych marek, które dzisiaj tworzą szerokie portfolio koncernu Volkswagena. To dzięki jego determinacji i zarządzaniu silną ręką firma postawiła na nową jakość połączoną z unifikacją komponentów pod postacią poniekąd rewolucyjnego Golfa czwartej generacji. To Piëch wsadził do Passata B5 silnik W8, odpowiadał za stworzenie najmocniejszego i najszybszego wówczas auta - Bugatti Veyron, z drugiej strony doprowadzając do małoseryjnej produkcji ultra oszczędnego i stosunkowo drogiego L1. Piëch stał też za wprowadzeniem mody na nowoczesne auta w stylu retro, wprowadzając do produkcji New Beetle. Wspierał również rozwój i wdrożenie przekładni DSG. W końcu to Piëch wprowadził Volkswagena na salony tworząc przełomowego Phaetona... Jeden człowiek, jeden prezes, jeden wizjoner, wnuk i siostrzeniec dwóch innych wizjonerów. Oni wszyscy mieli to najwidoczniej we krwi.
Phaeton nie był kopią Audi A8 ze znaczkiem VW jak wielu może sądzić. To auto od początku miało być czymś więcej. Miało być dynamiczne i ultra komfortowe zarazem, zarówno dla prezesa siedzącego z tyłu, jak i dla kierowcy z przodu. Dzisiaj już wiemy, że koncepcja ta nie miała prawa przetrwać i Phaeton zniknął z oferty po aż 14. latach produkcji, przechodząc w międzyczasie bodajże dwa faceliftingi. Owszem, były plany i wręcz gotowe prototypy drugiej generacji tego auta, ale nie trafiła ona nigdy do sprzedaży, nawet na rynku chińskim, gdzie Phaeton cieszył się swego czasu naprawdę sporym zainteresowaniem.
Mimo iż Phaeton zniknął z oferty Volkswagena blisko dekadę temu, to nadal istnieje coś, co wciąż przypomina nam o tym wyjątkowym aucie. Jest to Szklana Fabryka (zwana po niemiecku Gläserne Manufaktur) zlokalizowana w samym centrum Drezna, tuż obok Grosser Garten, który jest największego parkiem i terenem rekreacyjnym w tym mieście.
Cechą charakterystyczną tej fabryki, na którą wskazuje jej nazwa, są ściany wykonane ze szkła, dzięki czemu, stojąc nawet na ulicy, możemy obserwować proces produkcyjny i przemieszczające się powoli auta, nieśpiesznie składane krok po kroku. Nieśpiesznie ponieważ od początku było wiadomo, że będzie to fabryka pokazowa, a nie wysokowydajny zakład produkcyjny. Volkswagen miał w owym czasie (na przełomie wieków) na tyle dobrą kondycję, że mógł sobie pozwolić ekstrawagancję w postaci wybudowania i utrzymywanie fabryki, na której nie zarabia, a wręcz do funkcjonowania której musiał dokładać. Wszystko tylko i wyłącznie po to, żeby podnieść prestiż swojej głównej marki.
Jednym z podstawowych warunków uzyskania pozwolenia na budowę pokazowej fabryki w ścisłym centrum Drezna była całkowita rezygnacja z dostaw za pomocą ciężarówek. W tym celu zastosowano nowatorskie rozwiązanie, którym był... towarowy tramwaj CarGoTram.
Swego czasu tramwaj ten pokonywał codziennie ponad 4-kilometrową trasę pomiędzy centrum logistycznym i Szklaną Manufakturą. Trasa była powtarzana co godzinę z możliwością zwiększenia częstotliwości przejazdu do 40 minut i opcją wyboru kilku alternatywnych tras. Na pokonanie założonego dystansu tramwaj potrzebował kilkanaście minut, wykorzystując miejską sieć torowisk. W zasadzie CarGoTram był małym pociągiem gdyż jego długość sięgała 60 metrów. Trzeba przyznać, że musiał robić niezłe wrażenie na ulicach Drezna.
Transport komponentów tramwajem odbywał się tylko w ciągu dnia gdyż fabryka w Dreźnie od samego początku pracowała jedynie na dwie zmiany. Nocki były wolne ponieważ produkowano stosunkowo niewielkie ilości flagowych Volkswagenów. Wielkość produkcji sięgała zaledwie kilku tysięcy egzemplarzy w skali roku. W większej fabryce transport taki zapewne nie zdałby egzaminu.
Obecnie na ulicach Drezna nie spotkamy już towarowego tramwaju ponieważ transport wrócił na koła samochodów ciężarowych (w mieście nie już również strefy czystego transportu). W Szklanej Fabryce nie spotkamy też Phaetona, który jak już wspominałem przegrał nierówną walkę ze starymi wyjadaczami klasy premium, w tym bratobójczą potyczkę z Audi A8. Co ciekawe, przez pewien czas, z linii montażowych drezdeńskiej fabryki zjeżdżał również, spokrewniony z Phaetonem, Bentley Continental Flying Spur.
Po zakończeniu produkcji Phaetona i Bentleya, fabryka została zamknięta na rok, w czasie którego przebudowano ją dostosowując do produkcji... elektrycznego e-Golfa siódmej generacji. Mimo tego, że w fabryce nadal powstawały samochody, to zmieniła on swój charakter na bardziej kulturowy. Zaczęły się tu odbywać różnego rodzaju konferencje, koncerty, czy wystawy, a sama fabryka została otwarta dla zwiedzających.
Ten okres trwał cztery lata, a kolejna zmiana na liniach montażowych nastąpiła w 2020 roku, kiedy do produkcji trafił zupełnie nowy, samodzielny model elektrycznego Volkswagena, którym był ID.3. Stąd też nad głównym wejściem do holu fabryki znajdziemy dzisiaj dumny napis „Home of ID.”
Oczywiście ID.3 nie jest produkowane od A do Z w Dreźnie. Wstępnie zmontowane komponenty i pomalowane już nadwozia trafiają z fabryki w niedalekim Zwickau (w mieście tym były niegdyś produkowane Trabanty), która odpowiada za produkcję masową ID.3. Z tego co nam powiedziano, samochody wyprodukowane w Dreźnie pozostają w Niemczech i są adresowane do rodzimej klienteli.
Przy fabryce znajduje się charakterystyczna wieża z autami gotowymi do odbioru. Dwie podobne znajdziemy w Autostadt w Wolfsburgu. Są one w pełni zautomatyzowanymi magazynami do przechowywania nowych aut. Takie witrynki na samochodziki, ale w skali 1:1. Musicie wiedzieć, że kupując nowego Volkswagena możemy zażyczyć sobie odbiór osobisty z fabryki, z jednej z takich wież właśnie. Druga ciekawostka - właśnie w takiej wieży nagrano jedną ze scen walki w filmie „Mission Impossible - Ghost Protocol”. Pamiętacie ją?
No dobrze, ale skoro już powiedziałem, że fabrykę można zwiedzać, to pora na garść szczegółów. Fabryka jest otwarta dla turystów od poniedziałku do soboty (więcej tutaj). Tuż przy niej znajduje się obszerny i niezbyt drogi parking z wieloma słupkami do ładowania aut elektrycznych. Bilety uprawniające do zwiedzania fabryki z przewodnikiem (tylko i wyłącznie, nie ma opcji snucia się po niej samemu) kosztują 9 Euro za osobę dorosłą, 6 Euro za bilet ulgowy i 20 Euro za bilet dla całej rodziny. Od poniedziałku do piątku możemy wybierać między przewodnikiem mówiącym w dwóch językach - niemieckim i angielskim, a cała wycieczka trwa około 45 minut. W soboty mamy również dodatkowe grupy obsługiwane w języku polskim i czeskim. Ponieważ ilość osób biorących udział w takim zwiedzaniu jest ograniczona, warto zarezerwować sobie bilety wcześniej, chociażby online. Sobotnie zwiedzanie trwa dłużej, bo około 75 minut. Jest to spowodowane tym, że linia montażowa tego dnia nie pracuje i możemy sobie wejść praktycznie pomiędzy jej kolejne gniazda. W tygodniu, gdy linia się przesuwa, ze względów bezpieczeństwa nie ma takiej możliwości.
Dlatego jeśli chcecie zobaczyć auta na kolejnych etapach montażu z bliska i wolicie słuchać przewodnika mówiącego po polsku to zachęcam do wycieczki w sobotę. Jeśli jednak chcielibyście zobaczyć linię pracującą i ogarniacie w miarę angielski lub niemiecki to warto zajrzeć do Szklanej Fabryki w tygodniu. Tutaj jeszcze mała uwaga - nie wiem jak wygląda przygotowanie merytoryczne angielsko- i niemieckojęzycznych przewodników, ale Pani mająca polskie korzenie nie do końca była przekonana do tego, co nam opowiadała.
Oczywiście w części produkcyjnej obowiązuje zakaz fotografowania. Zanim jednak tam przeszliśmy mogliśmy zobaczyć ekspozycję modeli produkowanych w tej fabryce kiedyś i dziś, a także przedstawicieli rodziny ID., z prototypami włącznie oraz „gołą” platformę MEB (podobną widziałem już w domu rodzinnym Ferdynanda Porsche – więcej tutaj).
Jeśli chodzi o wersje studialne to moją uwagę przykuł koncepcyjny ID. z 2016 roku, ID.5 GTX Xcite w kolorze pochodzącym z palety Lamborghini, a tuż obok niezbyt bogato wyposażonego sklepu dla fanów marki i elektryfikacji samej w sobie natrafiłem na dzieło absolwentów (Auszubildenprojekt) - ID.3 Pro IDversity, czyli kompaktowy elektryk trafiający w potrzeby młodego pokolenia.
Na deser możemy się zapisać na wycieczkę po Dreźnie którymś z aut rodziny ID. Będzie to 45-minutowa przejażdżka „ganz allein”, ale najpierw trzeba okazać swoje prawem jazdy i podpisać umowę użyczenia, taką samą jak u każdego dealera. My również skorzystaliśmy z okazji biorąc „na miasto” ID. Buzza kobiecej drużyny piłkarskiej z Wolfsburga.
Czy warto odwiedzić Szklaną Fabrykę Volkswagena w Dreźnie? Owszem, ale najlepiej zrobić to przy tak zwanej okazji. Cała wizyta i zwiedzanie zajmie wam jakieś dwie godziny, no chyba że zechcemy coś zjeść w restauracji, która znajduje się tuż obok holu głównego fabryki. Oczywiście w miejscu tym można organizować różne eventy (kinderbale itd.), ale myślę, że propozycja ta skierowana jest bardziej do lokalnej społeczności, która dzięki temu ma możliwość zżycia się z pracodawcą kogoś ze swojej rodziny i przy okazji przekonania się, że te całe elektryki wcale nie są takie złe, jak o nich gadają.
Aha, lokalny Currywurst też wjechał „na deser”.
Była to kolejna koedukacyjna wycieczka z portalem www.naprad.eu. Więcej zdjęć z Home of ID. w Dreźnie znajdziecie na Facebooku i Instagramie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz