piątek, 31 lipca 2026

Nr 108: 2026 Mazda CX-5 e-Skyactiv G 2,5 141 KM 6AT FWD Prime-Line

Pamiętacie Mazdę Tribute?

Kompaktowego SUV-a oferowanego na rynku w pierwszej dekadzie XXI wieku? Mazda współpracowała jeszcze wtedy z Fordem, czego owocem był między innymi ten model, będący klonem Forda Mavericka (EU) / Escape (USA). Tak, w owym czasie Maverick nie był pick-upem, jakiego znamy mniej więcej od 5 lat, ale 4,5-metrowym SUV-em. O ile Ford Maverick drugiej generacji był swego czasu oferowany również na naszym rynku, o tyle spotkanie Mazdy Tribute na polskiej ziemi to efekt prywatnego importu.

A propos Mavericka, to jego pierwsza generacja z lat 90. ubiegłego wieku powstała w kooperacji z Nissanem, który nazwał swoje auto Terrano II (Paweł Wilczak jeździł takim w „Ekstradycji”). W Australii zaś Mavericka można było kupić już pod koniec lat 80., ale tak naprawdę był on Nissanem Patrolem ze znaczkiem Forda.

No dobrze, ale wróćmy do Mazdy, która po rozstaniu z Fordem sama stworzyła sobie nowego kompaktowego SUV-a i nadała mu nazwę CX-5. Wraz z nastaniem lat dwutysięcznych, w Maździe doszło do prawdziwej rewolucji stylistycznej, w wyniku której jej auta stały się po prostu ładne. Mazda 6, potem 3 i w końcu wspomniane CX-5 naprawdę mogły i nadal mogą się podobać.

Druga generacja CX-5 weszła na rynek po raptem pięciu latach i bazowała w dużej mierze na swoim poprzedniku, co widać chociażby po praktycznie identycznych wymiarach nadwozia i niezmienionym rozstawie osi. Dopiero trzecia generacja, która miała swoją premierę w połowie 2025 przyniosła zdecydowanie większe zmiany.

Mrużę oczy swe

Nowa Mazda CX-5 urosła goniąc konkurencję. Trzeba przyznać, że powoli zaczynała już odstawać od standardów, jeśli chodzi o wymiary nadwozia. Urosła więc na długości o całe 14 cm, przeganiając tym samym swoją odwieczną rywalkę, Toyotę RAV4.

Również w stylu i liniach nadwozia widać stopniową ewolucję designu Mazdy, którą mogliśmy już poznać dzięki elektrycznej 6e. Wizualnie nowe CX-5 sprawia wrażenie auta cięższego niż od poprzednich generacji. Jeszcze mocniej zmrużone, w pełni LED-owe światła przednie i tylne, potęgują wrażenie dużych powierzchni blach nadwozia. Również dach w tylnej części opada wolniej, co ma wpływ na przestrzeń w środku auta, ale odbiera jednocześnie dynamiki jego sylwetce. Owszem, nowe CX-5 nadal może się podobać, ale już nie ma tej lekkości, którą cechowała się pierwsza generacja kompaktowego SUV-a.


Prezentowany egzemplarz to wyjściowa odmiana Prime-Line w podstawowym białym kolorze Arctic White, który dostajemy w cenie auta. Pozostałe 7 kolorów wymaga dopłaty i w większości są to stonowane odcienie. Jedynym wyróżniającym się na tym tle kolorem jest dobrze wszystkim znany Soul Red Crystal, który jednocześnie jest najdroższy i kosztuje obecnie (lato 2026) dodatkowe 4 500 PLN.

Standardowe koła z felgami aluminiowymi w kolorze Grey Metallic i rozmiarze 17 cali z oponami 225/65 giną w czeluściach nadkoli owiniętych czarnymi listwami zabezpieczającymi przed obtarciami i obiciami. Oczywiście dopóki nie są one lakierowane, bo w opcji możemy dobrać je w kolorze Piano Black Glossy (standard w topowej Homurze), które w moim odczuciu rysują się nawet szybciej niż pozostała część nadwozia, wręcz od przysłowiowego patrzenia.

Oczywiście wspomniane koła mają praktyczne znaczenie, ale jeśli dla kogoś wygląd „obuwia” jego auta też się liczy, z pewnością poszuka większych kół. Zmiana na 19” wymaga albo wybrania wyższej wersji wyposażenia, albo sowitej dopłaty. Mazda kontynuuje bowiem tradycję ograniczonych możliwości konfiguracji i zamiany elementów wyposażenia pomiędzy jego poziomami, których w CX-5 mamy cztery. Dokupić możemy głównie elementy akcesoryjne, które mogą być zamontowane już u dealera, podczas gdy z fabryki wyjeżdżają auta w zafiksowanych setupach (jak to w korpo mawiają).


Czarno to widzę

Otwierając drzwi nowej Mazdy CX-5 w wersji Prime-Line widzimy morze czerni przełamane kilkoma srebrnymi, czy może raczej szarymi wysepkami. Czarna jest również tapicerka materiałowa, ale taki już urok podstawowej wersji, której jedną z zalet jest cena, ale o niej później. Niestety bez zmiany wersji wyposażenia, tapicerki zmienić nam się nie uda.

Moją uwagę we wnętrzu zwróciła stosunkowo duża ilość powierzchni z tworzywa bez żadnej faktury i trzeba mieć nadzieję, że użyty materiał jest odporny na zarysowania, o które we wnętrzu nie trudno. Do tego mamy nieco archaiczną, lub jak kto woli klasyczną dźwignię automatycznej skrzyni biegów i koło kierownicy, które w dotyku jest w porządku, ale wizualnie nie pasuje mi przerośnięty „kapsel” klaksonu, pod którym skrywa się poduszka powietrzna.


Nie odpowiada mi również praktycznie całkowita rezygnacja z fizycznych przycisków. Wszystko jest sterowane z centralnego ekranu dotykowego o przekątnej 12,9” (w Homurze 15,6”) co, nie oszukujmy się, wymaga oderwania uwagi od drogi, nawet w celu błahej zmiany temperatury w klimatyzacji (notabene automatycznej i dwustrefowej).

Oprogramowanie jest typowe dla Mazdy (często tak piszę) i wymaga chwili przyzwyczajenia, ale w sumie jest naprawdę przyjazne użytkownikowi i po krótkim oswojeniu się z nim może nawet dawać satysfakcję. Dużego plusa daję CX-5 za mapy Google. Chyba nikt nie opracował jeszcze lepszej technologii jeśli chodzi o nawigowanie.


Przednie fotele są wygodne, ale iście królewski przedział czeka na nas z tyłu. Miejsca jest tam naprawdę sporo, do czego przyczynia się rozstaw osi przekraczający 2,8 metra. Osoba o wzroście 1,8 metra nie tylko usiądzie sama za sobą, ale będzie mogła wręcz założyć sobie nogę na nogę. Do tego drzwi prowadzące na tylną kanapę otwierają się praktycznie pod kątem prostym, co z pewnością docenią rodzice małych dzieci, operujący jeszcze fotelikami. Minusem podróżowania na tylnej kanapie okazuje się brak nawiewów, ale tylko w najtańszej wersji Prime-Line. Gniazda USB również nie udało mi się tam namierzyć.

Bagażnik jest więcej niż przyzwoity. Objętość od 583 do 2019 litrów to naprawdę bardzo dużo przestrzeni. Kanapa dzieli się w proporcjach 40/20/40, a jeśli chodzi o możliwości pociągowe nowej CX-5 to mamy 750 kg bez hamulca i aż 2 tony na przyczepie hamowanej.

Jedziemy?

Auto jest bardzo wygodne. Nieco twardawe, ale nierówności są skutecznie tłumione przez opony o stosunkowo dużym profilu. Myślę, że nawet 19-calowe koła są na tyle grubo opasane gumą i powietrzem, że te odczucia nie będą się wiele różniły. Do tego CX-5 jest autem stabilnym i pewnym w prowadzeniu. Czuje się jej masę (własna 1,67-1,75 tony, dopuszczalna 2,27 tony) i dynamiczna jazda wymaga silniejszego wciskania pedału gazu. Jeśli jednak chodzi o autostradowy cruising, to auto jest wręcz do tego stworzone Czy nowe CX-5 jest jednak dynamiczne? Powiedzmy, bo 10,9 sekundy do setki wygląda znośnie na papierze, ale w rzeczywistości można mieć mieszane odczucia.

Póki co w CX-5 mamy tylko jeden motor. Benzynowa jednostka o pojemności 2,5 litra, bez turbo, bez elektrycznego wsparcia, z automatyczną przekładnią o sześciu biegach i napędem na przednie koła. Poza podstawową Prime-Line, za dopłatą 8 600 PLN możemy mieć napęd na wszystkie koła, a dopiero w przyszłym roku ma się pojawić Mazda CX-5 napędzana hybrydą.

Wspomniany już wolnossący silnik ma moc 141 KM i osiąga 238 Nm maksymalnego momentu obrotowego. W teorii (i to dużej) powinien on zadowalać się 7,7 litrami benzyny na 100 kilometrów. Rzeczywistość jest bardziej szorstka i pierwsze raporty użytkowników mówią o spalaniu w okolicach 9 litrów na setkę, a w jeździe miejskiej nawet powyżej 10 l/100 km. Pójście przez Mazdę pod prąd nurtu downsizingu i uturbiania małych jednostek napędowych powinno zapewnić jej silnikom długowieczność, ale okupiona jest ona większą konsumpcją paliwa. Dla jednych będzie to wada, a dla innych koszt warty poniesienia, o ile będzie się on wiązał z długoletnią bezawaryjną eksploatacją.

Było blisko

Skąd pomysł na ten szybki i niezapowiedziany test auta w podstawowej wersji, które niezbyt często trafiają do parków demo?

Otóż byłem żywo zainteresowany zakupem tego auta, w takiej właśnie specyfikacji. Jak mawia przysłowie CCC, czyli „cena czyni cuda”, a ta dla nowej CX-5 w odmianie Prime-Line startuje już od 143 300 PLN. Jest to naprawdę przyzwoita kwota, biorąc pod uwagę fakt, jaki kawał auta w zamian dostajemy (najdroższa Homura zaczyna się od 182 400 PLN). Owszem, trzeba się pogodzić z oszczędnościami, o których pisałem przy nadwoziu i wnętrzu. Hybrydy za tą cenę również nie powinniśmy się spodziewać chociaż są producenci którzy i na to znaleźli sposób. Stosunkowo wysokie spalanie skutecznie ostudziło jednak moje zapędy, mając świadomość że 80% czasu auto spędzi w ruchu miejskim.

Jest jeszcze jedna łyżka dziegciu w tej beczce miodu. Rynek przyjął nowe CX-5 bardzo dobrze, zamówienia posypały się lawinowo, ale po krótkim czasie od rozpoczęcia dostaw część aut wróciło do serwisów na lawetach. Z powodu problemów z oprogramowaniem dochodziło do rozładowania akumulatorów, co skutecznie unieruchamiało auta. Problem był o tyle duży, że oczekiwanie na aktualizację oprogramowania powodowało wydłużenie czasu oczekiwania na odbiór samochodów. Czy Mazda skutecznie poradziła sobie z tym problemem czas pokaże. Mam nadzieję, że ta „choroba wieku dziecięcego” nie odstraszyła klienteli tej jednej z ciekawszych na rynku marek. Samo CX-5 to naprawdę dobre auto, pod warunkiem że idziemy zgodnie z filozofią, której Mazda najwidoczniej odpuścić nie zamierza.

Nową Mazdę CX-5 mogłem wypróbować w ramach jazdy próbnej w Mazda Grupa Wróbel z Długołęki, autoryzowanego przedstawiciela marki Mazda.

poniedziałek, 27 lipca 2026

Nr 107: 2026 Lexus RZ 550e F Sport Direct4

My się chyba skądś już znamy...

Znamy, znamy i to nawet dobrze, bowiem elektrycznego Lexusa RZ miałem już okazję przetestować równe 3 lata temu (więcej znajdziecie tutaj). Z jakiego więc powodu wróciłem do tego auta raz jeszcze? Czy chodziło o bardziej rasową wersję F Sport, różniącą się od uprzednio wypróbowanej luksusowej Omotenashi? Również, ale główną przyczyną było coś, co skrywa się we wnętrzu zmodernizowanego eRZeta w jego topowej odmianie 550e. Mam tu na myśli wolant zastępujący klasyczną kierownicę. Zanim jednak przejdziemy do wnętrza i wrażeń z jazdy bez typowej kierownicy, słów kilka o wyglądzie tego interesującego auta.

Batmobile

Czy te małe skrzydełka umieszczone po bokach tylnej szyby nie przypominają Wam uszu Batmana? Bo mnie bardzo. Do tego kolor Neutrino Grey z pakietem bi-tone (opcja), w którym elementy w kolorze Astral Black obejmują również maskę i przedni pas, 20-calowe czarne felgi z wkładkami aerodynamicznymi, ciemne szyby i agresywnie stylizowany pakiet F Sport dopełniają obrazu auta dla wyjątkowo niespokojnej duszy. Tak skonfigurowany eRZet naprawdę zwraca na siebie uwagę. Jedynym "kolorowym" akcentem wydają się być niebieskie... zaciski układu hamulcowego.

Wersję F Sport poznamy po zderzakach z wlotami powietrza chłodzącymi hamulce, tylnym zderzaku z dyfuzorem oraz dodatkowym spojlerze na klapie bagażnika (poza wspomnianymi już "wingletami").

Suche dane? Proszę bardzo! Zacznijmy od wymiarów nadwozia: 4,8 metra długości, 1,9 metra szerokości i 1,63 metra wysokości. Rozstaw osi sięga 2,85 metra, a prześwit to znośne 20 cm. Współczynnik Cx, czyli opór aerodynamiczny równa się 0,29. Masa własna auta waha się w zakresie 2 135 - 2 180 kg, a dopuszczalna masa całkowita wynosi 2 640 kg, zatem ładowność eRZeta w tej odmianie jest przeciętna. Jeszcze gorzej sprawa ma się z możliwościami pociągowymi, bowiem przyczepy F Sportem nie pociągniemy.



Czy samochód może się podobać. Owszem, i to nawet bardzo, ale do gustu przypadnie raczej osobom lubiącym zwracać na siebie uwagę. Lexus RZ oferowany jest również w mniej krzykliwych kreacjach, dlatego każdy powinien znaleźć coś dla siebie w obszernym katalogu konfiguracji.

Jak to jest z tym wolantem?

Wolant zamiast klasycznej kierownicy jest standardem w odmianie F SPORT, a jego inspiracją było lotnictwo (a jakże). Pomiędzy skrajnymi położeniami mamy tutaj tylko 360 stopni (180 w lewo i 180 w prawo), a jego progresywne działanie zależy od prędkości jazdy. Inaczej reaguje on podczas manewrowania, ciaśniej i precyzyjniej, a inaczej podczas szybszej jazdy w trasie, z mniejszą czułością i większym komfortem. W takim zachowaniu pomaga technologia steering-by-wire, czyli brak jakiegokolwiek mechanicznego połączenia między kierownicą i kołami.

Wolant daje nam bardzo fajną interakcję z samochodem, wręcz niespotykaną dotąd frajdę z jazdy. Poniekąd poprawia też ergonomię zostawiając więcej miejsca na nogi, zwłaszcza przy wsiadaniu i wysiadaniu oraz powinno ułatwiać przesiadanie się w środku auta. Ponadto wieniec kierownicy nie przysłania zegarów. Może to wyglądać trochę "goło", ale dzięki odpowiedniemu wyprofilowania daszka nad ekranem, jego widoczność nie pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście wolant, podobnie jak klasyczna kierownica, również jest obszyty skórą syntetyczną Tahara.

Co ciekawe, dźwigienki umieszczone na kolumnie kierowniczej przemieszczają się razem z wolantem, co wymaga przyzwyczajenia, zwłaszcza podczas używania kierunkowskazów, które przy skrajnym wychyleniu wolantu mogą się znaleźć nie po tej stronie, po której byśmy się ich spodziewali. Chwila wprawy i da się to jednak ogarnąć.

Minus wolantu znalazłem tylko jeden (jak na akumulatorze), a w zasadzie dwa (w matematyce powinny one dawać razem plusa). Po pierwsze, jeśli ktoś lubi opierać dłoń na wieńcu kierownicy w czasie jazdy, może niechcący... zatrąbić dłonią opadającą na klakson. Po drugie, jak się komuś ciężej z auta wysiada, to nie ma się czego przytrzymać, o co zaprzeć. Tylko tyle i aż tyle.

Generalnie z wolantem jest jak z automatyczną skrzynią biegów. Dopóki nie spróbujesz, to nie zrozumiesz zalet, ale jak już poznasz, to do klasycznego rozwiązania wracasz jak za karę.


Pozostając przy wnętrzu Lexusa RZ, to o komfort termiczny pasażerów dbają szyby z filtrem UV, dodatkowo przyciemnione z tyłu. Ciszę we wnętrzu zawdzięczamy zaś akustycznym szybom z przodu i po bokach. Fotele i kanapa obite są ekologiczną perforowaną tapicerką z zamszu Ultrasuede F Sport, dostępną w tym poziomie wyposażenia tylko i wyłącznie w kolorze black & dark grey (FD 21). Do tego mamy czarną podsufitką  i wstawki micro-geometric. Muszę przyznać, że wszystko to razem ładnie ze sobą współgra i mnie to wnętrze po prostu kupuje.

Ekrany mamy trzy, ten zastępujący analogowe zegary ma rozmiar 7 cali, head-up display (HUD) to klasyczne Lexusowe 10 cali, a dotykowy ekran środkowy, utrzymany w proporcjach prostokąta i zorientowany poziomo oraz odchylony lekko w kierunku kierowcy ma przekątną aż 14 cali.


Software również nie będzie niespodzianką dla osób, które miały już do czynienia z Lexusem. Kamery cofania i system kamer 360 stopni mają bardzo dobrą jakość, a monitorowanie uwagi kierowcy, również jak to w Lexusach, działa moim zdaniem zbyt nadgorliwie. Zabrakło mi jakiegoś łatwego sposobu na wyłączenie tego "ustrojstwa".

Oczywiście wszystko mamy sterowane elektrycznie, a fotele są podgrzewane i wentylowane. Na pokładzie mamy także dwustrefową klimatyzację z technologią filtrowania powietrza Nanoe X.

W dachu testowanego egzemplarza znajdowało się fotochromatyczne okno dachowe, które zamieniało się w mleko po naciśnięciu przycisku. Jest ono elementem dodatkowego pakietu Luxury, który do F Sporta kosztuje obecnie (lato 2026) 15 000 PLN. W skład tego pakietu wchodzi również system audio Mark Levinson z 13 głośnikami o mocy 1 800 kW.

We wnętrzu znajdziemy 5 portów USB-C (3 z przodu, 2 z tyłu pojazdu), mocowanie fotelików systemów Isofix i Top-tether na obu bocznych miejscach tylnej kanapy oraz 8 poduszek powietrznych, w tym dwie kolanowe dla kierowcy i pasażera z przodu.

Przed pasażerem siedzącym z przodu nie ma niestety jakiegokolwiek schowka. Wynika to między innymi z zastosowania zajmujących dodatkowe miejsce promienników ciepła, które kierują ogrzewanie w miejsca, gdzie jest ono potrzebne, nie rozprzestrzeniając go niepotrzebnie po całej kabinie. W aucie elektrycznym ma to szczególne znaczenie dla optymalizacji zużycia energii w okresie zimowym i nie tylko. Lexus RZ ma za to całkiem spory bagażnik o pojemności od 586 do 1 451 litrów. Tylna kanapa dzielona jest w proporcji 60/40, zamiast twardej półki mamy składaną na pół miękką "kurtynę", a w bocznej ścianie przestrzeni bagażowej znajdziemy złącze 220V zdolne do zasilania odbiorników o mocy do 1 500W.


Techniczne rzecz biorąc

Za napęd Lexusa RZ w odmianie 550e odpowiada silnik elektryczny o mocy 408 KM, który zapewnia mu sprint do setki w 4,4 sekundy. W zasadzie silniki są dwa, ponieważ w ten sposób realizowany jest napęd na wszystkie koła, nazywany w Lexusie Direct4. Energia gromadzona jest w baterii litowo-jonowej o pojemności 77 kWh. Ładować auto możemy prądem zmiennym AC o mocy do 22 kW (gniazdo type 2) bądź prądem stałym DC o mocy do 150 kW (gniazdo CCS2).

Według danych producenta, opartych na wytycznych WLTP, średnie zużycie energii w eRZecie wynosi 13,6 - 13,7 kWh/100 km w ruchu miejskim oraz 17,9 kWh/100 km w jeździe mieszanej. Zasięg, również według WLTP, to 607 - 609 kilometrów w mieście i 462 - 463 kilometrów w trybie mieszanym.

Jak w rzeczywistości jest z tym zużyciem i ładowaniem?

Pokonałem Lexusem RZ 550e 220 kilometrów i średnie zużycie w jeździe mieszanej wyniosło 17,9 kWh/100 km czyli dokładnie tyle, ile podaje producent. Widać tu progres jaki bez wątpienia poczynił Lexus na przestrzeni tych trzech lat. Mój poprzedni kontakt z tym modelem w odmianie Omotenashi przyniósł wynik zużycie energii na poziomie 20 kWh/100 km, a to przecież F Sport ze względu na swój charakter powinien zużywać więcej prądu.

Próba ładowania na ładowarce o mocy 175 kW dzielonej na dwa stanowiska przyniosła doładowanie 19 kWh energii w czasie 17,5 minuty (za kwotę 45 zł). Jeśli weźmiemy pod uwagę ładowanie do zalecanych 80% pojemności baterii, czyli powiedzmy do 62 kWh, ładowanie takie powinno trwać nie dłużej niż godzinę. Oczywiście da się szybciej (auto przyjmuje do 150 kW mocy ładowania), ale pamiętajmy, że oprócz tego co jest w stanie pobrać auto, liczy się także to, co może nam dać stacja ładowania, a z tym, zwłaszcza w Polsce prowincjonalnej, bywa jeszcze różnie. Skrócona krzywa ładowania wyglądała w mojej próbie następująco: 63% - 76 kW, 75% - 63 kW, 79% - 59 kW. 

W Lexusie RZ mamy do wyboru aż pięć trybów jazdy: eco, normal, sport, range (ograniczający pobór energii wyłączając wybrane odbiorniki i ograniczając dynamikę auta) i custom.

Samochód prowadzi się pewnie i jest bardzo stabilny. Po części jest to zasługa systemu kontroli przechyłów nadwozia podczas przyspieszenia i hamowania, a także samej masy i nisko położonemu środkowi ciężkości, co jest typową cechą elektryków. Opony mają zacny rozmiar 235/50 R20 z przodu oraz 255/45R20 z tyłu. O szybkie zatrzymanie auta dbają wentylowane tarcze hamulcowe przy każdym z kół oraz sprawnie działająca rekuperacja, której siłę możemy regulować łopatkami na kierownicy (są dostępne 4 stopnie regulacji).


Podsumowując:

Zacznijmy od ceny. Topowy RZ 550e F Sport kosztuje wyjściowo 299 300 PLN i ma bardzo krótką listę dodatkowego wyposażenia. Oprócz wspomnianego już pakietu Luxury dopłacić możemy za opcjonalny lakier 3 000 PLN i za bi-tone kolejne 4 000 PLN. Aha, jeśli chcemy ładować auto nocą w garażu lub na podjeździe, warto zastanowić się nad firmowym wallboxem, którego wyceniono na 3 765 PLN (wszystkie ceny to stan na lato 2026).



Można powiedzieć, że Lexus RZ to taki elektryczny odpowiednik hybrydowego RX-a, który póki co jest topowym SUV-em tej marki na polskim rynku. RZ stanowi rozsądną alternatywę dla hybrydy, ale trzeba liczyć się z pewnymi ograniczeniami, jakie przynosi nam technologia elektrycznego napędu. Mając jednak na względzie jej zalety, wydaje mi się, że możemy zasądzić remis. Idealnie byłoby gdyby klienci mieli właśnie taki wybór, co Lexus dostrzegł w nowej generacji ES-a występującego w dwóch rodzajach napędu, bez rozdzielania go na dwa modele. Myślę, że to samo czeka RZ-a i w kolejnym wcieleniu może on stać się elektryczną odmianą RX-a. Chociaż w sumie trochę szkoda, bo stanowi on obecnie ciekawe urozmaicenie palety Lexusa i jak już wspominałem, przyciąga wzrok wszędzie tam, gdzie tylko się pojawi. Dla niektórych to dodatkowa zaleta auta, którym chcą się poruszać.

Za użyczenie auta dziękuję Lexus Wrocław, autoryzowanemu przedstawicielowi marki Lexus. Więcej zdjęć Lexusa RZ znajdziecie na Facebooku i Instagramie, a filmowa prezentacja pojawi się wkrótce na kanale YouTube.