niedziela, 18 października 2026

Miejsca: Poniedziałek na Nürburgringu

Green hell, zielone piekło, nurb, n-ring, czy w końcu Nordschleife pochodzące od dłuższej pętli północnej, to tylko część nazw używanych w odniesieniu do kultowego niemieckiego toru wyścigowego, który w czerwcu 2027 roku będzie obchodzić 100-lecie swojego istnienia.

O Nürburgringu, bo o nim tu mowa, napisano już chyba wszystko i przypuszczam, że nie ma  osoby interesującej się motoryzacją i motorsportami, która nie znałaby tej legendarnej lokalizacji.

Przydomek „green hell” nadał słynny kierowca wyścigowy i mistrz F1 Jackie Stewart ze względu na stopień trudności tego toru i liczbę wypadków, która w jego historii pochłonęła już sporą ilość istnień. Do najbardziej znanych wypadków, do których doszło na Nürburgringu z pewnością należy kraksa Nikiego Lauda, która spowodowała wprowadzenie w Fromule 1 wielu zmian mających na celu podniesienie bezpieczeństwa, lot Janna Mardenborough, laureata GranTurismo Academy, który skończył się tragicznie dla jednego z widzów, czy w końcu spektakularny wypadek Polaka sprzed roku, który zamienił swoje Porsche 911 GT3 RS w kulę ognia zarejestrowaną kamerami monitoringu.

Wypadki (również śmiertelne) nie omijają także ekip testujących na tym wymagającym torze nowe konstrukcje aut i opon, czy też prywatnych kierowców korzystający z możliwości wjazdu na tor podczas dni otwartych, tak zwanych Touristenfahrten. Wjazd na tor kosztuje 30 Euro za jedno okrążenie i należy pamiętać, że w czasie jazd turystycznych nitka toru traktowana jest jak odcinek drogi publicznej bez ograniczenia prędkości, ale z wszystkimi wymaganiami prawnymi dotyczącymi kierowców i samochodów (prawo jazdy, przegląd techniczny, rejestracja i niezbędne wyposażenie) oraz konsekwencjami w przypadku spowodowania wypadku. O rozbicie auta na Nürburgringu wcale nie jest trudno, czego dowodzą chociażby popularne kanały na YouTube prezentujące kraksy zrejestrowane podczas Touristenfahrten.

Na tor dotarliśmy jadąc od strony Düsseldorfu, w kierunku Stuttgartu. Nawigacja podpowiedziała bardziej popularną i jednocześnie zatłoczoną autostradę A3, ale my wybraliśmy A61 biegnące po zachodniej stronie Renu. Pomiędzy Bonn i Koblencją trzeba odbić z A61 w kierunku południowozachodnim, pokonać kilka niemieckich wsi i miasteczek, co zabierze nam jakieś dwa, może trzy kwadranse, żeby pośród pól i lasów trafić na Ring Boulevard, czyli prostą biegnącą przed głównymi budynkami toru. To tam znajduje się dumnie wyeksponowany, duży i czerwony, viralowy napis Nürburgring.

Muszę przyznać, że na wizytę na Nürburgringu wybraliśmy chyba najgorszy dzień tygodnia. Co prawda odbywały się tego dnia jazdy treningowe wyścigówek DTM i innych serii GP, ale dostęp na trybuny okazał się być zamknięty. Do dyspozycji pozostały jedynie punkty widokowe za płotem, rozsiane w kilku miejscach wzdłuż nitki toru. W tym czasie ringtoole spały sobie smacznie w piętrowym garażu zlokalizowanym przy głównym wejściu do Info Center, a Audi z Ingolstadt pakowało nieśpiesznie swoje R8-ki do dwóch zabudowanych lor, po zakończonym weekendzie Driving Experience dla klientów i bardziej zamożniejszych fanów marki. Ot zwykły poniedziałek w „zielonym piekle”.

Niestety nie udało nam się spotkać również żadnego zamaskowanego prototypu przedprodukcyjnego, chociaż miałem cichą nadzieję na zrobienie spy photo, żeby później na spokojnie dochodzić, jakie auto ono przedstawia.

Wracając do miejscówki z dużym czerwonym napisem, w której każdy odwiedzający tor chce mieć zdjęcie, to wzdłuż Ring Boulevard obowiązuje permanentny zakaz postoju i zatrzymywania się. Ludzie jednak i tak stają, wypuszczając wcześniej swoje „lube”, żeby z drugiej strony ulicy zrobiły im ikoniczne zdjęcie. Oczywiście można też stanąć „legitnie” na parkingu przy gospodzie (tego dnia szlabany były podniesione więc parkowaliśmy za darmo) i zrobić sobie zdjęcie w tym samym stylu, ale bez pośpiechu i zbędnych emocji.

Na wspomnianym parkingu, gdzie zostawiliśmy tego dnia nasze auto, trafiliśmy na czarne jak smoła R32 z Wielkiej Brytanii (ogólnie tego dnia było tam sporo aut z GB), podrasowane R35 ze Szwajcarii, czy w końcu Porsche 996 ucharakteryzowane na Mantheya.

Na skwerze przed wejściem do Info Center znajduje się naturalnej wielkości pomnik wykonany z brązu i przedstawiający jednego z najwybitniejszych kierowców wyścigowych w historii – Juana Manuela Fangio, opierającego się o swoją Srebrną Strzałę, czyli Mercedesa W196. Maskotką toru jest zaś lisek o imieniu Legend, który nawiązuje do Fuhsröhre, czyli zakrętu nazywanego lisią norą.

W holu Info Center od razu trafiamy na oferty przejażdżki po torze na fotelu pasażera, kosztujące odpowiednio 400 Euro za Porsche 911 GT3 RS i 250 Euro za BMW M2/M3/M4. Można też wynająć auto, którym pojedziemy na tor samodzielnie, ale tutaj cen nie zgłębiałem. Na miejscu jest kilka firm oferujących taką usługę, a w garażu stoi masa aut gotowych do krótkoterminowego wypożyczenia. Zresztą przed samym wejściem do Info Center na swojego nowego kierowcę tymczasowego czekał już Cayman od RingTaxi Rental. O ile w ciągu dnia trwały wspomniane już jazdy treningowe, to na popołudnie szykowano się już na Touristenfahrten.


Z holu Info Center przechodzi się do głównego pasażu dla kibiców, pod którego sufitem znajduje się duży podwieszony obrys toru. W czasie imprez przestrzeń ta jest wypełniona kibicami i fanami motorsportów, dla których przygotowano showroomy BMW M i Mercedesa-AMG. Jest tam również pawilon Caterham Experiences, ale niestety w dniu naszej wizyty wszystkie te przybytki były pozamykane.


Otwarte było kilka obszernych sklepów, w których oprócz gadżetów związanych z samym Nürburgringiem można się zaopatrzyć we wszystko, czego pasjonat i kibic potrzebuje (albo jeszcze nie wie, że potrzebuje), zwłaszcza jeśli jest fanem niemieckich marek z Porsche na czele. Nie zmienia tego nawet fakt, że w jednym z fanshopów, na wprost wejścia stał wyścigowy Lexus RC F GT3. Ceny? Adekwatne, czytaj mniej lub bardziej odklejone, a w niektórych przypadkach zahaczające o kosmiczne. Przykładem niech będzie mała naklejka z obrysem toru za 7 Euro i fotel Gulfa za 1 099 Euro.


Na piętrze znajdziemy również kilka restauracji, w tym sieciówki, na szczęście otwartych w ten nieszczególny poniedziałek. My wybraliśmy szybką "szamę" w Subwayu, gdzie wrażenia smakowe były dokładnie takie, jak w innych markowych fast foodach na ziemiach niemieckich, czyli zjedz i idź.

Pod podłogą pasażu, czy jak ktoś woli galerii dla kibiców znajduje się piętrowy i już płatny parking, który postanowiliśmy spenetrować pod kątem polowania na Porsche 911 GT3 RS, którego wielką fanką jest moja nastoletnia córka.


Wiedziałem, że tym razem nie obejdziemy się smakiem i w garażu trafiliśmy na trzy sztuki GT3 RS w barwach TaxiRing.de (w tym jedno z pakietem Manthey), jedno od GetSpeed Race Taxi i dwa z ukraińskimi rejestracjami, ewidentnie przechowywane tam od dłuższego czasu. Jedno było schowane pod oryginalnym pokrowcem z logo Porsche, a drugie okrywała już całkiem spora warstwa kurzu. No cóż...


Oprócz 911 GT3 RS w garażu „drzemało” również kilka Caymanów od RingTaxi Rental (te niebieskie) oraz „porszawki” (te żółte) i BMW M2 od Big Garage, dwie sztuki Mercedesa-AMG GT (w tym jeden zielony niczym Kermit na numerach z Litwy) i przeurocza Samba na deser.


Na sam koniec naszej wizyty na Nürburgringu przemieściliśmy się na Döttingen Höhe, czyli kultową stację benzynową ulokowaną obok prostej o tej samej nazwie, skąd również pochodzi wiele filmików z autami, które można spotkać na i w okolicach toru (to tutaj Ferrari F40 zahaczyło o Volvo 850 T-5). Przy stacji jest mały parking, na którym można zostawić auto na maksymalnie 30 minut, a w budynku stacji znajduje się prawdziwy skarb modelarza, czyli duży i kompleksowo wyposażony sklep z miniaturkami aut w każdej skali. Na terenie stacji obowiązuje zakaz fotografowania, ale i tak nikt tego nie bierze na poważnie. Podczas naszego przystanku paliwo uzupełniał między innymi McLaren 570S i oczywiście co? Ano Porsche 911 GT3 RS!

Generalnie Nürburgring to mekka Porsche i GT3 RS można tu spotkać na każdym rogu. W sumie z samych zdjęć zliczyłem 7 sztuk plus kilka zauważonych w tak zwanym przelocie. Nie to co w Zuffenhausen, gdzie pojechaliśmy jeszcze tego samego dnia, ale to już opowieść na kolejny materiał. Na rondzie przed głównym wejściem co rusz 911-ki zawijały całymi stadami. Ogólnie ich nagromadzenie w tej okolicy było perwersyjnie chore.

Ponieważ czas nas gonił, żeby jeszcze tego samego dnia dotrzeć do Zuffenhausen, odpuściliśmy sobie przystanki na punktach widokowych, których opuszczając tor minęliśmy kilka. Na pewno nadrobimy to kolejnym razem, bo Nürburgring to miejsce, które raz odwiedzone przyciąga do siebie niczym magnes. No właśnie, magnesu na lodówkę sobie nie kupiliśmy więc tym bardziej trzeba tam wrócić!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz