wtorek, 12 kwietnia 2022

Nr 60: Land Rover Defender 110 MY22 PHEV P400E AWD X-Dynamic HSE

Zmierzyć się z legendą

Land Rover Defender to jedno z tych aut, które bez wątpienia zaliczają się do grona motoryzacyjnych legend. Jest on również ikoną auta na bezdroża i lokuje się w panteonie sław off-road tuż obok Jeepa Wranglera, Toyoty Land Cruiser, czy chociażby Mercedesa G.

Pamiętam, że pierwszy raz Defendera zobaczyłem gdy byłem jeszcze małym chłopcem i do dziś w pamięci pozostają mi skąpe relacje prasowe i telewizyjne z przeprawowych rajdów Camel Trophy, podczas których żółte Defendery i Discovery z flagami różnych państw (biało-czerwoną również) przedzierały się przez dzikie bezdroża całego świata. Nie wiem czy wiecie, ale to właśnie wprowadzenie drugiego modelu do oferty, którym było wspomniane Disco spowodowało, że jedyny i niepowtarzalny dotąd Land Rover dostał dodatkowe imię Defender.

Defender, Jeep i Land Cruiser wywodzą się w prostej linii z aut opracowanych na potrzeby wojska w czasie i tuż po 2 wojnie światowej. W zasadzie wszystkie z nich miały podobne założenia i w swoich pierwszych wcieleniach były bardzo do siebie podobne. Oczywiście ewoluowały potem zgodnie ze specyficznymi wymaganiami czy to regionu świata, w którym były wytwarzane, czy też rynków, które były ich największymi odbiorcami. Przez lata jednak mniej lub bardziej starały się zachować wierność swoim tradycjom i pochodzeniu.

Lata jednak płyną, potrzeby się zmieniają, a na wyposażenie armii świata zaczęły trafiać bardziej wyspecjalizowane pojazdy, pozostawiając prawdziwym terenówkom pole do profesjonalnych zadania w cywilu i zaspokajania potrzeb miłośnikom prawdziwej jazdy terenowej i starej szkoły budowy samochodów.

Stara szkoła budowy samochodów również zaczęła w końcu trącić myszką i nawet wymienione wcześniej auta musiały dostosować się do obecnych wymagań rynkowych oraz przepisów dotyczących bezpieczeństwa i ochrony środowiska. Dlatego też nikogo nie zdziwił fakt, że i Defender musiał w końcu przejść kurację odmładzającą.

Land Rover postawił jednak na rewolucję, na którą swoich klientów postanowił odpowiednio przygotować. Najpierw miała miejsce celebracja zakończenia produkcji nazwijmy to klasycznego Defendera, a potem przerwa w produkcji, która trwała prawie 4 lata i w końcu huczna premiera całkiem nowego Defendera.

Land Rover odpowiednio wcześniej zadbał również o zapowiedź Defendera nowej ery, z którego stylizacją mogliśmy się oswoić dzięki prototypowemu DC100 zaprezentowanemu już w 2011 roku. Na jesiennym salonie samochodowym we Frankfurcie w 2019 roku, notabene chyba ostatnim takim salonem, zaprezentowano całkiem nowego Defendera w dwóch tradycyjnych odmianach 90 i 110, które w klasycznym aucie oznaczały rozmiar osi podany w calach. Co prawda klasyczny Def dostępny był jeszcze w wersji 130 z czterodrzwiowym nadwoziem typu pick-up, ale do dziś nie rozstrzygnięto, czy taka przedłużona odmiana pojawi się również w nowym wydaniu. Raczej na pewno nie zobaczymy za to odmiany odkrytej ponieważ nie pozwala na to konstrukcja nadwozia auta.


Bez wątpienia premiera nowego Defendera podzieliła jego fanów. Wśród purystów była to profanacja jego idei, chociażby poprzez brak klasycznej ramy, wszechobecne plastiki i luksusy we wnętrzu. Nawet ja, nie ukrywając fan Defendera byłem nieco zbity z tropu tym co pokazano. Wielu zapewne obawiało się, że gdzieś pomiędzy samonośnym nadwoziem, systemami multimedialnymi, czy ponad 20-calowymi felgami zagubiono ducha prawdziwej terenówki. Tym bardziej ciekaw byłem, jaki jest nowy Def i z wielką ochotą wypróbowałem go podczas eventu EV Tour zorganizowanego przez JLR Polska.

1. Czym jest?

Defender nadal pozostaje najbardziej terenowym autem z oferty Land Rovera. Tym razem jednak producent puścił oko do szerszej grupy użytkowników nie zaniedbując jednocześnie klientów, którzy lubią zapuścić się w naprawdę trudny teren. Jako że nie miałem osobiście okazji przeprawić się z Defem przez trudniejszy teren, bo nie taki był zamysł jazd testowych, dlatego swój opis ograniczę do wrażeń jakie daje nam użytkowanie tego auta w nazwijmy to bardziej przyziemnych zastosowaniach.

Oto więc tak zwana 110-tka (z angielskiego One Ten), czyli model z dłuższym rozstawem osi w wersji 5 osobowej. Można zaryzykować stwierdzenie, że jego nadwozie to tak zwany station wagon z dużą przestrzenią bagażową, o czym napiszę nieco dalej.

Nowy Defender produkowany jest w... no właśnie nie w brytyjskim Solihull, gdzie od lat powstawał jego poprzednik, ale w nowej fabryce koncernu JLR w słowackiej Nitrze. Nie wiem czy wiecie, ale swego czasu rozważana była budowa tejże fabryki w naszym kraju. Niestety wyścig ten przegraliśmy ze Słowacją i teraz Land Rovery produkowane są właśnie u naszych południowych sąsiadów.

2. Jak wygląda?

Nie da się ukryć, że stylistom Land Rovera udało się zachować ducha klasycznego Defendera i stworzyć niepowtarzalne auto, którego nie da się pomylić z niczym innym. Z jednej strony można powiedzieć, że przypomina on klocek na kołach, ale z drugiej dostrzec można liczne zaokrąglenia wygładzające jego sylwetkę. Mnie szczególnie spodobały się powierzchnie bocznych ścian, które sprawiają wrażenie nadzwyczaj gładkich oraz praktycznie pionowo ścięty tył. Na pewno nowy Def ma styl i wciąż widać w nim brytyjskie geny.

W pierwszej chwili pięciodrzwiowa 110-tka może się wydawać autem bardzo dużym, ale jeśli spojrzymy na suche dane to się okaże, że ma on prawie idealnie 5 metrów długości, a jej przekrój poprzeczny to praktycznie kwadrat o boku długości 2 metrów. Bez wątpienia ma to wpływ na stabilność auta podczas pokonywania trawersów i wpływa na ograniczenie możliwości jego przewrócenia, o co w trudnym terenie wcale nie jest tak trudno.

Jak już wspominałem w klasycznym Defenderze liczba 110 oznaczała rozstaw osi w calach. W nowym wydaniu Land Rover nie trzyma się już kurczowo tego wymiaru i w dłuższej wersji rozstaw osi przekracza nieznacznie 3 metry. Biorąc pod uwagę fakt, że promień 20-calowych kół to jakieś 41 cm to na każdy zwis pozostaje nam mniej niż 60 cm, co jednoznacznie wskazuje na umieszczeni kół praktycznie na obrysie nadwozia, a to przekłada się bezpośrednio na możliwości terenowe auta. Warto zwrócić uwagę, że przedniego zwisu nowy Def w zasadzie nie ma, a tylny liczy się wraz z kołem zapasowym zamontowanym na drzwiach bagażnika. Takie właśnie powinno być prawdziwe auto terenowe i po tym odróżnicie je do typowych „bulwarówek”.

Prezentowanego Defendera PHEV pomalowano w grafitowy kolor z czarnym dachem, który w tym zestawieniu nie kontrastuje aż tak bardzo. W dachu znajdziemy otwieraną panoramę oraz lakierowane na czarno relingi. Defender oferuje nam całkiem spory katalog dodatkowych akcesoriów, wśród których znajdziemy dodatkowe bagażniki dachowe, czy chociażby drabinkę montowaną z boku auta, która umożliwi wejście na dach, chociażby do zamontowanego tam namiotu. Warto wspomnieć, że dopuszczalne obciążenie dachu to aż 168 kg.

Jeśli chodzi o kolory, to bez dopłaty dostaniemy nowego Defa tylko w bieli. Każdy kolor metalizowany jest dodatkowo płatny 5 570 PLN według cennika MY23, a lakier metalizowany premium kosztuje aż 12 650 PLN. Jeśli boicie się, że lakier Waszego Defendera będzie narażony na zarysowania na przykład przez gałęzie mijanych w lesie drzew, a jednocześnie chcecie jeszcze bardziej podnieść walory estetyczne nadwozia za 21 250 PLN możecie zlecić oklejenie go satynową folią ochronną (opcja dla wybranych kolorów). Mała uwaga – wszystkie ceny, które będę tutaj przytaczał dotyczą specyfikacji na rok modelowy 2023.

Na zdjęciach możecie zobaczyć dwa wzory felg aluminiowych dostępnych w nowym Defenderze. Oba mają średnicę 20 cali. Na kołach jest to wzór 5098 Polished Silver, który w pakiecie X-Dynamic HSE kosztuje 4 000 PLN, a na zapasie topowy wzór 5095 Gloss Grey & Diamond Turned za 7 270 PLN. Na felgach zamontowano opony Pirelli Scorpion o rozmiarze 255/60. Topowy rozmiar felg aluminiowych w Defie to 22 cale, ale możemy również zdecydować się na 18-calowe białe felgi stalowe o klasycznym wzorze, które nawiązują do Land Rovera sprzed lat. Vintage mamy w tym wypadku w cenie.

Odwołania do klasycznego Defendera znajdziemy jeszcze w przynajmniej kilku elementach nadwozia. Oczywiście będzie to koło zapasowe zamontowane na odchylanych na bok drzwiach bagażnika, a sprawniejsze oko dostrzeże ryflowane powierzchnie na masce silnika, które mogą ale nie muszą być lakierowane w kolorze nadwozia oraz chyba najbardziej charakterystyczny element dla tej marki, a mianowicie narożne okna usytuowane w dachu pomiędzy tylną kanapą, a przestrzenią bagażową. Trzeba przyznać, że stylistycznych smaczków i odwołań w tym aucie nie brakuje.


Powiewem nowoczesności w nowym Defenderze bez wątpienia są w pełni LED-owe reflektory z automatycznym poziomowaniem tych z przodu i sterowaniem światłami drogowymi. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest cofnięcie nieco w głąb nadwozia reflektorów głównych, co z pewnością zredukuje możliwość ich uszkodzenia w terenie. Oprócz czujników parkowania z przodu i z tyłu testowany egzemplarz wyposażono w system kamer Surround 3D. Znajdziemy je między innymi w bardzo fajnych, dużych lusterkach, które dodatkowo są lakierowane. To wszystko sprawia jednak, że powinniśmy na nie szczególnie uważać, bo gdy nieopatrzenie urwiemy któreś z nich o drzewo, tanio taka przygoda z pewnością się nie skończy.

Podsumowując wygląd zewnętrzny nowego Defendera muszę przyznać, że po nazwijmy to „opatrzeniu się” auto nadal może się podobać i jednoznacznie wskazywać rodzinę, z której się wywodzi. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest on niczym wnuczek klasycznego, szorstkiego dziadka, który przeszedł niedawno na zasłużoną emeryturę. Bez dwóch zdań Def nadal mi się podoba.

3. Jakie ma wnętrze?

Wnętrze Defendera XXI wieku to mariaż klasyki z nowoczesnością. Trzeba przyznać, że naprawdę dużo się w nim dzieje i jest bardzo przemyślane pod względem ergonomii i utylitaryzmu. Gdzie się nie spojrzy tam natrafić można na rozwiązania ułatwiające przetrwanie w trudnym terenie i czerpanie prawdziwej przyjemności z jazdy poza utwardzonymi drogami.


Zacznijmy od tego, że mamy tu do dyspozycji wersję pięcioosobową, ale za dopłatą 4 550 PLN autem może podróżować 6 osób. Jak? Ano tak, że zamiast obszernego schowka w podłokietniku pomiędzy przednimi siedzeniami możemy mieć trzeci fotel w pierwszym rzędzie. Sprytne, nie powiem. Aha, wykupując jeden z dwóch dostępnych pakietów rodzinnych możemy dostać również trzeci rząd siedzeń kosztem ograniczenia przestrzeni bagażowej oczywiście.


Wnętrze prezentowanego auta wykończono w czerni Ebony, a fotele pokryto tapicerką ze skóry Windsor i materiału Robustek. Fotele są podgrzewane i wentylowane oraz regulowane w aż 18 kierunkach. Skórzana kierownica jest regulowana elektrycznie, a rozszerzany pakiet skórzany obejmuje również górną część deski rozdzielczej i boczki drzwiowe. Dopełnieniem czerni dominującej we wnętrzu jest podsufitka w kolorze Ebony, którą wykonano z materiału Morzine. Niejako w opozycji do tej czerni stoją beżowe wstawki w desce rozdzielczej, boczkach drzwiowych i na wieńcu kierownicy. W elemencie biegnącym wzdłuż deski rozdzielczej, który znajduje się przed pasażerem lewego fotela można dostrzec dyskretnie wytłoczoną nazwę Defender. Znajdziemy ją również na listwach zamontowanych na progach.


Wracając do beżowego elementu w kierownicy, to jest on wykonany z tworzywa, którego warstwa wierzchnia nakładana metodą proszkową nadaje wnętrzu odrobinę surowości. Jest ona przyjemnie szorstki w dotyku, przez co może sprawiać wrażenie jakby był wykonany z materiału z odzysku. Warto wspomnieć, że możemy sobie zażyczyć wnętrze w zupełnie odwrotnej konfiguracji kolorystycznej, dzięki czemu nabiera ono jasności i jeszcze większego prestiżu.

O rozrywkę kierowcy i pasażerów oraz zarządzanie wszystkimi funkcjami auta dba typowy dla aut JLR system Pivi Pro Infotainment, a odpowiednie wrażenia dźwiękowe zapewnia Meridian Sound System z 11 głośnikami wśród których znajduje się subwoofer oraz wzmacniaczem o mocy 400 W. Radio to oczywiście jednostka cyfrowa DAB, a auto kontaktuje się ze smartfonami za pomocą systemów Android Auto i Apple CarPlay. W aucie nie znajdziemy również klasycznych zegarów, które zostały zastąpione cyfrowym wyświetlaczem, a w konsoli środkowej znajduje się ekran dotykowy o przekątnej 11,4 cala.

We wnętrzu nowego Defendera nie zabraknie nam na pewno dwóch rzeczy. Pierwszą są uchwyty, które mamy zawsze ręką. Zwróćcie tylko uwagę na grubą belkę biegnącą u szczytu deski rozdzielczej po jej całej szerokości. To również jeden wielki uchwyt, który dodatkowo pełni funkcję elementu wzmacniającego strukturę nadwozia. Na pochwałę zasługuje fakt, jak projektantom udało się zręcznie ukryć, czy może raczej wkomponować te wszystkie dodatkowe uchwyty we wnętrzu Defendera.

Drugim elementem, na brak którego w Defie nie będziemy narzekać to wszelkiego rodzaju gniazda elektryczne, których we wnętrzu jest po prostu bez liku. Dwa różne wejścia USB i gniazdo 12V (chociaż PHEV ma instalację 48-voltową, ale zamontowano w nim przetwornicę 48/12 V) znajdziemy w konsoli środkowej. Dodatkowe USB umieszczono również w półce nad schowkiem w desce rozdzielczej. Kolejne dwa gniazda USB i dwa wyjścia 12 V znajdziemy w konsoli środkowej tylnej kanapy, a odbiorniki energii montowane na przykład w oparciach przednich siedzeń możemy podpiąć bezpośrednio pod wyjścia ukryte właśnie w oparciach tychże foteli. Przy tym wszystkim nie muszę wspominać, że 12V znajdziemy również w bagażniku.

Jeśli chodzi o przewożenie najmłodszych, to w Defenderze znajdziemy aż trzy miejsca z możliwością montażu fotelika za pomocą systemu Isofix i Top Tether: dwa na tylnej kanapie i jedno dodatkowe na fotelu przedniego pasażera. To mi się naprawdę podoba.

Tylna kanapa jest dzielona w układzie 40/20/40 i przesuwana, co bezpośrednio wpływa na objętość bagażnika. Za dopłatą 1 980 PLN może ona być również podgrzewana. W aucie standardowo montuje się dwustrefową klimatyzację, ale za dodatkowe 2 350 PLN dostaniemy trzecią strefę dla pasażerów z tyłu. O bezpieczeństwo pasażerów tylnej kanapy podczas wysiadania dba system monitorujący, czy z tyłu nie nadjeżdża żadne auto. Bardzo dobre rozwiązanie ponieważ często zdarza się, że po zatrzymaniu auta pasażerowie tylnej kanapy odruchowo otwierają drzwi bez upewnienia się, czy nie spowodują tym samym kolizji, czy nawet wypadku.


Sam bagażnik ma według VDA pojemność od 857/743 do 1946/1826 litrów. Podaję tutaj dwie wartości ponieważ zależne są one od pozycji przesuwanej kanapy. Podłogę bagażnika wyłożono odpornym na uszkodzenie gumowanym materiałem, którego powierzchnia jest dodatkowo ryflowana. Możecie zwrócić uwagę, że jest ona też nieco podniesiona, co wynika zapewne z potrzeby umieszczenia pod nią baterii i dodatkowych elementów instalacji elektrycznej. Kabel do ładowania i cały dodatkowy osprzęt umieszczono w stylowych workach przytroczonych do ścian bagażnika. Co ciekawe obie wersje nadwoziowe nowego Defendera możemy kupić w wersji Hard Top. Wyróżnia ją brak okien w przestrzeni ładunkowej oraz jej oddzielenie od kabiny trwałą przegrodą. Jeśli chodzi o 110-tkę to przestrzeń ładunkowa obejmuje wtedy również obszar tylnej kanapy. Defa Hard Top kupimy tylko z silnikami diesla, co ma nadać tej wersji typowo użyteczny charakter.


4. Jak jeździ?

Do Defendera się nie wsiada, do niego trzeba się wdrapać. No może trochę przesadzam, ale bez wątpienia siedzi się w nim wysoko, wyżej nawet niż w typowych SUV-ach. W pewnym sensie mógłbym porównać to z pozycją w busie, ale tylko jeśli chodzi o wysokość. Wrażenia z prowadzenia Defendera są całkiem odmienne, chociażby poprzez maskę, która cały czas pozostaje w zasięgu naszego wzroku. Maska ta może stanowić pewien problem w pokonywaniu bezdroży, ale w Defenderze znaleziono jednak rozwiązane tego problemu. Jest nim kamera, która przekazuje obraz z przodu auta, co na bieżąco pozwala nam śledzić i wybierać tor jazdy, który będziemy chcieli pokonać.

Prócz wspomnianym już kamerom Surround 3D w Defenderze znajdziemy całą grupę aktualnie oferowanych systemów wspomagających jazdę. Mamy wspomaganie awaryjnego hamowania, head up display, monitorowanie zmęczenia kierowcy, asystenta martwego punktu, aktywny tempomat z funkcją stop & go przydatną w jeździe w korku, asystenta pasa ruchu, rozpoznawanie znaków drogowych, zwłaszcza tych z ograniczeniami prędkości, system wspomagania parkowania wraz z monitorowaniem potencjalnej kolizji z tyłu oraz wykrywaniem ruchu przecinającego drogę naszego cofania. Pod tym względem Defender nie odstaje konkurencji na krok, także jeżeli weźmiemy pod uwagę luksusowe SUV-y.

Pod maską hybrydowego Defendera znajdziemy silnik o pojemności 2 litrów, który jest wspomagany „elektryką”. Łącznie mamy do dyspozycji 404 konie mechaniczne i 640 Nm maksymalnego momentu obrotowego, który dostępny jest już od 1500 obr./min. Napęd przekazywany jest przez przekładnię automatyczną, bo innej w hybrydzie typu plug-in póki co mieć nie możemy. Oczywiście napędzane są wszystkie cztery koła, w końcu jakże by inaczej.

Defender w wersji plug-in nie jest lekkim autem. Jego masa własna to 2600 kg, a dopuszczalna masa całkowita sięga 3300 kg. Może on również ciągnąć przyczepę o masie do 3000 kg z hamulcem, a bez do 750 kg. Ktoś powie, że „niezły grubasek” z niego, ale ten „grubasek” jest też w stanie przyspieszyć do setki w 5,6 sekundy i rozpędzić się do prędkości maksymalnej rzędu 209 km/h (na prądzie będzie to tylko 140 km/h). Tajemnicą tej katapulty jest to, że początkowo korzystamy z napędu wyłącznie elektrycznego, a on jak wiemy rządzi się swoimi prawami. Owszem, po pierwszym „kopie” słyszymy jak do gry wchodzi spalinowa jednostka, ale pierwsza zwłoka znana nam z klasycznych napędów niwelowana jest przez układ elektryczny, który pozwala rozpędzać się autu jednostajnie praktycznie od samego początku.


Producent podaje, że Defender PHEV zadowoli się średnio 3,3 litrami paliwa na każde 100 kilometrów. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jest to liczone zgodnie z wytycznymi WLTP i uwzględnia maksymalne wykorzystanie energii elektrycznej zgromadzonej w bateriach. Jak podaje producent bateria o pojemności 13 kWh pozwala na przejechanie w trybie elektrycznym do 53 kilometrów. Jednocześnie emisja szkodliwego CO2 liczona również według zasad WLTP wynosi tylko 75 gramów na każdy przejechany kilometr. Dla porównania miękka hybryda (taka, która na samym prądzie nie pojedzie) z silnikiem 3,0 400 KM spala wg WLTP jakieś 11 l/100 km emitując przy tym nieco ponad 250 gramów CO2 na kilometr. Na szczęście w PHEV-ie pozostawiono 89-litrowy zbiornik paliwa, co pozwoli według mnie na uzyskanie zasięgu zdecydowanie powyżej 1000 kilometrów.

Jeśli chodzi o dzielność w terenie to tej chyba nikomu udowadniać nie trzeba. Nowy Defender posiada stały napęd na cztery koła oraz system Terrain Response, który nawet laikowi w jeździe terenowej pomoże bezproblemowo pokonać bezdroża bez znaczenia na rodzaj nawierzchni i warunki atmosferyczne, które napotka na swojej drodze. Za dopłatą możemy mieć system drugiej generacji, który potrafi wyręczyć kierowcę w doborze odpowiednich nastaw monitorując na bieżąco warunki drogowe i pogodowe. Ponadto mamy w aucie zawieszenie adaptacyjne z pneumatyką, która pozwala nam podnieść auto w trudnym terenie o 75 i 145 mm lub opuścić na utwardzonej drodze o 40 mm. Dzięki temu kąty określające zdolności terenowe auta producent podaje w dwóch trybach: normal i off-rad. Z tego również powodu nie da się jednoznacznie określić wielkości prześwitu w nowym Defenderze. Wyjściowo jest to jakieś 22 cm, ale już przy pierwszym stopniu podniesienia pneumatycznego zawieszenia rośnie on do 29 cm.


Kąt natarcia, czyli pochyłość pod którą podjedziemy bez zahaczenia dolną częścią przedniego zderzaka wynosi dla długiego Defendera odpowiednio 30,1 i 38 stopni. Kąt rampowy, czyli nierówność, którą możemy „wziąć” między osie bez ryzyka przytarcia podwoziem to 22 i 28 stopni. Kąt zejścia, czyli definiujący to, z jakiej pochyłości możemy zjechać bez szkody dla tylnego zwisu to 37,7 i 40 stopni.

Jak wiadomo auta terenowe muszą być również gotowe na pokonywanie brodów. W przypadku hybrydy może to być nieco problematyczne, ale nie dla Defendera. Tutaj parametr ten sięga godnych 900 mm, a przygotowanie auta do brodzenia można poznać chociażby po podwójnej klapce gniazda ładowania, która posiada dodatkowe uszczelnienie chroniące ją właśnie przed zalaniem. Co więcej za pomocą czujników ultradźwiękowych umieszczonych w bocznych lusterkach samochód sam może monitorować, czy nie przesadzamy czasem z głębokością pokonywanej wody.

5. Podsumowując:

Zacznijmy może od cen. Defender nigdy nie był tani, a w tym wypadku trzeba liczyć się z tym, że wszystkie nowinki techniczne i elektroniczne jeszcze bardziej podnoszą cenę auta. Wyjściowo prezentowane P400E MY23 w poziomie X-Dynamic HSE kosztuje 467 400 PLN. Najtańsza hybryda plug-in to koszt 414 900 PLN, a ogólnie najtańsza 110-tka to wydatek 359 700 PLN za 200-konnego diesla o pojemności 3 litrów. Na drugim biegunie znajduje się top of the top, czyli 5-litrowe V8 o mocy 525 KM, którego wyceniono na przynajmniej 712 500 PLN. To takie Defy fruwały w ostatniej odsłonie przygód Jamesa Bonda.

Jeśli chodzi o całokształt nowego Defendera to moja ocena będzie bardzo stronnicza ponieważ to auto naprawdę mi się podoba. Zgadza się, że jest on (dosyć) duży, (może) niezbyt poręczny w mieście, trudniej nim zaparkować, czy wcisnąć się w wąskie miejsce parkingowe pod dyskontem, ale trzeba mieć świadomość, że to nie jest jego naturalne środowisko. Dopiero gdy odkryjemy do czego został on tak naprawdę stworzony będziemy mogli pokochać go bezwarunkowo.

Podróżując Defenderem po normalnej drodze można się czuć niczym król, a wysoka pozycja oraz cały ten „metal” wokół nas bez wątpienia wpływają na poprawę bezpieczeństwa i komfortu psychicznego osób podróżujących autem. Szczerze powiedziawszy przy tym, co jest nam w stanie zaoferować to auto, cena na poziomie „pół bańki” nie wydaje się już aż tak wygórowana, a frajdy z jazdy nowy Defender dostarczy nam co niemiara. Gdyby jeszcze mieć wersję Trophy Edition nawiązującą swoim malowaniem i wyposażeniem do kultowych Defenderów z Camel Trophy to już wogóle pełnia szczęcia.

Samochód mogłem poznać podczas EV Tour w Jaguar Land Rover Karlik, partnera JLR z podpoznańskiego Baranowa. Więcej zdjęć znajdziecie na Facebooku i Instagramie, a krótki film na YouTube.



wtorek, 29 marca 2022

Nr 59: Jaguar I-Pace MY22 EV400 AWD SE

Jaguar jest jedną z tych marek, które zadeklarowały w najbliższej przyszłości przejście na tylko i wyłącznie bezemisyjne zasilanie swoich samochodów. W ramach projektu Reimagine firma chce do 2039 roku całkowicie wyeliminować ślad węglowy ze swojego łańcucha dostaw, a już od 2030 każdy model w gamie ma mieć swoją elektryczną odmianę lub odpowiednika w tej samej klasie.

I-Pace, o którym napiszę dziś nieco więcej jest na tyle charakterystycznym samochodem, że postanowiłem nie bawić się w podchody we wstępniaku i od razu wyłożyć karty na stół. To on bowiem jako pierwszy przeciera szlaki w elektryfikacji koncernu Jaguar Land Rover i jest oferowany na rynku od końcówki 2018 roku. Samochód ten okazał się na tyle przełomowy i po prostu wyprzedzający konkurencję, że w 2019 roku zgarnął dublet nagród COTY i WCOTY. Co prawda nie był to pierwszy taki przypadek, ale I-Pace dokonał tego jako pierwsze auto segmentu premium.

1. Czym jest?

Jaguar I-Pace jest crossoverem łączącym w sobie wygodę i luksus klasycznej limuzyny z designem i osiągami auta sportowego. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to prawdziwy Jaguar. Idealnie wpisuje się w nowy, swego czasu przełomowy nurt stylistyczny Jaguara zapoczątkowany przez flagową limuzynę XJ ósmej generacji. Potem pojawił się bardzo dobrze przyjęty F-Type i w końcu zmrużone kocie oczy trafiły do całkiem nowego w gamie, elektrycznego modelu I-Pace.

Nie ma w tym nic dziwnego ponieważ za wygląd I-Pace, podobnie jak i innych modeli Jaguara nowej generacji odpowiada Ian Callum, który przez 20 lat kierował designem Jaguara. To dzięki niemu ta nobliwa brytyjska marka z ery klasyki płynnie przeszła w nowe czasy, które pozwoliły jej znów rozwinąć skrzydła i odnaleźć się w szybko zmieniającej się sytuacji rynkowej. Warto wspomnieć, że Jaguar wraz z Land Roverem i Range Roverem tworzy odrębny koncern, który z sukcesami kontynuuje swój rozwój i ekspansję bez wsparcia w postaci zaplecza budżetowej marki wspomagającej prowadzenie interesu również w segmencie premium. Owszem wszystkie trzy marki JLR należą obecnie do indyjskiego multi-koncernu Tata Motors, ale między nimi i hinduskimi autami dla ludu istnieje prawdziwa przepaść technologiczna. Nie mamy tu do czynienia z żadną zależnością, ani tym bardziej nie znajdziemy indyjskich odpowiedników brytyjskich aut. Jaguar to wciąć Jaguar, Land Rover to Land Rover, a Range Rover to Range Rover i koniec kropka.

Co ciekawe I-Pace nie jest produkowany bezpośrednio przez Jaguara, ale jest to outsourcing realizowany przez fabrykę Magny w austriackim Grazu. To również nic nadzwyczajnego dla osób z branży ponieważ od wielu już lat w fabryce tej powstają bardziej lub mniej niszowe modele aut wiodących europejskich i światowych producentów.

2. Jak wygląda?

Powiedzieć, że wygląda dobrze to mało. Powiedzieć, że ma rasową i opływową sylwetkę to również mało (współczynnik Cx=0,29). Seryjny I-Pace praktycznie niewiele różni się od prototypu zapowiadającego to auto, który pokazano w 2016 roku. Pomimo ponad 3-letniej obecności na rynku samochód ten wciąż robi na drodze duże wrażenie i wygląda niczym jeżdżące auto koncepcyjne.

Pierwszy raz zobaczyłem na żywo I-Pace w bardzo ładnym niebieskim kolorze. Ten kolor to Caesium Blue wzbogacony o pakiet Black, czyli ramki okien i atrapę chłodnicy wykończone w połyskującym kolorze Gloss Blask oraz znaczki i logo na pokrywie bagażnika również w czarnym odcieniu Narvik Black. Oczywiście sam kolor, jak i pakiet Black są dodatkowo płatnymi opcjami, przynajmniej w poziomie wyposażenia SE, który widzicie na zdjęciach.


Prezentowane auto posiada również przyciemnione szyby w tylnej części i stały dach panoramiczny. Oba te elementy także należą do dodatkowo płatnych opcji, ale muszę szczerze przyznać, że jeszcze bardziej poprawiają wygląd auta i ładnie komponują się z wcześniej już wymienionymi czarnymi elementami nadwozia.

Pod kloszami zmrużonych niczym kocie oczy reflektorów kryją się matrycowe LEDy z systemem automatycznego sterowania światłami drogowymi. Koła mają średnicę 20 cali, a opony rozmiar 245/50. Oczywiście obręcze są wykonane ze stopów aluminium. Wzór widoczny na zdjęciach to 5070 Polished Technical Grey, ale niestety w katalogu MY23 tego konkretnego typu felg już nie znalazłem.

Jaguar I-Pace wcale nie jest małym autem. To wrażenie może wydawać się nieco złudne w związku z jego przysadzistą sylwetką i stosunkowo szerokim nadwoziem. Ma on konkretnie długość 4682 mm, jego rozstaw osi to aż 2990 mm, szerokość bez lusterek 2011, a z lusterkami 2139 mm, czy w końcu wysokość równą 1556 mm. Jak wiadomo auta elektryczne swoje ważą w związku z ciężkimi bateriami akumulatorów zabudowanych najczęściej w ich podłodze. I-Pace waży 2208 kg, jego dopuszczalna masa całkowita to 2670 kg, a możliwości pociągowe kończą się na przyczepie o masie równej 1600 kg.



3. Jakie ma wnętrze?

Jak na Jaguara przystało we wnętrzu czuje się prestiż i dbałość o szczegóły. Tapicerka skórzana w czarnym kolorze Ebony jest standardem w wersji SE. Do tego mamy czarną podsufitkę Morzine w tym samym kolorze i wykończenie wnętrza Fornir Gloss Black. Kierownica również jest skórzana i oczywiście podgrzewana. Bardzo wygodne fotele mają z przodu regulację w aż 14 kierunkach, a w otwieranym podłokietniku wygospodarowano schowek o objętości aż 10,5 litra.

Zegary to ekran o przekątnej 12,3 cala. Drugi dotykowy ekran Touch Pro Duo o przekątnej 10 cali znajdziemy w konsoli środkowej, a jeszcze niżej ukryto trzeci o przekątnej 5,5 cala z wtopionymi weń dwoma pokrętłami do regulacji ustawień dwustrefowej klimatyzacji. Za dopłatą możemy mieć jeszcze jeden ekran całkiem u góry, który zastępuje klasyczne lusterko wewnętrzne, przekazując obraz z kamery umieszczonej z tyłu auta (system nosi nazwę Clear Sight). Opisując ekrany użyłem słowa „ukryty” ponieważ w parze ze wspomnianym już wykończeniem deski rozdzielczej Fornir Gloss Black praktycznie pozostają one niewidoczne do chwili uruchomienia samochodu.


Wracając jeszcze do klimatyzacji, to w I-Pace mamy możliwość wstępnego ogrzewania kabiny (sterowane aplikacją Jaguar Remote), a za cały system ogrzewania wnętrza odpowiada pompa ciepła, która wykorzystuje do tego celu ciepło z otoczenia oraz to wytwarzane przez elektroniczne elementy auta. Sprytne, prawda?

Z elektronicznych udogodnień warte podkreślenia jest to, że znajdziemy we wnętrzu auta całkiem sporą ilość gniazd różnego typu. Doliczyłem się dwóch gniazd 12V i aż pięć gniazd USB w obu najpopularniejszych wariantach, również z opcją ładowania zewnętrznych odbiorników. Smartfony możemy ładować za pomocą ładowarki indukcyjnej, którą również znajdziemy w Jaguarze I-Pace.

Charakterystyczny dla najnowszych aut Jaguar Land Rover jest system Pivi Pro Infotainment, który zapewnia między innymi współpracę z Android Auto i Apple CarPlay oraz umożliwia obsługę głosową Voice Control, a także współpracuje z innymi urządzeniami za pomocą bezprzewodowej komunikacji Bluetooth.

O wrażenia słuchowe kierowcy i pasażerów dba całkiem przyjemny w odbiorze Meridian Sound System o mocy 400W, w skład którego wchodzi 12 głośników z subwooferem oraz cyfrowe radio DAB. Spodobało mi się umieszczenie pokrętła do regulowania głośności po stronie pasażera przedniego fotela. Ma to zapewne zniechęcić kierowcę do odrywania dłoni od kierownicy, która sama w sobie zapewnia mu pełny nadzór nad funkcjami systemu audio i nie tylko.

Jeśli chodzi o tylną kanapę, to tam również nie będziemy narzekać na brak przestrzeni i komfortu. Wystarczy wspomnieć, że ustawiając fotel kierowcy pod osobę o wzroście 180 cm, taka sama osoba swobodnie rozsiądzie się na miejscu za kierowcą i nie będzie ona narażona na wykluczenie multimedialne, mając do dyspozycji swój pakiet gniazd i głośników.


Bagażnik ma pojemność według DIN od 656 do 1453 litrów, a jego pokrywa napędzana jest elektrycznymi siłownikami, które oczywiście możemy uruchamiać z pilota. Pod jego podłogą nie znajdziemy jednak ani koła zapasowego, ani drugiego dna. Owszem, jest tam mały schowek, ale zmieści się w nim co najwyżej gaśnica i kabel do ładowania auta. Drobniejsze bagaże możemy również umieścić w przestrzeni dodatkowo wygospodarowanej pod przednią klapą. W autach elektrycznych występuje coś, co w języku angielskim określa się mianem „frunk”, a jest to po prostu dodatkowe miejsce na bagaż z przodu auta. W Jaguarze może i nie powala ono wielkością, mamy bowiem dostępne jakieś 27 litrów, ale na przykład plecak z laptopem spokojnie powinien się tam zmieścić.


4. Jak jeździ?

Jeśli bym napisał, że I-Pace jeździ jak każdy inny elektryk to w sumie tak, jakbym nic nie napisał.

Jaguar I-Pace jeździ bowiem niczym prawdziwy turbo-elektryk, chociaż żadnego turbo w nim nie znajdziemy. Znajdziemy za to 400 koni mechanicznych pochodzących z dwóch silników elektrycznych, które ulokowano przy każdej osi (stąd AWD w nazwie) oraz dokładnie 696 niutonometrów, które naprawdę potrafią wcisnąć nas w fotel.

To auto jest kwintesencją elektrycznego nad-samochodu. Silne i szybkie, a jednocześnie stateczne i dobrze się prowadzące. Majestatyczność Jaguara dostajemy niejako w pakiecie z wszystkimi wymienionymi już wcześniej zaletami.


Duet silników elektrycznych jest zasilany prądem zgromadzonym w bateriach litowo-jonowych o łącznej pojemności 90 kWh, które możemy ładować prądem stałym (DC) o mocy do 100 kW. Według kalkulacji zgodnych z normami WLTP średnie zużycie energii tego auta powinno oscylować w granicach 22-25 kWh na 100 km, a zasięg przy „sprzyjających wiatrach” może sięgać nawet 470 km. Nie wiem jak bardzo jest to realna wartość w codziennym użytkowaniu, ale nawet jeśli uda nam się na jednym ładowaniu przejechać 400 kilometrów to już należy się szacunek dla inżynierów Jaguara. Pamiętać musimy, że mówimy tu o technologii, która zarabia pieniądze dla firmy już od dobrych kilku lat. Oczywiście producent dba o okresowe aktualizacje oprogramowania chociażby po to, żeby utrzymać konkurencyjność wobec ostatnich wynalazków „zielonej” technologii. „Chapeau bas” Jaguar!

I-Pace osiąga prędkość maksymalną 200 km/h i przyspiesza do setki w 4,8 sekundy. Sterowanie napędem odbywa się za pomocą automatycznej przekładni, której tryby jazdy wybieramy przyciskami na lewym wsporniku w dolnej części konsoli środkowej. Co mamy na prawym napiszę za chwilę. Idealny wręcz rozkład mas, nisko umieszczony środek ciężkości i koła umieszczone praktycznie na rogach nadwozia sprawiają, że I-Pace jeździ naprawdę pewnie, dobrze trzyma się drogi i sprawnie pokonuje zakręty bez zbytniego wychylania się, które czasem potrafi wywołać na plechach kierowcy zimny pot.

Muszę z czystym sercem przyznać, że w tym aucie czuć prawdziwego elektrycznego „kopa” i chyba jeszcze żaden z poznanych mi elektryków nie przyspieszał tak ochoczo jak I-Pace właśnie. Co ciekawe taka sama reakcja spotyka nas przy ostrym ruszeniu na biegu wstecznym. Ciekawe, czy cofając da się tym autem również rozpędzić do wspomnianych wcześniej 200 km/h. W sumie z technicznego punktu widzenia nic nie powinno stać na przeszkodzie, poza zwiększonymi oporami aerodynamicznymi pionowo ściętego tyłu auta.

Oczywiście szybka jazda na biegu wstecznym nie jest wskazana również ze względu na bezpieczeństwo i kamera cofania będąca na wyposażeniu tego auta, nawet ze swoim dobrej jakości obrazem niewiele tu pomoże. Za dopłatą możemy mieć system kamer 360 stopni. W standardzie I-Pace oferuje nam całkiem sporą ilość asystentów i systemów wspomagających kierowcę i samą jazdę.

„Na pokładzie” możemy mieć między innymi asystenta martwego punktu, adaptacyjny tempomat, system awaryjnego hamowania, asystenta utrzymania pasa ruchu, monitorowanie zmęczenia kierowcy, system rozpoznający znaki drogowe, czy też asystenta cofania z automatycznym hamowaniem po wykryciu ruchu poprzecznego.

Najciekawszą opcją jest jednak coś, co cechuje auta JLR, a mianowicie czujnik bezpiecznego wysiadania z samochodu, który ostrzega pasażerów z tyłu, że coś nadjeżdża. Ktoś kto ma dzieci szczególnie mocno doceni to rozwiązanie.

Po prawej stronie dolnej części konsoli środkowej znajdziemy przyciski sterujące pneumatycznym zawieszeniem. Jest to dodatkowo płatna opcja, ale dzięki niej możemy w razie potrzeby podnieść zawieszenie I-Pace osiągając prześwit równy 230 mm, a po przekroczeniu prędkości 105 km/h zawieszenie samoczynnie obniża się o 10 mm od swojego standardowego ustawienia. Pneumatyka w parze z dodatkowym zawieszeniem adaptacyjnym poprawiają również komfort jazdy Jaguara I-Pace, do którego w zasadzie nie ma się o co przyczepić.




5. Ile to kosztuje?

Podobno dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. W wypadku widocznego I-Pace konkretne sprecyzowanie ceny każdej z wymienionych opcji może mijać się z celem ponieważ jest to specyfikacja MY22, a tymczasem w oficjalnym konfiguratorze na stronie Jaguara mamy już dostępną ofertę modelową MY23 i co oczywiste ceny poszły nieco w górę. Nie wiem ile czasu wynosi obecnie oczekiwanie na realizację zamówienia na I-Pace ponieważ zwyczajowo nowy rok modelowy wchodzi do produkcji po przerwie wakacyjnej. Czyżby więc obecnie zamawiany I-Pace były do odbioru dopiero na jesień? Najlepiej to sprawdzić u autoryzowanego przedstawiciela.

Auto skonfigurowane tak jak na prezentowanych zdjęciach kosztowało w sumie 456 630 PLN, z czego bazową kwotą było 398 700 PLN plus dobrane opcje na łączną kwotę 53 170 PLN. Jak na Jaguara cena ta nie wydaje się szczególnie astronomiczna. Na elektryka prawdziwej marki premium tym bardziej.


Jaguar daje obecnie na swoje auta gwarancję mechaniczną na 3 lata lub 100 000 km, ale baterie mają ten okres wydłużony do 8 lat lub 160 000 km. Gwoli ścisłości dodam tylko, że gwarancja na powłokę lakierniczą to 3 lata, a na perforację blach lat 6, bez limitu kilometrów.

6. Podsumowując:

Zadam teraz standardowe pytanie, a mianowicie: dla kogo jest Jaguar I-Pace?

Niestety tutaj nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Od początku produkcji na rynki światowe trafiło już dobre kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy tego auta, więc można spokojnie stwierdzić, że zaskarbił sobie sympatię ludzi o proekologicznym podejściu i nieco grubszym portfelu. Nie bez znaczenia będzie tu fakt, że posiadanie auta BEV stało się modne wśród celebrytów, influencerów, czy też innych freelancerów i businessmanów i w trendy te I-Pace wpisuje się znakomicie. Tak naprawdę był on pierwszym elektrycznym autem premium oferującym komfort i prestiż porównywalny do aut spalinowych, w wielu wypadkach dodatkowo dystansując ich swoimi osiągami.

Samochód mogłem poznać podczas EV Tour w Jaguar Land Rover Karlik, partnera JLR z podpoznańskiego Baranowa. Więcej zdjęć znajdziecie na Facebooku i Instagramie, a krótki film na YouTube.