niedziela, 15 października 2023

Eventy: V Zlot EV Klub Polska

W ostatnią sobotę września wybraliśmy się w kolejny wspólny wypad z Bartkiem z portalu Na Prąd. Tym razem celem naszej “wyprawy” była Łódź i odbywający się tam piąty już zlot EV Klub Polska.

Oczywiście nie mogliśmy wybrać się na taką imprezę autem emitującym spaliny, więc padło na samochód, którego wyjątkowość dała nam pewność, że nie natrafimy na drugie takie nie tylko na samym zlocie, ale również na trasie do Łodzi i z powrotem. Konkretnie było to Subaru Solterra, pierwsze elektryczne auto z sześcioma gwiazdkami w logo. Jest to konstrukcja (nawet bardzo) bliźniacza do Toyoty bZ4X i patrząc na jej wygląd doszedłem do wniosku, że Subaru bardzo chciało zrobić z Toyoty Mustanga Mach-E. Jak im to wyszło oceńcie sami.

33 egzemplarze Solterry mają trafić wkrótce do “służby” w Polskich Parkach Narodowych. Jak się tam sprawdzą trudno powiedzieć, ale nie sądzę żeby służyły do jazdy w trudnym terenie i raczej skończą jako wozidła dla kierownictwa tychże organizacji.

Wracając do naszej podróży z Wrocławia (i okolic) do miasta Łodzi w centralnej Polsce, to odbyliśmy ją w trójkącie z Kią EV6 i Nissanem Leaf drugiej generacji. Jeśli oglądaliście najnowszy odcinek “Automaniaka” z Kornackim w Ioniqu 6, Mikiciukiem w Avengerze EV i Paczesiem w Megane E-Tech to mniej więcej podobnie wyglądała nasza droga. Jako że Leaf pokonał największy dystans to pierwsze ładowanie i miejsce zbiórki wypadło na “creepy chargerze” koło stacji Circle K w Słupi pod Bralinem. Ten punkt ładowania sieci GreenWay słynie z tego, że po zmroku jest tam ciemno jak w..., ale czas ładowania można sobie uprzyjemnić korzystając ze znajdującego się w zasięgu wzroku miejsca uciech cielesnych.

Po przywitaniu, krótkiej pogawędce i potwierdzeniu, że Leafowi wystarczy już prądu do Łodzi wyruszyliśmy w kierunku tego miasta, oczywiście korzystają z trasy S8, na której staliśmy się pogromcami ciężarówek. Dlaczego? Bo to jedyne auta, które udawało nam się wyprzedzić tak, żeby nie stracić szyku. W pewnym momencie zastanawiałem się nawet, czy jadącego w środku “liścia” nie wziąć na sztywny hol pomiędzy Subaru i EV6, tworząc w ten sposób 12-kołową EV-stonogę. Tak wiem, w czasie leniwego przemieszczania się po bezkresach wielkopolski i województwa łódzkiego przychodziły człowiekowi do głowy różne dziwne pomysły.

Kolejne przegrupowanie oraz doładowanie baterii i żołądków miało miejsce na ulicy Rokicińskiej przy wlocie do Łodzi od strony autostrady A1. Stacja ładowania znajduje się tam obok KFC, więc jest to miejsce często odwiedzane przez EV-podróżników. Tego dnia dało się zauważyć zwiększony ruch w tym miejscu, związany ze zlotem aut elektrycznych, na który właśnie podążaliśmy.

Pierwsza część zlotu miała miejsce na słynnej ulicy Piotrowskiej. Tego dnia zamieniła się ona w galerię elektryków, które skutecznie zapełniły obie strony tej ulicy pełniącej normalnie rolę deptaka. Ruch tego dnia regulowała straż miejska i policja, którzy dbali o porządek i względny ład w niecodziennym jak na to miejsce ruchu samochodowym.


Optymistyczne szacunki mówiły, że w zlocie wzięło udział około 200 samochodów elektrycznych. Te bardziej ostrożne wspominały o 100 takich autach, ale według moich kalkulacji na ulicy Piotrkowskiej pojawiło się i przez Łódź przejechało około 110 samochodów, a kolejne 10-12 czekało na zlotowiczów terenie Manufaktury, na zaaranżowanych stoiskach kilku partnerów wydarzenia: BMW Premium Arena, Cupra Zimny, Ford, Hyundai, Nio, Volvo, DPD i GreenWay.



Jeśli chodzi o przegląd marek elektryków biorących udział w zlocie to na łączną sumę (powtarzam, to tylko moje szacunki) 120 samochodów, jakieś 47 było Teslami we wszystkich ich odmianach (poza Roadsterem i Cybertruckiem oczywiście), z mocarnym Modelem S Plaid sterowanym wolantem, czy sześcioosobowej odmianie Modelu X włącznie.


Poza Teslą mogliśmy w Łodzi spotkać praktycznie cały przegląd naszego rynku samochodów elektrycznych: Audi Q4 e-tron i zupełnie nowy Q8 e-tron (demo od Audi Wrocław), BMW i4 i iX, Citroen e-C4, Cupra Born, Dacia Spring, Ford Mach-e i E-Transit, Hyndai Kona EV obu generacji, Ioniq 5 i Ioniq 6, Kia EV6 i Niro EV obu generacji, Lexus RZ (demo od Lexus Łódź), Mazda MX-30, Mercedes EQA, EQV (Adam on EVs) i eVito (DPD), Nissany Leaf obu generacji i Ariya, Opel Corsa-E i Mokka-E, Peugeot e-208, Porsche Taycan, Renault Zoe, “nasze” Subaru Solterra z bliźniaczą Toyotą bZ4X, Volkswagen ID.3 i ID.4 oraz 10 sztuk ID. Buzza, z czego osiem fantazyjnie oklejonych podstawiło Volkswagen Financial Services, czy w końcu Volvo XC40 Recharge od Volvo Cars Polska będące również w dziennikarskich rękach.



Z ciekawostek pojawiły się bliźniaki Mitsubishi i-MiEV / Peugeot iOn, Mercedes B-klasy W246 Electric Drive oraz “chińszczyzna” pod postacią Bayk-a, MG4 zza morza oraz premierowo Nio ET5 i EL7.



Czego zabrakło? Z pewnością elektrycznego Renault Megane E-Tech, premierowego Jeepa Avengera EV i względnie popularnych Fiatów 500e. Przydałby się jeszcze jakiś elektryczny Smart i może nieco większa reprezentacja rodziny EQ od Mercedesa. Sądziłem też, że poza Nio, spotkamy na rynku Manufaktury więcej ekspozycji chińskiej elektromobilności: Seresa, Maxusa, czy chociaż debiutującego w tym samym czasie luksusowego Hongqui.

Tuż po godzinie 12 kawalkada elektryków zgromadzona na ulicy Piotrkowskiej została wypuszczona na miasto, a celem “parady” stała się łódzka Manufaktura. O ile wjazd na ulicę Piotrkowską i pierwsza część statyczna zlotu były asekurowane przez służby porządkowe, o tyle w miasto zostaliśmy wypuszczeni na własne ryzyko. Nie ma się tutaj czemu dziwić bo prawdę powiedziawszy wypuszczenie w sobotnie południe skumulowanej kawalkady składającej się z setki pojazdów z zielonymi tablicami mogło skutecznie zniechęcić łodzian do elektrycznych wehikułów.

Organizatorzy przygotowali w miarę dokładną mapkę naszego przejazdu, ale mimo to i tak samozwańcze grupy elektryków rozpierzchły się nie tylko po samej trasie, ale i na bocznych ulicach, często podpowiadanych przez nawigacje jako skróty. Zadziałało tutaj stadne zachowanie lemingów mówiące, że jedziemy za liderem bez znaczenia czy obrał on właściwą drogę, czy raczej sprowadza nas na manowce. My na ten przykład zwiedziliśmy część łódzkich Bałut (w sumie Manufaktura leży na ich pograniczu), a dzięki obecności na pokładzie lokalnego przewodnika mogliśmy posłuchać kilku historii o tej części Łodzi i nie tylko.


Pomimo tego naszego “cruisingu” po gęsto zabudowanym blokowisku, po powrocie na właściwy trakt okazało się, że nie tylko my pomyliliśmy drogę i w zasadzie wylądowaliśmy w peletonie naszej kawalkady. Drugą “skuchę” zaliczyliśmy wjeżdżając na teren Manufaktury. Jak się okazało brama wjazdowa ma znaczenie i człowiek z ochrony strzeżący nie tego szlabanu dobitnie nas o tym poinformował. No cóż, nie pozostało nam nic innego jak objechać parking i przyatakować raz jeszcze, tym razem już właściwy wjazd na teren Manufaktury. O fakcie rozciągnięcia kolumny elektryków może świadczyć fakt, że do celu wciąż dotarliśmy jako jedni z pierwszych, a lokowanie zlotowiczów na głównym dziedzińcu tego rozległego centrum handlowego trwało jeszcze długo po tym, gdy ”nasze” Subaru zaparkowało pod koroną.



Wjazd na teren Manufaktury pilotowany był przez ochroniarza na Segwayu, który to brał pod swoje skrzydła po pięć aut i prowadził je wśród klienteli licznie odwiedzającej tego dnia to popularne w Łodzi miejsce. Tutaj mała uwaga do organizatorów, żeby przy kolejnej edycji wytyczyć barierkami specjalną drogę dla samochodów, bo przemieszczanie się autem wśród setek piechurów, którzy raczej nie spodziewają się tam aut, zwłaszcza takich, które przemieszczają się w bezszelestny sposób nie należało ani do przyjemnych, ani do bezpiecznych.

Jak już wspominałem, na zlocie pojawił się szeroki wachlarz samochodów o napędzie elektrycznym. W chwili obecnej praktycznie w każdym segmencie znajdziemy auta EV, a dobrym przykładem różnorodności mogło być postawienie obok siebie filigranowej Dacii Spring i monumentalnej Tesli Model X, czy “pojenie” baterii starego Leafa przez zupełną nowość, jaką jest Ioniq 6 od Hyundaia.




Sprytny zabieg zrobił Hyundai, zostawiając na samym środku przeznaczonego dla zlotowiczów miejsca nową Konę EV. Skutkowało to tym, że każdy zlotowicz po zaparkowaniu swojego auta, odruchowo spoglądał na tą nowość, a wiele osób pokusiło się o mały "walkaround" wokół tego Robocopa, co i ja uczyniłem.

Najczęściej odwiedzaną ekspozycją była prezentacja dwóch świeżo sprowadzonych przez Moje Nio modeli ET5 i EL7 wciąż mało znanej marki Nio, które dołączyły do prezentowanego już wcześniej w kręgach EV topowego ET7. Mam nadzieję napisać więcej o tych autach przy okazji relacji z trwającego właśnie Tour de Nio, więc tutaj pozostawię Wam tylko dwa zdjęcia tych bardzo ciekawych pojazdów z dalekich Chin.


Jeśli chodzi o przegląd pozostałych ekspozycji to Zimny zadbał o halloweenowe klimaty, prezentując swoją Cuprę Born w otoczeniu dyń, a Volvo Trucks zaskoczyło wielu pokazując w pełni elektryczny ciągnik siodłowy FH Electric z wyeksponowanym tym, co kryje się pod jego kabiną.




Wewnątrz galerii handlowej, tuż przy jej głównym wejściu zainstalowano scenę z miejscem dla publiczności, na której odbywały się panele dyskusyjne zaproszonych gości, a w rolę konferansjerki wcieliła się niezwodna Dagmara Kowalska, mocno związana z motoryzacją i jej elektrycznym obliczem.

O czym rozmawiano? W ciągu 4 godzin dyskusji poruszono takie tematy jak: najczęstsze usterki w samochodach elektrycznych, jak ładować auto elektryczne, czy auta elektryczne palą się częściej, czy dojadę elektrykiem na wakacje, po ilu latach trzeba wymienić baterię, czy w końcu e-rowery jako drugie auto. W związku z tym iż na zewnątrz czekało na nas całkiem sporo atrakcji i ciekawych aut do obejrzenia, a także była możliwość porozmawiania z ciekawymi ludźmi ze świata EV udało nam się wysłuchać tylko dwóch z wyżej wymienionych rozmów. Zlot EV Klub Polska relacjonowała telewizja TVN Turbo, a przygotowany materiał można było zobaczyć tuż po evencie w codziennym “Raporcie” tej stacji.

Podsumowując, czy warto było wybrać się na ten zlot? Na pewno był to miło spędzony dzień w fajnym towarzystwie. Myślę, że właśnie z tego względu lepiej było pojechać tam jako pasażer. Na miejscu miałem również spotkania kilku wcześniej poznanych osób oraz dalszego zgłębienia wiedzy o elektromobliności. Przynajmniej tej szerzonej przez użytkowników i fanów tego rodzaju transportu, a ci jak wiadomo potrafią być... ciekawymi osobami.

Więcej zdjęć z V Zlotu EV Klub Polska znajdziecie na Facebooku.


piątek, 29 września 2023

Premiera: Lexus LM w Lexus Wrocław

Ofensywa Lexusa trwa w najlepsze

Lexus konsekwentnie poszerza swoje portfolio. Wszystko zaczęło się od zapowiedzi sprzed 1,5 roku, kiedy to wraz z premierą elektrycznego RZ-a pokazano trzy inne, w domyśle również elektryczne modele: dużego SUV-a, sportowego sedana, być może dostępnego również w wersji shooting brake (czyżby powrót IS-a?) i superauto, które automatycznie zostało określone spadkobiercą kultowego LFA.

Zaledwie dwa miesiące temu odbyło się tournée po polskich salonach Lexusa poświęcone zupełnie nowemu, kompaktowemu crossoverowi LBX (o czym możecie przeczytać tutaj), w podobnym czasie za oceanem pokazano duże SUV-y TX i GX (kto wie, może któryś z nich trafi również do Europy), a jeszcze na zakończenie lata, Lexus zaserwował nam kolejne nowe „danie” pod postacią pierwszego vana tej marki, modelu LM. Jeśli komuś wciąż mało, to jeszcze tej jesieni na targach w Tokio zostanie zaprezentowany prototyp zapowiadający nową linię elektrycznych modeli Lexusa. Czekam z niecierpliwością.

Miałem okazję poznać nowego LM-a podczas jego statycznej prezentacji w salonie Lexus Wrocław i właśnie w czasie gdy dziennikarze w Krakowie i jego okolicach odbywają pierwsze jazdy próbne tymi autami, chciałbym się podzielić swoimi spostrzeżeniami i opisać nieco to bardzo ciekawe auto.

Lexus LM nie jest zwykłym vanem (bo przedrostek mini jest tutaj jakby nie na miejscu), ale wpisuje się w nową niszę luksusowych transporterów osobistych. Zresztą sama jego nazwa LM to skrót od Luxury Mover. LM to również czwarty model Lexusa przygotowany w ramach koncepcji „New Chapter”, według której powstały najnowsze generacje NX-a, RX-a oraz zupełnie nowy elektryczny RZ.


Jeśli chodzi o wygląd, to z daleka rozpoznamy, że LM to prawdziwy Lexus. Mimo iż jest on mocno spokrewniony konstrukcyjnie z dobrze znaną w Japonii Toyotą Alphard, to Lexusowi udała się sztuka nadania autu indywidualnego charakteru, przez co tak naprawdę tylko osoba dobrze rozeznana w temacie (jak ja na przykład) jest w stanie powiązać te dwa auta ze sobą. Drugą ciekawostką może być fakt, że auto, które widzicie na zdjęciach jest tak naprawdę już drugą generacją tego modelu. Pierwszy LM był oferowana od 2020 roku i dostępny tylko w Chinach i kilku innych krajach azjatyckich, o dziwo z wyłączeniem rodzimej Japonii.

Spotkałem się ze stwierdzeniem, że na zdjęciach, bez perspektywy porównawczej, LM wygląda niczym japoński kei car, czyli zminiaturyzowane auto przygotowane specjalnie na „ciasny” japoński rynek. Nic bardziej mylnego ponieważ Lexus LM ma długość 5130 mm, szerokość 1890 mm (bez lusterek), wysokość 1945 mm (zmieści się do garażu podziemnego) i rozstaw osi wynoszący równe 3000 mm. Spory, prawda? Nawet 19-calowe koła z oponami 225/55 wyglądają nazwijmy to "dyskretnie" przy ogólnych gabarytach samochodu.


Zapytacie, kto może być zainteresowany Lexusem będącym pięciometrowym vanem? Chociażby hotele i lotniska, gdzie sprawdzi się on idealnie jako luksusowy shuttle bus. Właściciele firm oferujący transport VIP-ów (VIP taxi) również mogą być zainteresowani posiadaniem takiego auta w swoim parku maszyn. Gwiazdy muzyki również lubią być dowożone na scenę w komfortowych warunkach. Wbrew pozorom zastosowań jest naprawdę wiele. Z pewnością pomoże w tym fakt, że Lexusa LM możemy mieć zarówno w wersji siedmioosobowej, jak i w formie czteroosobowej salonki. Ale może wszystko po kolei.


Więcej za mniej

Tak, to nie pomyłka. Tańsza, choć nie tania jest wersja 7-osobowa, zaś ta droższej pomieści „tylko” cztery osoby wraz z kierowcą. Spokojnie, jak się przekonacie to nie jest żadna wersja brygadowa, a pełnoprawna salonka na kołach. Oba warianty Lexusa LM dostępne są tylko i wyłącznie w odmianie 350h AWD, czyli z napędem na obie osie.

Zacznijmy więc od „rodzinnej” odmiany, w której z przodu mamy dwa standardowe fotele, w drugim rzędzie dwa lotnicze super-fotele, a z tyłu dzieloną w połowie i składaną na boki trzyosobową kanapę.


O ile przednie siedzenia są w pełni elektryczne (podgrzewanie i wentylowane również), o tyle te w środkowym rzędzie dopiero pokazują, czym jest luksus w aucie. Mają one możliwość rozłożenia do pozycji półleżącej, mają wysuwaną podpórką pod łydki, wbudowaną funkcję masażu, rozkładany stoliczek schowany w podłokietniku tuż obok zamykanego cupholdera, czy też gniazdo mocy USB, oczywiście oddzielne dla każdego z pasażerów. Do sterowania funkcjami dostępnymi dla podróżujących na tych fotelach służą dwa oddzielne piloty przypominające swą formą smartfona, dokowane w wyprofilowanych uchwytach stanowiących przedłużenie środkowych podłokietników. Nie muszę chyba wspominać, że boczne drzwi przesuwne są sterowane elektrycznie, podobnie jak rolety zasłaniające okna w przestrzeni pasażerskiej (te w trzecim rzędzie i oknie dachowym również). Do dyspozycji pasażerów jest gniazdo HDMI i 220V do 1500 W, które znajdziemy w konsoli środkowej oraz w przestrzeni bagażowej.


Trzeci rząd siedzeń jest rozwiązany w bardzo sprytny sposób. Otóż oparcie dzielonej kanapy możemy bardzo łatwo złożyć, a obie jej połówki podnieść do pionu, tuż przy bocznych ścianach nadwozia i w ten sposób zablokować. To wszystko możemy zrobić w zasadzie przy użyciu jednej ręki. Bagażnik wersji siedmioosobowej ma objętość 110 litrów przy dostępnych wszystkich siedmiu miejscach i aż 1191 litrów przy usunięciu tylnej kanapy.


Napisałem, że wersja 7-osobowa to więcej za mniej ponieważ jest to tańsza odmiana Lexusa LM. W Polsce możemy ją kupić jedynie w standardzie Prestige i w chwili debiutu wyceniona została na 599 900 PLN.

Tu się dopiero zaczyna luksus

Salonka, bo takim określeniem nazwałem wersję czteroosobową LM-a to jeszcze większy luksus, zwłaszcza dla pasażerów siedzących z tyłu. O ile kabina kierowcy niewiele odbiega od tańszej odmiany 7-osobowej, o tyle za przednimi fotelami mamy... przegrodę znaną chociażby z naprawdę luksusowych, często przedłużanych limuzyn.



W przegrodzie tej zainstalowano elektrycznie opuszczane okno z elektrochromatyczną powłoką, która za naciśnięciem przycisku zmienia jego przejrzystość z pełnej na całkowicie matową. Oczywiście tutaj również możemy sterować wszystkimi funkcjami zdalnie, siedząc wygodnie w jednym z dwóch foteli wyjętych prosto z pierwszej klasy którejś z renomowanych linii lotniczych.


Wracając do wspomnianej przegrody, to zabudowano w niej również głośniki, lodówkę na szampana lub inne trunki, odchylane schowki (na buty), uchwyty na parasolki z ociekaczami, czy w końcu ogromny 48-calowy ekran z gniazdem HDMI zamontowany tuż pod oknem łączącym nas z przedziałem kierowcy i zasiadającego obok niego naszego osobistego konsjerża. Ekran ten możemy podzielić na pół więc każdy z dwojga pasażerów może z niego korzystać wedle swego uznania.



Jeśli to nadal Wam nie zaimponowało, to dodam jeszcze, że Lexus LM jest chyba jedynym znanym mi autem, które wyposażono w elektrycznie opuszczane okna w elektrycznie przesuwanych drzwiach bocznych. Przy tym wszystkim komplet gniazd USB i indukcyjne ładowarki ukryte w dodatkowych schowkach w ścianach bocznych nie robią już zbytnio wielkiego wrażenia. Po prostu w czteroosobowym LM-ie gdzie się nie obejrzysz, tam zaskakuje cię jakieś nowe, czasem ukryte rozwiązanie podnoszące komfort podróżowania i o to właśnie w idei tego auta Lexusowi chodziło.


Aha, za indywidualnymi fotelami drugiego, tym razem ostatniego rzędu spokojnie zmieszczą się walizki naszego VIP-a. 752 litry wystarczą zarówno na bagaż podręczny, jak i ten rejestrowany.

Czteroosobowa odmiana Lexusa LM oferowana jest tylko i wyłącznie w topowym poziomie wyposażenia, który w Lexusie tradycyjnie nosi nazwę Omotenashi i kosztuje 729 900 PLN. Gwarancja na auto obejmuje okres 3 lat lub 100 000 km przebiegu z opcją przedłużenia do lat 10 lub 185 000 km przebiegu. Na napęd hybrydowy Lexus daje 5 lat gwarancji i również 100 000 km przebiegu, a na sam akumulator napędu hybrydowego gwarancję możemy przedłużyć do lat 10. Do tego powłoka lakiernicza ma 3-letni okres gwarancji, a odporność blach na perforację do lat 12, bez ograniczeń co do przebiegu.

Lexus LM w obu odmianach dostępny jest w czterech dystyngowanych kolorach, z których moim zdaniem najciekawszy jest Sonic Agate, który w zależności od padającego na auto światła mieni się od ciemnej wiśni, przez fiolet, aż po odcienie bliskie czerni. Wiem o czym mówię, bo właśnie jeden z trzech dostępnych tego dnia egzemplarzy LM-a pomalowano właśnie na ten kolor. Jeśli chodzi o tapicerkę skórzanych foteli, to w obu wersjach mamy do dyspozycji czerń lub piaskową biel.


Co napędza nowego LM-a?

Pod maską znajdziemy 2,5-litrowy, czterocylindrowy silnik o mocy 250 KM i maksymalnym momencie obrotowym 239 Nm. Napęd na wszystkie cztery koła przekazuje bezstopniowa skrzynia E-CVT, której konstrukcja opiera się na przekładni planetarnej. Prędkość maksymalna Lexusa LM to 190 km/h, a czas rozpędzania od 0 do 100 km/h zajmuje 8,7 sekundy.

Według danych Lexusa, nowy LM powinien zadowolić się 7,4 litrami benzyny na 100 kilometrów. Dlatego też zastosowano w nim względnie mały zbiornik paliwa o pojemności 60 litrów, który w teorii powinien nam dać zasięg do 800 kilometrów na jednym tankowaniu.

Czy Lexus równa się sukces?

W ostatnim czasie pojawiam się nieco częściej we wrocławskim salonie Lexusa i muszę przyznać, że auta te cieszą się naprawdę sporą popularnością. Czy będzie to dotyczyć również nowego LM-a czas pokaże. Moim zdaniem auto to znajdzie swoje miejsce na rynku. Z pewnością przychylnie spojrzą na niego ci, dla których Maybach lub Rolls Royce są zbyt ostentacyjne, a Klasa V czy chociażby elektryczny Maxus Mifa 9 mają zbyt mało prestiżu (chociaż w tym drugim wypadku trudno mówić o jakimkolwiek prestiżu, nawet jeśli cena tego auta to połowa ceny LM-a).

Gdzieś czytałem, że Lexus Polska żywi nadzieję, że 40% volumenu sprzedaży LM-a stanowić będzie bardziej luksusowa odmiana 4-osobowa i przy założeniu rocznej sprzedaży na poziomie kilkudziesięciu, no może trochę ponad stu egzemplarzy sądzę, że jest to jak najbardziej możliwe do osiągnięcia. Na pewno auto to ubarwi ulice naszych miast i będzie kolejnym, za którym ludzie będą się obracać. Szczególnie gdy przemknie koło nich bezszelestnie, korzystając ze swojego napędu hybrydowego.

Więcej zdjęć z premiery nowego Lexusa LM w salonie Lexus Wrocław znajdziecie na Facebooku.