sobota, 9 maja 2020

Nr 3: 2012 Kia cee’d 1,4 16V

1. Czym jest?

Być jak „niebieski”. Tak mogłem się poczuć otrzymując do dyspozycji na jeden dzień koreańskie „cudo” w postaci Kii cee’d pierwszej generacji w wydaniu po faceliftingu.

W zasadzie egzemplarz, którym miałem okazję przemierzyć pół Polski pochodził ze schyłkowej produkcji, był to bowiem rocznik 2012. Jednocześnie przypuszczam, że ten konkretny egzemplarz był również u kresu swojego życia w wypożyczalni, gdyż miałem nieodparte wrażenie, że został mi wciśnięty na siłę, ponieważ najwidoczniej nic innego w danym momencie nie było dostępne. Należy jeszcze wspomnieć o tym, że samochód wskazywał na znaczące zużycie objawiające się problemem z działaniem radia oraz drganiami układu kierowniczego przy prędkościach autostradowych, czego oczywiście podczas statycznego odbioru auta sprawdzić nie mogłem. Nie przeszkodziło to jednak pewnemu starszemu panu powożącego „królową lawet” w próbie zepchnięcia mnie na barierkę rozdzielającą pasy ruchu na autostradzie. Powód był chyba przyziemny. Po pierwsze cee’d był tak nudny stylistycznie, że wręcz naprawdę niezauważalny na ulicy, a po drugie szarobury kolor skutecznie zwiększał stopień drogowej niewidzialności tego auta. Mówiąc wprost, typowy „tajniacki” wóz.

2. Jak wygląda?

O wyglądzie zewnętrznym już wspominałem – nuda. Początkowo cee’d przypominał mi stylistycznie ówczesne trendy z dalekiego wschodu, jak chociażby Toyota Auris i Mazda 3 z tego samego okresu. Potem jednak stwierdziłem, że koreański kompakt jest jeszcze bardziej nudny. Chyba Kia również to zauważyła, skoro do pracy nad swoim stylem zaangażowała Petera Schreyera, co widać chociażby po „tygrysim” cee’d-zie (jak to poprawnie napisać?) drugiej generacji.

3. Jakie ma wnętrze?

Wnętrze pojazdu również nie porywa, plastiki są przeciętnej jakości i chociaż górne obszary deski rozdzielczej są nawet miękkie w dotyku, są pokryte perforowanym materiałem przypominającym mi matczyne ceraty odwiecznie kładzione na stole kuchennym w moim domu rodzinnym. Odrzucało mnie to w dotyku i tyle. Poza tym, o ile kierownica leżała w moich dłoniach całkiem znośnie, o tyle siedzenia po pokonaniu kilkuset kilometrów jednego dnia, dały się we znaki tylnym partiom ciała podróżujących. Bez znaczenia pozostawał przy tym fakt rozmiaru i wagi pasażerów. Wszystkich bolały plecy i nikt nie potrafił znaleźć sobie odpowiedniej pozycji. Wszyscy się po prostu bezustannie kręcili na… siedzeniach.

4. Jak jeździ?

W mieście cee’d z silnikiem 1,4 sprawował się znakomicie. Elastyczność, zwinność i rozmiary nadwozia jak najbardziej predysponują go do tego celu. Ponadto pięciodrzwiowe nadwozie oraz całkiem przyjemna pojemność bagażnika w zupełności wystarczą na codzienne, a nawet weekendowe sprawunki. Z wyjazdem wakacyjnym może być już jednak nieco gorzej. Tym bardziej, że jak wspomniałem wcześniej, krótkie odcinki zniesiemy, ale na dłuższą trasę ceed’a polecać nie będę.

Sam silnik nadaje się na dłuższe trasy również w umiarkowanym stopniu. Oczywiście o ile mówimy tu o trasach krajowych, gdzie najwyższą dopuszczalną prędkością jest 140 km/h to nie widzę najmniejszego problemu. Nie wiem jednak jak byłoby z wyższymi prędkościami średnimi. Mogę tylko przypuszczać, że nieco gorzej. Do wspomnianego wyżej limitu samochód spokojnie się rozpędza i prędkość tą utrzymuje bez problemu. Sądzę, że nawet 160 km/h staje się realne, ale co dalej? Może kiedyś sprawdzę, chociaż tak naprawdę nie sądzę, żebym właściwie chciał. Teoretycznie blisko 110-konna jednostka powinna zapewnić prędkość maksymalną na poziomie 190 km/h, ale teoria to inaczej rzecz ujmując papierowe osiągi. Warto jeszcze wspomnieć, iż auto w trybie jazdy 90% autostrada i 10% miasto (oczywiście z prędkościami dopuszczalnymi w polskim prawie) zadowoliło się około 8 litrami paliwa na sto kilometrów. Dramatu nie ma, ale i do „szału” daleko.

5. Podsumowując:

W związku z wszystkimi wymienionymi wyżej spostrzeżeniami sądzę, że kluczem do ówczesnego sukcesu tego samochodu była odpowiednia wrzawa medialna zrobiona wokół nowego gracza na rynku, jakim był właśnie cee’d. Kia postawiła sobie za cel podbój starej Europy tym właśnie modelem. Jak widać, nie udało się to w 100% zgodnie z założeniami. Prócz cee’d’a, na obecną pozycję marki w Europie wpływ mają także inne modele, jak chociażby przebojowy Sportage. Sam cee’d nie porywa niczym, ale również niespecjalnie odrzuca. Może to jest właśnie to „coś”?

Na sam koniec zostawiłem sobie mały komentarz odnośnie próby odnalezienia w sieci zdjęć auta, którym miałem przyjemność się przejechać. Otóż była to podstawowa wersja wyposażeniowa, którą z zewnątrz można było poznać po braku halogenów w przednim zderzaku i po stalowych obręczach kół. Jako, iż z zasady lubię posiłkować się oficjalnymi zdjęciami popularnych aut, to i tym razem postanowiłem fotografie takiego konkretnego egzemplarza odszukać w sieci. Po chwili uświadomiłem sobie jednak, że jedyne na co mogę liczyć to zdjęcia prywatnych użytkowników umieszczane w portalach aukcyjnych. Niestety chyba żaden z producentów nie pali się do dystrybuowania oficjalnych zdjęć podstawowych wersji wyposażeniowych swoich produktów. Zawsze musi to być egzemplarz „na wypasie”, żeby klient sobie pomyślał, że wszystko to co widzi, dostanie u dealera w cenie. Najbardziej zbliżone zdjęcia znalazłem w końcu na jakiejś rosyjskiej stronie.

Aha, no i cee'd piszę z małej litery, bo sama Kia w ten sposób określała nazwę swojego modelu. Dopiero w trzeciej generacji zmieniono to na bardziej "normalne" Ceed.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz