niedziela, 10 maja 2020

Nr 7: 2012 Chevrolet Orlando 1,8 LS

1. Czym jest?

Miałem „przyjemność” kolejny już raz zasiąść za sterami opisywanego już przeze mnie Chevroleta Orlando. Tym razem była to jego podstawowa wersja LS z identycznym jak wcześniej silnikiem benzynowym o pojemności 1,8 litra. Postanowiłem więc nieco uzupełnić swoje spostrzeżenia dotyczące tego samochodu.

2. Jak wygląda?

Już rzut oka na zewnętrzny wygląd tego pojazdu pozwolił mi ujawnić różnice względem bogatszej wersji LT+. Brak halogenów w przednim zderzaku, brak pseudo aluminiowych wstawek w dolnym spoilerze i atrapie chłodnicy, czy w końcu brak przyciemnianych szyb, to główne różnice rzucające się w oczy. Zwłaszcza przejrzyste szyby w tylnych rzędach siedzeń skutecznie komplikowały sytuację w czasie dwudniowej podróży. Po prostu nie można było w związku z tym zostawić niczego w aucie na przysłowiowym widoku, opuszczając je chociażby na stacji benzynowej. W LT+ wystarczyło wrzucić „graty” na tylne siedzenia, a czarne jak smoła szyby skutecznie chroniły je przed wzrokiem ciekawskich.

3. Jakie ma wnętrze?

Wnętrze przyniosło jeszcze więcej niemiłych niespodzianek. Pierwsza dotyczyła braku seryjnie wbudowanej nawigacji, co można było rozpoznać od razu po niższej „budce suflera” zlokalizowanej u szczytu konsoli środkowej. Niestety z faktem tym wiązały się kolejne braki w wyposażeniu podstawowej wersji, jaką jest LS: brak kamery cofania, brak gniazda USB, czy w końcu brak sterowania dodatkowymi funkcjami w kierownicy. Brak kamery cofania szczególnie dał mi się we znaki podczas parkowania tyłem na ciasnym parkingu hotelowym, gdzie gabaryty auta i niska przejrzystość do tyłu skutecznie utrudniły płynne wykonanie tego manewru. Na tym tle, jedynym plusem wydaje mi się zastosowanie „udawanego” aluminium do wykończenia deski rozdzielczej zamiast polerowanego „fortepianu” z LT+. Wygląda to moim zdaniem bardziej estetycznie, bo na fortepianie ciągle widziałem irytujące mnie odciski palców któregoś z pasażerów.

4. Jak jeździ?

Okazało się również, ile te dodatkowe gadżety ważą i jak wpływają na i tak nie najlepszą dynamikę tego auta. Otóż maksymalna uzyskana prędkość to 190 km/h i ani jednego więcej, co i tak było o jakieś 10 km/h więcej od tego, co oferował LT+. Ponadto spalanie w trybie autostradowym utrzymało się w zakresie 10-12 litrów na sto kilometrów, a to już znaczna różnica na plus względem LT+. W tym przypadku należy jednak indywidualnie wybrać co ceni się bardziej, dynamikę i oszczędność, czy też komfort i bezpieczeństwo.

5. Podsumowując:

Rozmyślając nad tym autem uderzyła mnie pewna prawidłowość w świecie motoryzacji. Otóż każda znacząca premiera nowego auta poprzedzana jest przez producenta pokazami auta koncepcyjnego, wyznaczającego kierunek rozwoju wersji seryjnej, lub wręcz sondującego gotowość rynku na przyjęcie konkretnych rozwiązań. Spójrzmy więc krótko, jak to wyglądało w przypadku Orlando. O ile wszyscy dobrze wiedzą, jak wygląda to auto, a w zasadzie wyglądało przed zaprzestaniem jego sprzedaży w Europie, ciekawostką jest fakt, że zapowiedziano go pokazanym w 2008 roku konceptem o tej samej nazwie: http://www.netcarshow.com/chevrolet/2008-orlando_concept/

Zaś już w czasie produkcji seryjnej pierwszej i ostatniej generacji, najwidoczniej poważnie myślano o jego następcy, który miałby poszerzyć rodzinę ekologicznych aut Volt i podbić rynek chiński: http://www.netcarshow.com/chevrolet/2010-volt_mpv5_concept/

Jest to dobry przykład na to, że jabłko potrafi spaść naprawdę niedaleko od jabłoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz